Deja vu
Deja vu
Dwie łyżeczki Lavazzy zalałem gotującą się przed chwilą wodą z czajnika. Kubek postawiłem na ławie, usiadłem wygodnie w fotelu, wziąłem do ręki gazetę, ale nie zacząłem jej czytać. Gdy przypomniałem sobie o kawie była już zimna. Wydawało mi się, że już kiedyś podobnie się zamyśliłem. Ale kiedy? Ach tak. To było w 2006 roku…
I tym razem moje wnioski nie były warte zmarnowanej “małej czarnej”. Nie były, ponieważ, trudno przewidzieć jakie zapadną wyroki w sprawie Calcioscommesse, skoro działania FIGC poraz kolejny ocierają się o irracjonalność. Równie dobrze mógłbym wylać tę kawę i wróżyć z fusów. Wszelkie patologie w calcio należy ostro zwalczać (nie wierzę, że problem dotyczy tylko Włoch), ale działania prokuratory FIGC nie mogą przypominać polowania na czarownice. Podobne spostrzeżenie poczynił prawnik Antonio Conte – Antonio De Renzis. Ani procesy Komisji Dyscyplinarnej nie mogą przypominać sądu nad Barabaszem i Tatarczukiem u Sienkiewicza. Hetman kozacki rzucił oskarżenie i brońta się chłopy! To prawie średniowiecze było, toż rozumiem. Ale, że we Włoszech system sprawiedliwości sportowej wciąż podobne procedury chowa? Skoro wciąż zamiast stadionów zamczyska stoją, może tak samo prawo tamtejsze się ostało?
Jak może funkcjonować prawo oparte na przeciwności zasady domniemana niewinności? Jaka jest możliwość bronienia się? Wreszcie jak mogą zapadać uczciwe wyroki? Proces przeciwko Starej Damie w sprawie Calciopoli daje odpowiedzi na te pytania. Ten system jest tak chory, że dochodzi właśnie do takich absurdów: “Warto również zwrócić uwagę, że w sądownictwie sportowym dobrowolne podanie się karze odgrywa inną rolę niż w zwykłym systemie sprawiedliwości. W sądzie sportowym, gdy nie ma możliwości konfrontacji z oskarżycielem, na obronę masz pięć minut, a skazać można bez dowodu, dobrowolne poddanie się karze jest możliwością, w wolnym tłumaczeniu można czuć się niewinnym, ale jednocześnie zostać skazanym” – wyjaśnia Claudio Zuliani. System krytykuje między innymi Maurizio Zamparini: “Nie jestem fanem systemu sprawiedliwości sportowej opartego na przesłuchaniach jednej osoby i zeznaniach drugiej. Nie lubię ferowania wyroków na podstawie plotek. Jestem za dobrze pojętą sprawiedliwością opartą na konkretnych i niezbitych dowodach“. Właśnie oskarzenie przeciwko Conte zbudowano na zeznaniach jednej osoby – Filippo Carobbio. Zeznaniach, które zresztą wielokrotnie zmieniał. Według nich Conte miał wiedzieć o dwóch ustawionych meczach: Novara-Siena z 1 maja 2011 (2-2) i Albinoleffe-Siena z 29 maja tego samego roku (1-0). Zaprzecza temu między innymi Daniele Ficagna (grał cały mecz). Wykluczają to także Bertani, Terzi, Reginaldo i inni. Dla prokuratory FIGC słowa jednego Filippo Carobbio znacza jednak więcej. “Uznaliśmy zeznania innych za nie mające znaczenia, nawet jeśli zaprzeczały temu co wcześniej mówiono o meczu Albinoleffe-Siena. Deklaracje pozostałych osób, biorących udział w odprawie przedmeczowej Sieny są niewiarygodne, ponieważ w przeciwnym razie każda z tych osób musiałaby zostać oskarżona o niepoinformowanie władz o korupcji. Dlatego nie wzięto ich pod uwagę w procesie” -tłumaczy Stefano Palazzi. Czemu więc ich nie oskarżono? Znowu brak logiki…
Stefano Palazzi szef prokuratury FIGC.
Trudno traktować FIGC poważnie skoro sami robią ze swoich procesów cyrk. Bo jak nazwać to co stało się podczas pierwszej rozprawy? Antonio Conte i jego prawincy porozumieli się z prokuratorem Stefano Palazzim i przez trzy najbliższe miesiące, Conte miał oglądać swoich podopiecznych z wysokości trybun, gdy nagle Komisja Dyscyplinarna zaszokowała wszystkich. Nie tylko kibiców Starej Damy. Nie tylko adwokatów Conte – De Renzisa, Chiapero i prawnika Juventusu – Briamonte. Nie tylko obserwatorów procesu. Werdyktem Komisji zdziwiony był także prawnik i były zastępca szefa prokuratury FIGC – Mario Stagliano: “Podjęcie decyzji o odrzuceniu wniosków o dobrowolne poddanie się karze zaczyna przypominać rozwój wydarzeń sprzed pięciu lat, podczas Calciopoli“. Zdziwiony był w końcu sam Stefano Palazzi. Albo przynajmniej sprytnie udawał zdziwionego… Następnego dnia sam postanowił zaszkoować wszystkich i zarządał dla Conte 15 miesięcy zawieszenia. Pięciokrotnie wyższego niż wnosił jeszcze dzień wcześniej. Znowu nie rozumiem.
Może lepiej byłoby dla FIGC gdyby przeformowali się na sektę. Wtedy nie trzeba będzie nic rozumieć, wystarczy wierzyć. Jedno muszę im jednak przyznać. Kiedy 18 lipca ubiegłego roku Abete i jego banda Dementorów ogłaszali sie niekompetentymi – mieli rację.
Autor: Bartomiej Olek, Bartek(Juventino)