#FINOALLAFINE

Heysel

20. rocznica tragedii – artykuł z “Gazety Wyborczej”


20 lat temu, 29 maja 1985 r., na brukselskim stadionie Heysel, przed finałowym meczem Pucharu Europy Juventus Turyn – Liverpool FC doszło do starć między angielskimi i włoskimi kibicami (stroną agresywną byli brytyjscy rowdies). W wyniku zamieszek śmierć poniosło 39 osób, głównie Włochów (wśród ofiar był jeden Belg, Francuz i Brytyjczyk).

Mimo to mecz rozegrano, a Juventus – z Francuzem Michelem Platinim i Zbigniewem Bońkiem w składzie – wygrał z Liverpoolem 1:0 (bramkę z karnego, w 58 min zdobył Platini). To wtedy francuski piłkarz Juve wypowiedział znamienne słowa. –”Puchar odebraliśmy w szatni. To nie była moja wizja futbolu.”

Po tej tragedii angielskie kluby zostały wykluczone przez UEFA na 5 lat z rozgrywek o europejskie trofea.

Kibice zapełnili stadion Heysel na godzinę przed meczem. Napięcie rosło. Kibice drużyn przeciwnych, oddzieleni od siebie 3-metrową siatką ogrodzenia, zaczęli się obrzucać obraźliwymi epitetami. Wkrótce wrzaski i skandowania nasiliły się. O godz. 19.30, na 45 minut przed zaplanowanym rozpoczęciem meczu, rozwydrzeni, często pijani, brytyjscy fani z sektorów X i Y zaczęli rzucać butelkami i kawałkami betonu w grupę kibiców Juventusu, zajmujących pobliski sektor Z. Gdy Włosi zaczęli się wycofywać, Brytyjczycy zniszczyli ogrodzenie…

”To był widok przypominający atak partyzantów” – wspominał wkrótce po wydarzeniach włoski kibic, Giampietro Donamigo. ”Podeszli ławą do ogrodzenia i zaczęli rzucać butelki. Niektórzy z nas odpowiadali groźbami, ale większość była przerażona. Próbowaliśmy usunąć się im z drogi, wtedy zaczęło się na dobre. Zapanowała panika, tratowano się wzajemnie w ucieczce, gdy chuligani z Wysp zniszczyli ogrodzenie… Pamiętam chłopaka, który klęcząc błagał o litość. Pomyślałem sobie – co za głupiec… Tymczasem jeden z Brytyjczyków zamierzał mnie zaatakować, wywijając stalowym prętem. Wyglądał jak zwierzę, jak bestia. Ślina ciekła mu z ust, jego oczy były dzikie, musiał być pod wpływem narkotyków. Myślałem, że zbliża się mój koniec.”

Chociaż fani Liverpoolu byli “uzbrojeni” w ponad metrowe pręty, resztki ogrodzenia, kilku kibiców Juve stawiło im opór. Reszta ratowała się paniczną ucieczką, przeskakując ogrodzenie i murek (ok 1,2 m) oddzielający trybuny od boiska. Inni wspinali się na 3-metrowy mur, stanowiący krawędź trybun. Jednak setki znalazły się w pułapce.

Brytyjczycy kontynuowali atak na tylne rzędy trybun. Nacisk napierającego tłumu spowodował zawalenie się części betonowej ściany sektora trybuny, bliższej boiska. Runęło też metalowe ogrodzenie. Fragmenty muru przygniotły niektórych włoskich kibiców, Inni, uciekający w panice tratowali się… ”Widziałem ludzi stratowanych na śmierć przez opanowany paniką tłum – wspominał jeden z włoskich kibiców.”

Prawie dwie godziny później, policja zdołała zaprowadzić porządek, częściowo za sprawą “wyczerpania” brytyjskich pseudokibiców. Bilans strat był przerażający – 39 zabitych (w tym 10-letni chłopiec z Włoch), ponad 425 rannych, w tym tuzin ciężko. ”Widziałem za dużo. Widziałem śmierć na stadionie” – powiedział pewien Włoch, naoczny świadek tragedii. ”To nie jest sport. To jest wojna” – powiedział po meczu jeden z belgijskich ratowników Czerwonego Krzyża.

W Europie, choć już przyzwyczajonej do wybryków angielskich hooligans, odezwały się głosy potępienia tego, co wydarzyło się w “czarnym dniu” futbolu. Po tragedii na Heysel londyński “The Times” napisał: “Trudno oprzeć się konkluzji, że gra w piłkę to gra ze śmiercią”. “Futbol przeżył najczarniejszą godzinę swych dziejów” – napisał boński “General Anzeiger”.

We Włoszech zapanowała żałoba i oburzenie. Gazety nie szczędziły ostrych słów potępienia. “Masakra na stadionie” – rzymska “La Repubblica”. “Barbarzyńcy są wśród nas…” – mediolański “Il Giornale”. Papież Jan Paweł II wysłał telegram do arcybiskupa Turynu, w którym znalazły się takie słowa – “barbarzyńska przemoc”. We włoskim senacie zastanawiano się nad wytoczeniem procesu brytyjskim fanom…

Guenter Netzer, piłkarz, a w 1985 r. trener powiedział: ”Nie można ich (Brytyjczyków) nazywać kibicami futbolu. To kryminaliści. Przychodzą na mecze, by sprawiać kłopoty.”

”Źle się dzieje w królestwie angielskim. Ten dumny i dzielny Albion, tak skory do pouczania wszystkich w sprawach zachowania i moralności, zrobiłby lepiej, gdyby najpierw uprzątnął własne podwórko” – napisał popularny, francuski “Le Parisien Libere”.

”To był wieczór hańby i tragedii” – powiedział ówczesny minister sportu Wielkiej Brytanii, Neil Macfarlane po tragedii w Brukseli. Rząd pani Margaret Thatcher ogłosił, że przeznaczy 317 500 dolarów na specjalny fundusz pomocy rodzinom ofiar i rannych.

20 lat po tragedii z 29 maja 1985 r., obok przebudowanego od fundamentów (w 1995 r.) stadionu w Brukseli, noszącego obecnie imię Króla Baudouina, stanie pomnik pamięci 39 ofiar. Zastąpi skromną plakietkę, upamiętniającą tamtą tragedię. Pomnik będzie miał kształt zegara słonecznego, o powierzchni 60 m2, ze świetlnymi żłobieniami, symbolizującymi każdą z 39 ofiar. Projektantem monumentu z nierdzewnej stali jest Francuz Patrick Rimoux. Na pomniku wyryte będą słowa poematu brytyjskiego twórcy W. H. Audena (“Funeral Blues”), wyrażające smutek trzech narodów, włoskiego, francuskiego i belgijskiego.

W 20 lat po tragedii na brukselskim stadionie Heysel, dwaj uczestnicy tamtego meczu finałowego o Puchar Europy, piłkarze Juventusu Turyn Zbigniew Boniek i Michel Platini nie zapomnieli o tamtym tragicznym dla futbolu wieczorze, ale mają odmienne oceny wydarzeń przed meczem Juventus-Liverpool (1:0), które doprowadziły do śmierci 39 osób.

Zastanawiając się nad tym, czy należało rozegrać tamten mecz, czy odmówić gry, Zbigniew Boniek powiedział – przed kolejnym spotkaniem Juventus-Liverpool w 1/4 finału tegorocznej Ligi Mistrzów: ”Proszę nie wierzyć nikomu, kto mówi, że w tym całym zamieszaniu trudno było zorientować się dokładnie, co się stało. Wiedzieliśmy, na 99,9 procent, co się wydarzyło: śmierć, powaga sytuacji, wybuchowa atmosfera wisiały nad stadionem. Powtarzam, wiedzieliśmy wszystko. Nie chcieliśmy grać, ani Liverpool. UEFA nam nakazała. Powiedziano, że jeśli nie wyjdziemy na boisko, sytuacja jeszcze się pogorszy. Telefonów komórkowych jeszcze wtedy nie było i wielu fanów Juventusu nie wiedziało, ilu ludzi zginęło w sektorze Z. Człowiek z UEFA powiedział mi – jeśli odmówicie gry, oni się o tym dowiedzą.”

Według Zbigniewa Bońka, mecz był wszystkim tylko nie grą w piłkę, ale odrzucił sugestię, że Juventus powinien był oddać puchar, z szacunku dla ofiar. ”Oddać go, komu ?, UEFA ? Po tym bałaganie, jaki stworzono, organizując ten mecz ? Proszę nie żartować” – mówił dziennikarzowi Reutersa.

A były pomocnik Juventusu, Francuz Michel Platini, który strzelił gola z karnego, podyktowanego przez sędziego w wątpliwej sytuacji, rzadko dotąd mówił o Heysel i obiecał sobie, że nigdy nie wróci na miejsce tragedii. Jednak pewnego dnia, być może będzie musiał, jako przyszły prezydent UEFA. Może się zdarzyć, że będzie musiał wręczać puchar na stadionie, wybudowanym na fundamentach dawnego Heysel, dziś im. Króla Baudouina.

Sięgając pamięcią wstecz, Platini – odmiennie niż jego partner i przyjaciel Zbigniew Boniek – mówi, że piłkarze nie zdawali sobie sprawy ze skali tragedii. Dowiedzieli się o wszystkim później. ”Drużyny były w swych szatniach, gdy powiedzieli nam, że rozpoczęcie meczu będzie opóźnione. O rozmiarach tragedii dowiedzieliśmy się z gazet, następnego dnia. Jednak ten wieczór nie miał nic wspólnego z futbolem. Puchar musieli nam przynieść do szatni. Nigdy tam nie wróciłem i wolałbym nie rozmawiać o Heysel. Muszę wyznać, że nie byłbym w stanie, zarówno psychicznie jak fizycznie powrócić tam znowu.”

WIĘCEJ O HEYSEL


Ogólny opis wydarzeń tragedii
Historia świadka
Tragedia w Brukseli – 15. rocznica. Artykuł z “Piłka Nożna Plus”
Prosto z Juventusu – fragment książki Z. Bońka o tragedii
37 Campioni D'Italia