#FINOALLAFINE

Biało na czarnym #13: Torino – Juventus 0:1

fot. @ juventusfc / twitter.com

Do 168 derbów Turynu w Serie A Juventus przystępował jako ekipa podrażniona blamażem w Izraelu.  Po karnym zgrupowaniu, które miało pomóc zawodnikom zacieśnić więzi, wyciszyć się i popracować w spokoju, zdobycie trzech punktów było obowiązkiem. Po trudnym spotkaniu udało się zgarnąć komplet, a drużyna zebrała się razem w ciszy świętując tryumf. Być może to dobry prognostyk na dalszą część sezonu, ale szczerze mówiąc sam już przestałem w to mocno wierzyć. Niemniej tradycyjnie w moim cyklu felietonów przyjrzyjmy się poszczególnym formacjom.

Torino – Juventus 0:1

Bramka

Wojtek Szczęsny nie miał zbyt wiele do roboty. Piłkarze Granaty zbytnio nie kwapili bowiem się do  bombardowania jego bramki, mimo że zawodnicy Juventusu jakoś wybitnie w tym nie przeszkadzali. U Polaka martwi przede wszystkim kiepski wskaźnik celnych długich piłek (mniej niż połowa) , ale jeśli chodzi o typowo bramkarską robotę, to Szczęsny spisał bez zarzutu. Dobry występ, mimo małej liczby interwencji.

Defensywa

Massimilano Allegri postawił na trzech środkowych obrońców rodem z Brazylii. Najlepiej z trójki zaprezentował się Danilo. Zanotował 7/8 wygranych pojedynków, udanie odbierał, wybijał i blokował strzały. Wcześniej chciałem, żeby odpoczął bo obwiałem się, że zabraknie mu sił na Ligę Mistrzów, ale skoro w tych rozgrywkach sami włożyliśmy sobie kij w szprychy, to niech gra, póki daje radę. Gleison Bremer dużo mniej miał do roboty od Danilo, po którego stronie częściej odbywały się ataki Torino, ale spisał się bez zarzutu. Alex Sandro nie popełnił błędów w fazie defensywnej, ale zaliczył trochę strat w fazie ofensywnej, dlatego oceniam go trochę niżej niż pozostałych.

Pomoc

Trójkę środkowych pomocników tworzyli Mckennie, Locatelli i Rabiot. Francuz wygrywał pojedynki i pomagał w transporcie piłki po lewej flance. Dołożył również bardzo dobry strzał, obroniony przez Vanję Milinkovica-Savica. Włoch w pierwszej części był zaś niewidoczny, jakby zgnębiony psychicznie przez zamknięte zgrupowanie, natomiast po zmianie stron wyglądał dużo lepiej. Dużo łatwiej odnajdował wolne przestrzenie w środku pola i nie musiał już łatać dziur po Mckenniem. Skoro już poruszyłem temat Amerykanina, to nie mam do niego już słów. Pirlo zwykł mawiać: „po co głupio biegać, skoro można mądrze stać”, ale Weston przeniósł tę maksymę na nowy poziom, prezentując widzom hybrydę, w której głupio się biega i równie głupio stoi. Amerykanin zaliczył ogrom złych zagrań, był spóźniony w strefie i miewał problemy techniczne. Wszystko to powodowało, że  jego stroną boiska sunęło sporo ataków rywali. Przy tej okazji chce się zapytać jaką tragedię musi aktualnie prezentować Miretti skoro Max wciąż stawia na Amerykanina? Pozycję prawego wahadłowego objął Juan Cuadrado i zagrał naprawdę niezłe zawody. Kilkukrotnie pokazał dawnego siebie – szybkiego, z dobrym odejściem i techniką. Jednocześnie obawiam się że w jego przypadku to już niestety pojedyncze wyskoki, bo po Kolumbijczyku po prostu widać zaawansowany piłkarski wiek. Lewym wahadłowym był Filip Kostić. Jako kibice oczekiwalibyśmy od niego poziomu  podobnego do tego z boisk Bundesligi, ale Serb niestety zagrał paskudnie – miał wiele problemów technicznych przy przyjęciu i prowadzeniu piłki, a wszystkie jego dośrodkowania były chybione lub zablokowane. Kiepski występ.

Ofensywa

Allegri postawił na nieśmiertelnego Dusana Vlahovica, który chyba nigdy nie potrzebuje odpoczynku oraz na Moise Keana. Decyzja o wystawieniu Włocha jest logiczna tylko z jednego powodu – dzięki niej mógł nieco odpocząć Arkadiusz Milik. Kean tymczasem potwierdził, że rola uzupełnienia napadu Starej Damy zdecydowanie go przerasta. To oczywiste, że Bianconeri potrzebują zmiennika dla swoich snajperów, ale Moise to totalne nieporozumienie i nie rozwiązuje naszych problemów. Wczoraj miał elementarne problemy z przyjęciem, podaniem, czy wykończeniem – zdecydowanie nie był na poziomie Juve. To nie był nawet poziom polskiej Ekstraklasy. Stuprocentowa sytuacja, którą koncertowo zmarnował, była aż nazbyt dobitnym podsumowaniem formy włoskiego napastnika. Dużo lepszy był Dusan Vlahovic. Serb w końcu przestał trenować MMA z przeciwnikami i zaczął szukać sobie więcej miejsca na boisku, stawiając raczej na urwanie się obrońcom i wygrywanie pozycji niż na bliskie, fizyczne starcia. Serb w końcu dał więcej możliwości w ofensywie, podłączając do gry kolegów, czy dwukrotnie przytomnie podając do Keana, który – jak zdążył nas przyzwyczaić – kompletnie skasztanił każde podanie. Zwycięska bramka była wisienką na torcie w jego występie, ale i tak widzę w jego grze spore pole do poprawy.

Zmiennicy

Max Allegri zaczął od wprowadzenia Leonardo Bonucciego za Gleisona Bremera (Brazylijczyk sygnalizował uraz) i Włoch wyglądał na dość zblazowanego. To w jego strefie Miranchuk w prosty sposób zdobył przestrzeń do oddania strzału (na szczęście niecelnego). Przebieg spotkania pozwolił naszemu kapitanowi uniknąć większej liczby błędów i jego występ – poza omówioną już sytuacją – oceniam jako poprawny. Milik zastąpił beznadziejnego Moise Keana i od razu po jego wejściu padła bramka dla Juve. Ot, mamy talizman. Niestety tym razem Polak nie pokazał niczego specjalnego. Leandro Paredes pod koniec spotkania zmienił poobijanego Vlahovica i nie miał zbyt wiele minut, by pokazać cokolwiek.

Trener

Max Allegri miał niezwykle skomplikowane zadanie, Można nawet powiedzieć, że odbudowa drużyny przygniecionej blamażem w Izraelu i pogłoskami o wewnętrznych konfliktach, jawiła  się jako Mission Impossible. Pierwsza połowa w wykonaniu Juve była tragiczna. Kolejny raz tworzyły się ogromne odległości pomiędzy liniami. Na szczęście w tym samym czasie drużyna Torino nie nie zaprezentowała praktycznie niczego pozytywnego i dzięki temu oraz lekkiej poprawie po przerwie Juventus mógł dowieźć zwycięstwo do końca. Nie wierzę jednak w odmianę obrazu gry z Toskańczykiem u sterów i obawiam się, że do Mundialu będziemy przeplatać lepsze momenty z gorszymi i ostatecznie włodarze Juventusu zwolnią Allegriego.

MVP spotkania

Na najlepszego zawodnika wybieram Dusana Vlahovica. Serb w końcu pomagał drużynie, poszukiwał gry z wahadłowymi czy Moise Keanem oraz zdobył zwycięską bramkę. Dużo walki ze strony naszego napastnika tym razem dało pozytywny efekt.

FLOP spotkania

Wahałem się pomiędzy wyborem Mckenniego oraz Keana i tym razem stawiam na Włocha. Obaj zawodnicy nie nadają się do klubu pokroju Juventusu i mam nadzieję, że wylecą z niego w letnim okienku transferowym.

Podsumowanie

Trzy ważne punkty zostają u Bianconerich. To było trudne spotkanie pod wieloma względami i udało się zwyciężyć. Uważam przy tym, że nie ma się czym podniecać. Za tydzień spotkanie z Empoli i o zgrozo nie będzie łatwo. Juventus od dawna nie ma już bowiem łatwych przeciwników.

Autor: Marcin Zalewski

Dołącz do redakcji JuvePoland! Dla każdego fana Juve znajdzie się miejsce!

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
Voracious
1 miesiąc temu

Bez szału ale solidnie. Ważna wygrana co cieszy. Stylu dalej brak. Powtórzę się ale Kean jest daremny. Weston zresztą też.
Przynajmniej tym razem było widać zaangażowanie ale od wszystkich wymaga się więcej w Juve. Muszą pokazać ,że zasługują na te barwy.
Zgodzę się z ostatnim zdaniem dodając ,że nikt się już Juve nie boi.