Opowieść o dwóch napastnikach
W niedzielę 22 września 2013 roku Fernando Llorente zapoczątkował nowy rozdział w swojej karierze. Po raz pierwszy wyszedł w podstawowym składzie swojego nowego klubu strzelając głową gola, który dał Juventusowi prowadzenie 2:1 nad Hellasem Verona. Gol ten nie tylko rozpoczął nowy rozdział, ale również zakończył wysyp plotek transferowych dotyczących Hiszpana.
Spójrzmy najpierw na źródło tych plotek. Najważniejszym czynnikiem był brak występów Llorente, zwłaszcza w porównaniu z osiągami innego nowego zawodnika Juventusu, Carlosa Teveza. Rzeczywiście – przed tamtą niedzielą Llorente pojawił się na boisku tylko w końcówce meczu z Sampdorią. Dodajmy do tego styczniowe (wtedy Juve podpisało z nim kontrakt) zainteresowanie takich klubów jak Real Madryt czy Barcelona oraz szczyptę niechęci hiszpańskiej prasy (stamtąd poszły plotki) do calcio i otrzymamy kuriozalną historię transferową we wrześniu.
Muszę też dodać swoją teorię. Przypuszczam, że być może w styczniu podpisano kontakt z Llorente, by upewnić się, że klub zasili “top player” (Stara Dama chciała pozyskać napastnika już poprzedniego lata). Kilka miesięcy później nagle okazało się, że po zwolnieniu Roberto Manciniego Carlos Tevez jest dostępny i Juventus po niego sięgnął. Teraz wiemy, że Juve było zainteresowane Argentyńczykiem od miesięcy i zapewne planowano zakup dwóch gwiazd, ale myślę, że moja teoria jest dość prawdopodobna. Zakładając, że to prawda, Conte nie musi się spieszyć z wystawianiem Llorente, gdy jego najlepszy napastnik jest w formie. To prowadzi do następnego punktu, który nie neguje tej teorii i daje pewien obraz tego, co naprawdę dzieje się w głowie Conte.
Po pierwsze, podczas gdy fani oglądają danego zawodnika przez 90 minut w tygodniu (lub 180, jeśli mają szczęście), trener widzi dziesiątki godzin treningów. To Conte o wiele lepiej wie, kto jest zdrowy i w formie oraz kto dobrze zna jego schematy. Wyjątkiem są być może tylko ci dziennikarze, którzy oglądają treningi prawie tak często jak on. Po drugie, należy wziąć pod uwagę, jak trudny dla napastników jest system Conte. Od atakujących oczekuje się tu więcej niż tylko goli. Można wręcz powiedzieć, że gole nie są nawet ich głównym celem, ale jest nim tworzenie sytuacji (pomyślcie o tych wszystkich golach pomocników). Prawie każdy napastnik grający w Juventusie Conte – może poza Tevezem, który bardzo dobrze pasuje do tego systemu – miał problemy z jego schematami.
Następnie mamy fakt, iż Llorente został w Hiszpanii odsunięty od gry na cały rok i przeniósł się do nowego kraju i nowej ligi. Sam ten fakt może być podstawą do powolnego wdrażania gracza. Jeżeli dołączymy wspomnianą trudność schematów Conte, to staje się jasne, dlaczego Llorente tak rzadko pojawia się na placu gry.
Pomówmy wreszcie o historii Marco Borriello. Włoski napastnik grał u Conte w sezonie 2011/2012, a dokładniej w jego drugiej połowie. W pierwszej części tamtego sezonu zaliczył w Romie tylko siedem występów, z czego jedynie dwa w wyjściowym składzie. Ponadto trzy z tych występów przypadły na wrzesień, a więc miesiące przed dołączeniem do Juve. A więc ewidentnie w momencie transferu był bez formy. W przeciwieństwie do Llorente, Borriello nie był stopniowo wprowadzany do składu. Zagrał ostatnie dziesięć minut meczu z Cagliari, jego debiutu dla Juve, by potem wejść aż trzy tygodnie później na 30 minut ze Sieną. Należy też pamiętać, że Włoch nie miał możliwości przygotowań podczas letnich obozów i okazji do występów w meczach towarzyskich, więc na pewno był w trudniejszej sytuacji niż Hiszpan. Następnie wypożyczony z Romy napastnik wyszedł w pierwszym składzie w trzech kolejnych spotkaniach, choć jego gra irytowała wielu fanów Bianconerich.
Okres słabej formy Borriello trwał przez kilka następnych tygodni – choć napastnik poprawił się w poza strzeleckich aspektach gry – aż do meczu z Ceseną z 25 kwietnia 2012 roku. Big Marco wszedł wtedy na boisko w 74. minucie i strzelił zwycięskiego gola, który okazał się naprawdę kluczowy w wyścigu o Scudetto. Poza wagą tego gola dla mistrzostwa, wpadła mi w pamięć jeszcze jedna rzecz – Borriello po bramce pobiegł wyściskać trenera. Temat wcześniejszych żartów wielu kibiców Juve okazał się być prawdą – Borriello i Conte byli blisko. Rosły napastnik strzelił kolejnego gola w meczu z Novarą, w którym rozegrał pełne 90 minut. Na koniec zanotował asysty w swoich dwóch ostatnich meczach w Juve – z Cagliari i Atalantą. Ostatecznie Juve nie wykupiło Borriello, ku radości wielu Juventinich, ale być może wbrew woli Conte. Było jasne, że trener cenił napastnika zarówno jako zawodnika, jak i człowieka. W następnym sezonie w Genui Borriello zdobył 12 goli w 28 występach. W Juve oglądaliśmy go bez formy i to zepsuło całe dobre wrażenie. Później napastnik wrócił do swojej normalnej dyspozycji.
Conte prawdopodobnie wyciągnął wnioski z historii Borriello, a to bardzo ważne, gdy masz do czynienia z głośnym transferem, a nie tylko wypożyczeniem. Myślę, że nie chce powtórzyć błędu wpuszczając do gry napastnika bez formy, co naraziłoby go na ataki i podkopało jego pewność siebie. Conte rozgrywa sytuację mądrze i bez pośpiechu.
Autor: David Tenenbaum
Przetłumaczył: alina
Źródło: www.forzaitalianfootball.com