#FINOALLAFINE

Biało na czarnym #7: Juventus – Salernitana 2:2

fot. @ juventusfc / twitter.com

W niedzielny wieczór Juventus podejmował na swoim stadionie Salernitanę. Mecz zakończył się rozczarowującym wynikiem 2-2, a jego przebieg oraz przede wszystkim zakończenie wzbudziły ogromne kontrowersje. Na łamach swojego felietonu chciałbym jednak skupić się na postawie zawodników, pomijając kwestie sędziowskie. Ze względu na emocje, jakie towarzyszyły kibicom po zakończeniu spotkania, nie będzie to rzecz jasna łatwe zadanie.

Juventus 2:2 Salernitana

Bramka

Mattia Perin zaprezentował się bardzo solidnie, lecz bez czegoś ekstra. Udanie bronił strzały „do wybronienia” i nie popełniał większych błędów. Przy obu straconych bramkach niestety nie miał nic do powiedzenia. Lekki minusik przy jego grze nogami, bo tutaj wciąż ma pole do poprawy.

Defensywa

Parę środkowych obrońców tworzyli Bonucci i Bremer. Włoski defensor pełniący rolę kapitana zagrał dobre spotkanie. Nie popełniał błędów w obronie i starał się wyprowadzać podania z głębi pola. Szczególnie utkwiło mi w pamięci jego bardzo dobre podanie do Fabio Mirettiego, który niestety źle przyjął zagrywaną piłkę i niezbyt udanie zakończył akcję. Leo pokazał się także w ofensywie – w końcówce spotkania na raty wykorzystał rzut karny doprowadzając do remisu. Sytuacji z rzekomym spalonym w 94 minucie meczu nie będę nawet komentować, bo trudno tu zachować spokój i język nadający się do publikacji. W przypadku Bremera występ był sinusoidalny. W pierwszej połowie sprokurował rzut karny po zagraniu ręką oraz prawie drugi rzut karny po wytrąceniu z biegu Krzysztofa Piątka. Na plus trzeba zapisać Brazylijczykowi świetne wyczucie chwili i zdobycie bramki kontaktowej. Wydaje się, że jego pierwsza połowa nadawała się do zapomnienia, natomiast w drugiej prezentował się o wiele lepiej. Na lewej flance wystąpił De Sciglio i zaliczył anonimowy występ. Przy pierwszej bramce dla Salernitany mógł – do spółki z Mirettim – zachować się lepiej, ale ostatecznie nie oni tutaj zawalili. Bardziej uważni mogli być także sędziowie, którzy – mimo interwencji VAR – nie dostrzegli, że strzelec zagrywał ręką.

Zostawmy jednak tę kwestię, wracając do oceny defensywy. Grający po jej prawej stronie Juan Cuadrado kolejny raz był słaby. Pierwsza bramka dla Salernitany wpadła po błędzie Kolumbijczyka, który źle obliczył tor lotu piłki, po czym niezbyt kwapił się do powrotu za przeciwnikiem. Nie kleiła się także jego gra z Moise Keanem czy Westonem Mckenniem, chociaż tutaj jest tylko współwinny. Nasz defensor powinien usiąść na ławce, bo często nie dojeżdża, ale przez problemy kadrowe i brak zmiennika jego odpoczynek jest niemal niemożliwy. W następnej kolejce będzie jednak do niego zmuszony, bo pod koniec spotkania otrzymał czerwoną kartkę. Można zatem z ironią powiedzieć, że problem rozwiązał się sam, ale chyba nie o taki efekt nam chodziło.

Pomoc

Po pierwszym kwadransie i bramce straconej przez Juventus środek pola zwyczajnie nie funkcjonował. Pomocnicy grali obok siebie zamiast ze sobą, byli dość statyczni i tylko momentami udawało im się wywalczyć odrobinę wolnego pola. Fabio Miretti dobrze odnalazł się w kilku sytuacjach, ale zabrakło wykończenia. Włoch wciąż odstaje fizycznie od przeciwników i momentami błędnie się ustawia w fazie defensywnej. Mimo tego jego występ raczej pozytywny. Leandro Paredes, udowodnił, że nie boi się piłki i gry pod presją, ale całokształt w jego wykonaniu był zwyczajnie przeciętny. Weston Mckennie, jak już nie raz wspomniałem na łamach moich felietonów, jest surowy technicznie i w spotkaniu z ekipą z Salerno znów było to widoczne. W porównaniu do naszych młodszych pomocników Amerykanin nadrabia jedynie doświadczeniem i fizycznością. Jeśli choćby Rabiot był zdrowy, to Wes zapewne siedziałby na ławce rezerwowych.

Ofensywa

W tej formacji kompletnie nic nie działało, jak należy. Dusan Vlahovic przez większość spotkania biegał sfrustrowany brakiem piłek i przede wszystkim brakiem możliwości gry z partnerami. Juventus może kupić nawet Lewandowskiego, lecz jeśli tak będzie wyglądać transportowanie piłki z linii pomocy do ofensywy to i tak nic nie wskóramy. Filip Kostić zanotował świetną asystę do Bremera i w drugiej połowie dawał więcej możliwości ofensywnych. Jednocześnie mam wrażenie, że to przed Serbem jest jeszcze dużo pracy. Wiele dośrodkowań w jego wykonaniu jest blokowanych przez oponentów i wydaje się, że – by tego uniknąć – wystarczyłoby zwyczajnie podnieść głowę i zobaczyć, czy w danej akcji warto próbować. Moise Kean zagrał beznadziejnie. Kompletnie nie istniał w ofensywie, przegrywał praktycznie wszystkie pojedynki, nie pomagał w transportowaniu piłki po prawej stronie boiska i nawet, gdy zagrał dobre podanie do Vlahovica, to zrobił to na tyle ślamazarnie, że sędzia musiał odgwizdać ofsajd.

Zmiennicy

Wspomnianego już włoskiego atakującego zmienił w przerwie Arkadiusz Milik, a jego występ powoduje pewien dysonans. Z jednej strony dzięki jego grze w końcu dobrze transportowano piłkę między liniami, a Polak dawał o wiele więcej możliwości przy rozegraniu. Ponadto zdobył bramkę na wagę trzech punktów, niestety anulowaną przez VAR.

Z drugiej strony Arek po tej bramce zachował się jak pajac i za ściągnięcie koszulki podczas celebracji otrzymał drugą żółtą kartkę, przez co będzie zawieszony w kolejnym spotkaniu. W obliczu obecnej formy Moise Keana wydaje się to fatalną wiadomością. Fajne wejście zaliczył także Sandro. Nie odpuszczał piłek, pomógł rozedrzeć szyki obronne prawej flanki Salernitany i pod koniec spotkania wywalczył rzut karny. Kolejny rezerwowy – Fagioli – tym razem rozegrał pół godziny i w mojej opinii zagrał bezpiecznie. Nie wyglądał na pomocnika chcącego podjąć ryzyko. Danilo, po roszadach taktycznych – uzupełnił defensywę nie dał tym razem niczego ekstra, a do tego mógł sprawić, że Juventus wpuści trzecią bramkę, głupio tracąc piłkę w środku pola. Soule zagrał tylko końcówkę i jedyne z czego go zapamiętałem to poślizgnięcie się na piłce, po której Bianconeri mogli wyprowadzić kontrę. Niemniej Argentyńczyk zagrał zbyt krótko, by cokolwiek konkretnego o nim powiedzieć.

Trener

Kolejny raz Juventus pokazuje kibicom różne połowy. Kolejny raz nie funkcjonuje środek pola i gramy na chodzonego. Kolejny już raz trudne warunki stawiają nam drużyny w teorii o wiele słabsze. Poza pierwszym kwadransem pierwsze 45 minut w naszym wykonaniu było bardzo statyczne. Druga połowa lepsza i niewiele zabrakło do zwycięstwa. Mimo że po takim rezultacie trudno się cieszyć, to Jest kilka argumentów na obronę stylu gry Juventusu, jak choćby problemy kadrowe czy gra co trzy dni przez natłok w kalendarzu. Pamiętając o tych czynnikach chcę podkreślić, że brak zaangażowania poszczególnych zawodników w spotkanie nie może być tłumaczony w ten sposób, a zasłanianie się nimi robi się już nudne i trudno uznać je za wiarygodne. Ostatecznie to trener wpływa na mental i formę piłkarzy, którzy niestety w tym nie pomagają. Część naszej kadry nie powinna w ogóle myśleć o grze w pierwszej jedenastce Juventusu i na pewno częściej zasiadaliby na ławce, gdyby nie trudna sytuacja kadrowa. Zdrowy Chiesa i Di Maria, nie pozwoliłby na grę Keanowi. Zdrowy Pogba, Locatelli i Rabiot (tak nawet on), nie pozwoliłby na grę Mckenniemu. Odpowiedni zmiennik na prawą stronę pozwoliłby nabrać świeżości Cuadrado i Danilo. Na dodatek w kolejnym spotkaniu nie wystąpią Cuadrado i Milik, co na papierze wygląda bardzo kiepsko. Za niedzielny mecz trener dostaje ode mnie pałę, która nie wynika z tego, że prawie wyrwaliśmy trzy punkty i tylko okropne błędy sędziowskie nas tego pozbawiły. Taka niska ocena jest za to, że kolejny raz ekipa Juventusu funkcjonuje właściwie tylko przez część spotkania, resztę czasu poświęcając grze na alibi. Jeśli to się nie poprawi i Max nie wyegzekwuje odpowiedniego nastawienia od zawodników i nie skonstruuje w końcu prawdziwej drużyny, to nawet wydanie miliarda euro w okienku nic nie da.

MVP spotkania

W mojej ocenie nikt nie zasłużył na wyróżnienie go ponad przeciętność i tym razem żaden z zawodników nie otrzyma tej nagrody.

FLOP spotkania

Bez dwóch zdań najgorszy w drużynie był Moise Kean. Włoch nie zaprezentował nic pozytywnego w swojej grze i słusznie został zdjęty już w przerwie. Na dodatek w pewnym momencie jego głowa już się zagotowała i wyłapał głupią żółtą kartkę. Przez głowę przeszła mi myśl, że zaraz otrzyma czerwoną. Aż chce się napisać, że skoro jego idolem jest Mario Balotelli to nie wszystko jest z nim do końca w porządku.

Podsumowanie

Nie chciałbym zwalniać trenera, bo wiele klubów przechodzi obecnie okres przejściowy i nie tylko my mamy problemy, ale widać, że wiele rzeczy wymaga u nas naprawy i to szybko. Sytuacja kadrowa i napięty terminarz nie sprzyjają rewolucjom, ale bierność też nie pomoże. Margines błędu jest minimalny i w każdej chwili możemy wypaść z gry o trofeum, więc oczekuję od szkoleniowca, by wstrząsnął mentalną stroną drużyny. Bez tego szybko przekreślimy nasze tegoroczne szanse, co podważy zaufanie do naszego opiekuna. Nadchodzący mecz z Benficą będzie ważnym sprawdzianem i jednym z kluczowych elementów oceny Allegriego. Jeśli obleje i ten egzamin, jego ławka stanie się bardzo gorąca.

Autor: Marcin Zalewski

11 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
Sebass123
16 dni temu

Zawsze wtym sezon my gramy 2 rozne polowy To jest za malo zeby wygrywac
Kean to totalna lamaga nadawajaca sie do serie C , jesli nie ma kogo innego To niech gra soule i sie ogrywa gorszy nie bedzie !! Kostic to drugi krasic 90% dosrodkowan niecelnych 0 dryblingu cuardado bez komentarza Vlaho totalnie bez Pilek . Ogolnie jest zle

Poke
16 dni temu

Redaktorze, trochę niekonsekwentnie. Po meczu z PSG gdzie tez przegrywaliśmy pierwszą połowę , drugą dużo lepszą mieliśmy, mimo to porażka. i ocena dla trenera – “…Panie trenerze, za pierwszą połowę pała. No niech będzie dwójka z minusem…Za drugą połowę piątka z plusem…”
W niedzielnym meczu gdyby nie sędzia byłoby zwycięstwo (ja rozumiem że to tylko Salernitana) a tu ocena dla trenera 1 ?!
Owszem zgadzam się, że gra powinna być dużo lepsza i z większością spostrzeżeń zawartych w artykule. Ale brak jest konsekwencji w ocenie.

Ostatnio edytowany 16 dni temu by Poke
rashom
15 dni temu

To nawet nie jest tak, że chce mi się bronić Keana, bo ten jest faktycznie fatalny w tym sezonie, ale dużą krzywdę robi mu wybitny strateg, który usilnie wystawia środkowego napastnika na skrzydle. To tak, jakby wystawiać Trezegueta na prawej pomocy i oczekiwać od niego dobrej gry. Młody pokazał w P$G, że potrafi strzelać, niestety Toskański myśliciel go niszczy, tak jak niszczył chociażby Kulu. Zresztą nawet kosztujący jakieś 90 mln euro Vlahović nie wygląda najlepiej w tej pseudo taktyce, w której ofensywnie jesteśmy upośledzeni. Serb strzelił raptem JEDNEGO GOLA Z GRY, a za nami już 6 kolejek. To jest dramat. Tak jak i dramatem jest to, że na siedem rozegranych meczów wygraliśmy zaledwie dwa. Największym flopem jest tu Beton, ocena 1/10 jak najbardziej słuszna.