#FINOALLAFINE

Juventus vs Lechia cz. 2

Lechia Gdańsk 2-3 Juventus FC
Puchar Zdobywców Pucharów 1983/84 – I runda

Piłkarze Juventusu pojawili się w Gdańsku na dzień przed rewanżowym spotkaniem. Wbrew obawom wielu kibiców, Włosi nie zlekceważyli Polaków i przyjechali w pełnym składzie. Oto wypowiedzi, jakie udzieli turyńczycy na gdańskim lotnisku, tuż po przylocie:

Trener Juventusu Turyn Giovanni Trapattoni:

Przywiozłem 17 zawodników, w tym wszystkich najlepszych. Zależy nam na zwycięstwie w Gdańsku”.


Piłkarz Juventusu Turyn Zbigniew Boniek:

Tu może nie będzie tak łatwo, Lechia będzie miała przecież za sobą widownię, ale i tym razem chcemy pokazać wysoką klasę i dobry futbol. Myślę, że nam się uda. Ale Lechii życzę dobrego występu. Ten zespół zyskał naszą sympatię i choć umiejętnościami od Juventusu znacznie odbiega, to jednak w Turynie pokazał, że jego potencjalne możliwości nie są znów takie małe. To drużyna z perspektywami”.

Piłkarz Juventusu Turyn Paolo Rossi (król strzelców Mistrzostw Świata’82 w Polsce już bywał, ale Gdańsk odwiedził po raz pierwszy):

“Czy strzelę bramkę? Chciałbym. Tu na pewno będzie trudniej i wyniku z Turynu nie przewiduję. Ale chyba powinniśmy wygrać, no powiedzmy 3:2. Muszę przyznać, że w Turynie lechiści w pierwszym kwadransie trochę nas zaskoczyli. Pewnie w Gdańsku czuć się będą lepiej, tym samym okażą się groźniejsi, na czym powinno zyskać widowisko”.

Piłkarz Juventusu Turyn Michel Platini:

“Do Polski przebywam po raz trzeci. Dwukrotnie grałem w Łodzi, raz w barwach Saint-Etienne, a raz w Juve przeciw Widzewowi. Uważamy, że wygramy w Gdańsku 2:1”.


W dniu meczu o godzinie 11:30, w futbolowej ekipie Lechii, która przebywała w pobliskim Starogardzie rozpoczęła się odprawa. Oto co powiedział trener Jerzy Jastrzębowski swoim zawodnikom:

Realia są takie, że dziś kończy się nasza pucharowa przygoda. Podstawowy problem to zaprezentowanie takiej gry, żeby wszyscy obserwatorzy opuszczali stadion zadowoleni. W żadnym wypadku nie wolno nam zawieść tych, którzy zapewne od rana zajmują już miejsca na trybunach.

Jesteśmy słabsi od rywala, ale przecież Juventus to wielka klasa i nie ma się czego wstydzić. Z drugiej strony jednak, chociaż po przegranej 0:7 wszyscy, łącznie z prasą nas pocieszali, musimy sobie uświadomić, że nad utratą siedmiu goli nie można przejść do porządku dziennego. Surowa lekcja z Turynu przyniesie pożytek, jeśli każdy przemyślał i właściwie przeanalizował popełnione błędy.BR>
W każdym razie dziś musimy być mądrzejsi. Przed dwoma tygodniami przy 0:1 nie potrafiliśmy przetrzymać krytycznego momentu. A przecież utrata jednej bramki nie powinna była zwalić nas z nóg. Włosi momentalnie się zorientowali, że mają nas na kolanach i bezlitośnie dobili.

Jest to jedna z wielu rzeczy, których się możemy od nich nauczyć. Kiedy prowadzimy w lidze 1:0, nie powinno być właśnie odpuszczania, lecz dalej trzeba walczyć i nie dać rywalowi odsapnąć.

Nasze plany nie mogą się zakończyć na zdobyciu Pucharu Polski i meczach z Juventusem. Musimy pracować nad tym, by starać się dorównać najlepszym drużynom. Nie wolno ograniczyć się do roli pospolitych kopaczy. Kto będzie tak traktował sprawę, odpadnie z naszej drużyny.

Dlatego dziesiejszy występ będzie, niezależnie od wyniku, kolejnym sprawdzianem, kto zrobił krok do przodu, a kto stoi w miejscu. Nie traktujmy tego spotkania jako pogrzebu, ale jako walkę o punkty z bardzo silnym przeciwnikiem. Jest to wielkie piłkarskie święto dla gdańskiej publiczności. Ludzie realnie patrzący zdają sobie sprawę z naszych umiejętności, ale liczą na naszą ambicję i podjęcie walki. Na razie jest 0:0 i nie jesteśmy bez szans.

Powinniśmy zagrać po męsku i zdecydowanie, ale w ramach przepisów. Nie chcę widzieć sytuacji, że jeden, drugi Włoch fika na bieżnię i jeszcze ktoś biegnie do niego z nożem. W żadnym przypadku nie zachowujmy się, jak jakiś zespół z prowincji.

Musimy sobie uświadomić jeszcze jedną sprawę. Ludzie przyjdą na stadion dlatego, że wierzą i mają nadzieję, że jeszcze dziś nie, ale jutro – będziemy mieli większe szanse. Na razie wszyscy czekają, żebyśmy odpadli z honorem. Musimy się maksymalnie zaangażować i realizować założenia, które za chwilę przedstawie. Nie każdy może grać na własną nutę. To ma być zespół walczący o jak najkorzystniejszy wynik.

Jak się czujecie, bo podaję skład…”


1 runda Pucharu Zdobywców Pucharów 1983/1984-mecz rewanżowy

28.09.1983, 15:30, stadion przy ul. Traugutta w Gdańsku

Lechia Gdańsk 2-3 Juventus FC

0:1 Beniamino Vignola 18′

1:1 Marek Kowalczyk 51′

2:1 Jerzy Kruszczyński 63’k

2:2 Roberto Tavola 77′

2:3 Zbigniew Boniek 83′


Lechia: Tadeusz Fajfer, Andrzej Marchel, Lech Kulwicki, Zbigniew Kowalski, Andrzej Salach, Dariusz Wójtowicz, Maciej Kamiński (86′ Roman Józefowicz), Marek Kowalczyk, Jacek Grembocki, Ryszard Polak (65′ Dariusz Raczyński), Jerzy Kruszczyński

Juventus: Stefano Tacconi, Nicola Caricola, Antonio Cabrini (55′ Roberto Tavola), Massimo Bonini, Sergio Brio, Gaetano Scirea, Domenico Penzo, Claudio Prandelli (68′ Michel Platini), Paolo Rossi, Beniamino Vignola, Zbigniew Boniek


Sędzia: Keith Stuart-Hacket (Anglia)

Widzów: ok. 40.000

Najlepszy reżyser nie wymyśliłby takiego spektaklu, jakim piłkarze Lechii Gdańsk i Juventusu Turyn uraczyli blisko 40-tysięczną publiczność. Młoda drużyna gdańska wzniosła się na szczyty swoich umiejętności, tocząc równorzędny pojedynek ze sławnym, utytułowanym rywalem, przez co widowisko stało się arcyciekawe. Mieliśmy w tym meczu wszystko, co kibic lubi oglądać – szybkie temp akcji, dużo podbramkowych spięć, piękne parady bramkarzy, aż pięć goli, przy czym tym razem wszystkich – jak to było w Turynie – nie strzelili włoscy “profesores”, bo ten wspaniały i trzymający widzów do końca w napięciu wygrał Juventus tylko 3:2. Widać Lechia wyciągnęła wnioski z turyńskiej lekcji i uskrzydlona, grając bez respektu dla teoretycznie silniejszego o dwie klasy przeciwnika, ale czujnie, stoczyła pojedynek który pamiętać będziemy bardzo długo.

A oto szczegółowy przebieg tego wielkiego spotkania:

3 minuta – po rzucie rożnym, bardzo dobrze usposobiony Kruszczyński mierzoną główką skierował piłkę w górny róg bramki, jednak Tacconi wykazał się znakomitym refleksem i zażegnał niebezpieczeństwo.

5 minuta – za faul na lewoskrzydłowym Lechii rzut wolny pośredni w obrębie pola karnego – strzał Wójtowicza został jednak zablokowany.

10 minuta – błąd gdańskiej defensywy – Vignola ma przed sobą pustą bramkę i… pudłuje.

11 minuta – riposta Lechii, jednak Tacconi znowu broni strzał Kruszczyńskiego.

18 minuta – kontratak Włochów – Vignola otrzymuje piłkę przed linią pola karnego i decyduje się na płaski strzał w lewy róg i zasłonięty Fajfer kapituluje. 1:0 dla Juventusu.

25 minuta – Lechia nie rezygnuje z ataków, ale po raz kolejny na jej drodze staje świetny bramkarz Tacconi – tym razem paruje strzał Kamińskiego.

26 minuta – z rzutu wolnego z odległości ok. 25 metrów strzela mocno Salach, ale bramkarz Juve nie po raz pierwszy pokazuje wielką klasę.

27 minuta – Tacconi z najwyższym trudem wybija piłkę bitą przez Kruszczyńskiego.

40 minuta – fatalny błąd Kulwickiego i Rossi jest w sytuacji sam na sam z Fajferem! Sytuacje ratują jednak bramkarz Lechii i Salach.

41 minuta – kolejna próba strzelecka Kruszczyńskiego, ale i tym razem Tacconi zasłużył na brawa.

44 minuta – atak Włochów zakończony silnym strzałem Bońka. Fajfer na posterunku.

46 minuta – drugą połowę Lechia rozpoczęła z wielkim impetem – ostry, ale minimalnie niecelny strzał Kruszczyńskiego.

51 minuta – rzut rożny dla Lechii. Piłkę otrzymuje Kowalczyk, który “podciąga” ją parę metrów, a następnie kąśliwie strzela. Piłka skozłowała i mimo rozpaczliwej obrony Tacconiego wpadła do siatki! A więc remis 1:1! Trybuny falują i szaleją z radości! “Jeszcze jeden! Jeszcze jeden! …” rozlega się doping.

55 minuta – w okresie największego naporu gospodarzy pięknie strzelają najpierw Kowalczyk i w chwilę później Kamiński. Tacconi broni.

60 minuta – w idealnej sytuacji Kamiński strzela z paru metrów z woleja wprost w bramkarza Juventusu.

63 minuta – rajd Polaka prawą stroną zostaje zatrzymany nieprawidłowym zagraniem jednego z Włochów w polu karnym! Sędzia Hacket pokazuje rzut karny, a Kruszczynski bezblednie go egzekwuje! Lechia prowadzi 2:1! Obłęd na trybunach – stadion zupełnie oszalał! Ludzie ze zdumienia przecierają oczy!

64 minuta – niebezpieczny atak Juventusu zakończony strzałem Bońka i efektowną paradą Fajfera.

66 minuta – znowu strzela Kowalczyk, ale piłka po drodze odbija się od któregoś z piłkarzy włoskich. Trener Trapattoni decyduje się na wystawienie Platiniego.

71 minuta – przebój Bońka zakończony niecelnym strzałem.

77 minuta – najładniejsza bramka meczu. Tavola z woleja z narożnika pola karnego strzela w samo “okienko” bramki Lechii. Juventus wyrównuje na 2:2

79 minuta – Fajfer broni silny strzał Caricoli.

83 minuta – Platini podaje do Rossiego, ten do Bońka, który z ostrego kąta zdobywa gola. Juventus prowadzi 3:2

86 minuta – jedna z ostatnich akcji meczu. Gorąco pod bramką Tacconiego. Notujemy kolejno strzały Kowalczyka i Raczyńskiego. Niestety bez powodzenia.

90 minuta – sędzia Hacket kończy spotkanie. Na stadionie długo jeszcze rozbrzmiewają oklaski nadkompletu publiczności. Dziękowano piłkarzom za emocjonujące , niepowtarzalne widowisko, dziękowano zwłaszcza Lechii za waleczną postawę i dobrą grę.

Tak wygląda ścisła rejestracja faktów, która oczywiście nie oddaje wszystkiego. Przede wszystkim gry wszystkich zawodników, rozgrywania piłki, postawy poszczególnych formacji. Gdańska defensywa z początku popełniała błędy, zwłaszcza przy większym naporze przeciwnika. Później jednak spisywała się coraz lepiej, inna sprawa, że w okresie przewagi lechistów była poważnie odciążona. Tutaj najpewniej spisywali się Salach i Marchel. Doskonałą partię rozegrał rozgrywający Grembocki, często wspomagający obrońców. Bardzo dobrze do momentu utraty sił grał również Kamiński. Wysokie noty należą się Kruszczyńskiemu, którego pieczołowicie pilnował rosły Brio. Gdańskiemu napastnikowi udawało się wyzwalać z tej opieki i nękać częstymi i groźnymi strzałami bramkarza drużyny gości. Wreszcie Kowalczyk, najbardziej pracowity zawodnik Lechii, bez momentów słabości.

Juventus w swoim jubileuszowym 150 występie w europejskich pucharach zwyciężył, zademonstrował też swoje mistrzostwo w ostatniej fazie gry. Włosi koniecznie chcieli ten mecz wygrać, gdyż wynik idzie w świat i dopiero widmo porażki zmusiło trenera Juventusu do sięgnięcia po posiłki i skorzystanie z usług Platiniego. Francuz nie grał od początku, co może wynikało ze zlekceważenia rywala. Przekonał się jednak trener Trapattoni, że drużyna z Gdańska ma swoją wartość. Wejście Platiniego uporządkowało włoską grę, goście wykorzystali też zmęczenie mało doświadczonej drużyny Lechii. Najlepsi w przekroju całego meczu w zespole turyńskim byli Tacconi, Boniek i Brio.

Ostatecznie biało-zieloni zeszli z murawy pokonani. Przegrali jednak z arcymistrzami futbolu, którym – co tu ukrywać – sprzyjało trochę szczęście, choć o wszystkim w pierwszej kolejności decydowały umiejętności.

Po meczu powiedzieli:

Kapitan Lechii Gdańsk Lech Kulwicki:

“Od 1975 roku bronię barw Lechii, lecz niewątpliwie był to najlepszy występ naszej drużyny.”

Trener Juventusu Turyn Giovanni Trapattoni:

“Szczerzę gratuluję polskiemu zespołowi wspaniałej postawy. Przyjechaliśmy po to, aby wygrać, jednak nie sądziłem, że przyjdzie to nam z takim trudem. Wasi piłkarze zaskoczyli mnie swoją odważną i bojową grą. W ogóle nie można było po nich poznać, że doznali w Turynie tak wysokiej porażki. Lechia to młoda, bardzo utalentowana drużyna, przyszłość przed nią. W moim zespole numerem 1 był w tym meczu bezsprzecznie Boniek. Gdyby on tak grał w ligowych meczach we Włoszech…”

Rozdział Juve został zamknięty pięknym akordem końcowym. Wynik 2:3 z zespołem gwiazd nie przynosi wstydu. W dodatku stało się to po grze niemal równego z równym, po widowisku, jakie chciałoby się oglądać podczas każdego pobytu na stadionie. Lechia udowodniła wszystkim malkontentom, że sukces w Pucharze Polski nie był przypadkiem. Przeżyliśmy dzięki tej jedenastce wiele wspaniałych chwil, nade wszystko stworzyli nam oni szansę obejrzenia we Wrzeszczu czegoś, co wydawało się jedynie mrzonką. I nic to, że odpadli, że nie dali rady utytułowanym rywalom. Po prostu dziękujemy !

Autor: Michał Jerzyk

Źródło: www.90minut.pl, www.lechia.gda.pl

Wyszukał: DeeJay

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę JuvePoland!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze