Ogień i woda
Ogień i woda
Woda? Bez ognia ciężko na niej ugotować spaghetti. Ogień? Bez wody ciężko nad nim zapanować. Ogień i woda, dwa zupełnie różne żywioły, ale czasami razem tworzą zgrany duet.
Alex Ferguson, czy Jose Mourinho nie potrzebują charyzmatycznych i żywiołowych asystentów. To byłoby jak dolewanie benzyny do ognia. To nie mogłoby skończyć się dobrze. Sam Szkot potrafi być niebezpieczny dla swoich piłkarzy, o czym przekonał się chociażby David Beckham. Co by się stało z twarzą Anglika gdyby zaraz po Fergusonie z podobną wściekłością do szatni Czerwonych Diabłów wpadł taki sam asystent? Dopiero byłoby prawdziwe piekło… Albo co by się stało z oczami Tito Vilanovy gdyby obok Mourinho siedział podobny “wariat” asystent?
Również Antonio Conte nie potrzebuje asystenta, takiego samego jak on. Szczególnie, że ponoć jest nie tylko trenerem charyzmatycznym i żywiołowym ale również “apodyktycznym”, jak orzekli niedawno pewni prokuratorzy w pewnym procesie. I Angelo Alessio jest właśnie taką zupełną odwrotnością Conte. Cichy, spokojny, zawsze opanowany. Nawet wtedy, gdy Quagliarella w dość bezpośredni sposób wyraził swoje niezadowolenie podczas zmiany w meczu z Milanem. Chociaż na marginesie nawet Conte nie posądzam o danie zawodnikowi za to po twarzy, tak jak to uczynił na przykład Delio Rossi z Ljajiciem.
I nie byłoby nic rażącego w osobowości Angelo Alessio, ani jego krytyki, gdyby nie niezbadane wyroki włoskiego sportowego systemu sprawiedliwości. Conte został zawieszony, a Alessio sam po odbyciu zawieszenia zgodnie z klubową hierarchią obowiązującą na całym piłkarskim świecie, jako asystent przejął pałeczkę od Carrery i poprowadził Juventus łącznie w 12 spotkaniach. Jego spokój kontrastujący się z żywiołowością Conte, czy nawet z mniejszą żywiołowością Carrery od razy zaczął razić w oczy wielu kibiców, a kozłem ofiarnym stał się, gdy Juventus przegrał oba mecze ze “złą i gorszą” częścią Mediolanu. Kozłem ofiarnym, ponieważ nie wiem jaki padłby wynik w meczu z Interem czy z Milanem, gdyby przy linii stał właśnie Conte, albo chociaż Carrera, ale proszę, przecież na takie mecze nie potrzeba dodatkowej motywacji ani pańskiego bicza. Mecze z tymi drużynami wygrywaliśmy już z Ranierim, który na meczu ekscytuje się jak homoseksualista na kobiecie. Nie wiem kto się bardziej nudzi… Te mecze piłkarze Starej Damy powinni wygrać, szczególnie z Interem, nawet gdyby przy linii leżała kłoda. Winni byli tylko na boisku. Z drugiej strony, oczywiście nie przeceniając roli Angelo Alessio podczas jego “dyżuru” Juventus mimo wszystko pewnie pokonał Torino i Chelsea, sponiewierał Nordsjaelland oraz zgwałcił Pescare, a także zwyciężył w arcyważnym meczu Szachtar. A że nie krzyczał, a że słabo motywował? Cóż, to jak mieć pretensje do Barzagliego, że nie strzela bramek. To nie jego pozycja, to nie jego rola.
Poza tym Angelo Alessio wydaje się typowym wiecznym asystentem – rzemieślnikiem, nie artystą. Nie, jak Mourinho pod okiem Louisa van Gaala, czy Villas Boas z kolei pod okiem Mourinho, którzy po pewnym czasie opuścili swoich nauczycieli i sami spróbowali sił jako trenerzy. Ale jak Pat Rice, który był asystentem Arsena Wengera nieprzerwanie od 1996 roku, aż do poprzedniego sezonu, kiedy przeszedł na emeryturę, czy jak Italo Galbiati, który przez wiele lat również, aż do samej emerytury był asystentem Fabio Capello w Milanie, Realu Madryt, Romie, Juventusie, a także w Reprezentacji Anglii. To są inne role w klubie i inne osobowości, jak ogień i woda.
Antonio Conte to ogień i przy jego charyzmie nie jeden trener wygląda blado. Natomiast Angelo Alessio jest tylko asystentem, który wreszcie wrócił na swoje miejsce i znów między spotkaniami wykonuje pewnie kawał ogromnej pracy, a podczas meczu zajmuje miejsce gdzieś obok, w cieniu trenera, jak Mick Phelan obok Alexa Fergusona, czy Aitor Karanka obok Jose Mourinho.
Forza Angelo Alessio!
Autor: Bartłomiej Olek, Bartek(Juventino)