Aż poleje się krew
W zeszłym roku do Warszawy zawitał Francesco Coco, z którym ucięliśmy sobie dłuższą pogawędkę o calcio. Gość ma w CV Milan, Barcelonę czy Inter. Wszędzie grał mało, ale po prostu był. Po kilku lampkach wina okazało się dlaczego – jeżeli akurat nie miał kaca, potrafił kopnąć piłkę prosto, ale przede wszystkim kupował wszystkich ujmującą osobowością i gadatliwością.
Facet był już na początku mocno zdziwiony, że potrafiliśmy wymienić listę jego partnerek, ale zszokował się dopiero wtedy, gdy wyznaliśmy, że naszym zdaniem Massimiliano Allegri to obecnie numero uno wśród włoskich trenerów. Coco wziął głęboki oddech, zmarszczył czoło, uniósł brwi, a potem nie czekał już na dolewkę kelnera, tylko sprawy wziął w swoje ręce. “Ragazzi! – krzyknął, waląc pięścią w stół, rozlewając wino i jakby doznając olśnienia – “To tak jak te wieczne rozterki na temat tego, że Arrigo Sacchi był absolutnie najlepszy. Wielu postrzega go jako najwybitniejszego w historii, ale miał też niewiarygodny kapitał ludzki pod ręką. Mowa o Milanie. Ja wolałem Giovanniego Trapattoniego z czasów Juve. Allegri musi teraz udowodnić, że ma wielkie jaja, chociaż w połowie takie jak on“.
Następnie wypalił, że obaj mają cechy, które rzeczywiście ich łączą. W trakcie naszej rozmowy zbierały się już bowiem czarne chmury nad głową Leonardo Bonucciego, któremu wkrótce pokazano drzwi. Transfer do Milanu był pokłosiem kłótni z Allegrim (wcześniej odstawiono go już od składu na mecz z Porto) i awantury z zespołem w przerwie finału Ligi Mistrzów z Realem. Coco przypomniał nam historię turyńskiej kadencji Trapa, kiedy w trakcie precampionato (czyli w trakcie sparingu) pożarł się w szatni z Paolo Di Canio. Kiedy krewki napastnik zarzucił mu – ekhm – brak warsztatu i go odepchnął, chwilę później miał głowę rozsmarowaną na szafce, do której przyparł go Trapattoni. Gotowy bić piłkarza do nieprzytomności. Francesco tłumaczył nam, że to jest pierwiastek szaleństwa, który niesamowicie podkreśla przekaz poszczególnych trenerów. Coco puentował: “Trzeba wiedzieć, kiedy pora chwycić za gardło“.
Dziś Allegri nie ma wyboru i za gardło musi chwycić ludzi o zdawałoby się, nietykalnym statusie. Ale ten status może zmienić tylko on. Gigi Buffon to najlepszy bramkarz w historii, ale już nie nadąża. Andrea Barzagli traci jakiekolwiek atuty, a na dodatek dokłada brutalność. Jak w tej sytuacji, kiedy niezauważalnie dla arbitra podeptał Sona w meczu z Tottenhamem na Wembley. Sami Khedira w 2018 roku wygląda na piłkarza, który rzeczywiście marzy o wyjeździe do MLS. Mario Mandżukić stracił zadziorność. Stefano Sturaro to nieśmieszny żart – piłkarsko zawsze na antypodach. Kwadwo Asamoah i Stephan Lichststeiner nie dostaną prawdopodobnie możliwości przedłużenia wygasających kontraktów, ale według Corriere dello Sport – takie koło ratunkowe mają złapać zarówno Buffon, jak i Barzagli.
Juventus robi jeden krok w stronę rewolucji i nietypowo dla siebie – traci równowagę i wiarę w słuszność idei. Tymczasem potrzeba decyzji na miarę rezygnacji z usług Alessandro Del Piero w 2012 roku. Tyle że wtedy na ławce trenerskiej Bianconerich zasiadał Antonio Conte. Del Piero po latach nie ma problemu wyznać, że to Conte powinien znowu ocalić reprezentację Azzurrich. Mesjasza z kolei w ogóle nie widzi w Allegrim: “W ogóle nie wyciągnął żadnych wniosków względem ostatniego finału Ligi Mistrzów w Cardiff, gdzie Juve też zostało rozbite przez Real“. Juventus przegrał po raz pierwszy u siebie w Lidze Mistrzów od 10 kwietnia 2013 roku. Real przerwał passę 27 spotkań mistrzów Włoch bez porażki w Turynie.
Allegri przekonuje teraz, że wszystkie ręce na pokład, bo pora dryfować w kierunku kolejnego scudetto i Pucharu Włoch*. Poprzeczka w Juve jest zawieszona tak absurdalnie wysoko, że to już nie daje pełnej satysfakcji zarządowi. Wedle plotek płynących z Półwyspu Apenińskiego – Allegri złoży broń i z końcem sezonu zrezygnuje ze stanowiska. Tym samym odbierając sobie szansę na tytuł, który może wywalczyć w prasie, a więc wielkiego rewolucjonisty na miarę pomnikowych postaci z XX wieku.
Claudio Gentile powiedział kiedyś o Trapie: “Był to trener, który po prostu potrafił wszystko zmieniać w ułamku sekundy. Tyle że przy okazji był niesamowicie bystry i intuicja podpowiadała mu świetne rozwiązania. Zrewolucjonizował futbol, ale nie każdy to jeszcze pamięta. Ulepszał filozofię Cruyffa z czasów Ajaksu – to on wymyślił dla Italii ofensywnych bocznych obrońców“.
Paradoks polega na tym, że dziś boki obrony to element, który najbardziej w Juve kuleje. Kuleje też duma, bo w fazie pucharowej Juventus na przestrzeni lat zawsze miał patent na Real. Jak choćby w słynnym roku 2003, kiedy u sterów znajdował się Marcello Lippi. Allegri nie powinien odchodzić. Radzę mu, żeby zrozumiał swoje położenie. Jest teraz na absolutnym topie” – sugestia człowieka, który doprowadził Włochów do złota na mundialu w 2006 roku, jest jasna – Allegri wcale nie musi myśleć o Premier League, żeby marzyć o Lidze Mistrzó. Buffon nie zdąży jej wygrać, ale aktualny trener wciąż może zapełnić gablotę najcenniejszym trofeum.
Kiedy pod koniec spotkania z Coco zeszliśmy na kinematografię, wzięło go na refleksję. Stwierdził, że Włochy to naród, w którym coś dobrego rodzi się zwykle na bazie tragedii. I jak sam twierdzi, trzeba tylko czasem poczekać jak w pewnym filmie. A jego tytuł brzmiał: Aż poleje się krew.
* Tekst został oryginalnie opublikowany przed tym, jak Juventus zapewnił sobie kolejny dublet krajowych trofeów
Oddaj głos w sondzie na temat losów Allegriego, która została dołączona do tematu na forum – KLIK!
Autor: Filip Kapica, Mateusz Święcicki
Źródło: Piłka Nożna 16/2018