My jesteśmy Juventusem
Nadszedł dzień dumy. Dzisiaj w południe tysiące fanów Juventusu wyszło na ulicę, aby zamanifestować swoją miłość, pasję oraz poparcie dla “Starej Damy”. Wczoraj, późnym popołudniem nad Turynem szybowała lotnia wynajęta przez “Drughi”, przyglądając się trasie, którą dzisiaj przemaszerowali kibice. “Nie będziemy liczyć każdego z osobna, wprowadzając listy lub inne podobne rzeczy. Zostaniemy policzeni z góry, jak już wszyscy wyjdą na ulicę” – mówi jeden z kibiców.
“My jesteśmy Juventusem” – pod takim właśnie hasłem rozpoczęła się demonstracja. Napis ten można było również zobaczyć na wielkim sztandarze, otwierającym pochód, który rozpoczął się na placu Caio Mario. Marsz trwał do godziny trzynastej a kibice przemieszczali się przez ulicę Agnellich, obok byłego Stadio Comnuale – dziś Olimpico, dalej ulicą Galileo Ferraris gdzie znajduje się siedziba klubu aż do centrum miasta.
Organizatorem marszu był Michelangelo Rampulla (DOC) oraz Drughi. Na kilka tygodni przed marszem, informacje o nim rozprzestrzeniały się błyskawicznie, przede wszystkim poprzez Internet i fora dyskusyjne. “To będzie prawdziwe świadectwo miłości dla Juve, uczucia, które jeszcze bardziej się wzmaga i jednoczy nas w ciężkich chwilach oraz smutku, który dzielimy wraz z rodziną Gianluki Pessotto.” – mówili przed marszem kibice.
W pochodzie udział wzięli kibice z całej Italii a także zza granicy. “Odjeżdzamy tej nocy” – mówił wczoraj trzydziestoośmioletni Giacomo Novello, przedstawiciel Club Cercola z Neapolu. “Wynajęliśmy autobus, który zawiezie nas tam pięćdziesięciu. Wiele osób pojedzie także pociągami lub samolotem. Mam nadzieje, że będzie nas co najmniej pięćdziesiąt tysięcy.”
O szóstej rano wyjechało także pięć autokarów z Club Capannori (Lucca). “Poza tym wielu ludzi pojedzie tam własnymi samochodami.” – wyjaśnia pięćdziesięciosiedmioletni Joseph Di Florentine. “Wydaje mi się, że z Toskanii przyjedzie do Turynu około tysiąca osób. Wypadek Gianluki Pessotto hamuje nasz entuzjazm. Może lepszym pomysłem byłoby odwołanie pochodu, jednak sprawiłoby to pewnie zbyt wiele kłopotów. Jeśli będzie mniej niż pięćdziesiąty tysięcy kibiców, będę rozczarowany. Liczę co najmniej na siedemdziesiąt! Byłoby pięknie. To tak, jakby cały stadion Alpejski wyszedł na ulice Turynu” – przyznaje.
Do Turynu wyjechał także autobus z Trevigiano. “Jesteśmy smutni po wypadku Pessotto, nie mogliśmy nie przyjechać.” – mówi sześćdziesięcioletni Joseph Massolin. “Chcemy być w Turynie, by zamanifestować swoją miłość i jedność. To jest czas, aby spojrzeć nieco w przyszłość i zostawić za sobą problemy. Jeśli Juventus zostanie zdegradowany do Serie B, chciałbym, aby o sile zespołu decydowali młodzi gracze kierowani przez wielkiego Alexa Del Piero.”
Plan pochodu
Więcej szczegółów dotyczących pochodu już wkrótce.
La Stampa