Magister King Kong
Jeżeli dobrze poznamy historię i osobowość Giorgio Chielliniego, dojdziemy do wniosku, że to przesympatyczny, kulturalny i rozbrajająco zabawny człowiek, dopóki nie wejdzie na murawę. To ona z magistra nauk ekonomicznych o szerokich horyzontach i interesującym światopoglądzie robi bestię.
Alvaro Morata powiedział kiedyś, że walka o piłkę z Giorgio jest jak wejście do klatki z wygłodniałym gorylem. Antonio Conte, że zatrudniłby Chielliniego jako prywatnego ochroniarza, bo zapewniłby mu poczucie bezpieczeństwa. Poświęcenie, profesjonalizm i nieustępliwość zawodnika Juventusu zawsze były w cenie. Ale nigdy wcześniej nie szanowano go tak bardzo. Dziś Giorgio zarządza najszczelniejszą defensywą na świecie. Tak hermetyczną, że nie przeciśnie się przez nią nawet wilgoć. Z miną zabójcy, zakrwawionym opatrunkiem na głowie i zaciśniętymi pięściami udowadnia, że istnieje życie bez Leonardo Bonucciego. Może nawet lepsze?
Na wizerunek wojownika, piłkarza odpornego na ból i przeciwności losu, zapracował przez lata. Znacie ten tekst: rzućcie mu cegłówkę, a skoczy do niej jak do piłki! Chiellini taki jest. Nieobliczalny na boisku, twardy, uparty, czasem brutalny. Ale pod skorupą macho kryje się wrażliwy intelektualista, którego ambicje wykraczają poza spanie, jedzenie, trenowanie, granie w “FIFĘ”, szastanie pieniędzmi. Giorgio myśli o życiu po karierze i robi wszystko, by odnaleźć w nowej rzeczywistości, która brutalnie sprowadziła na ziemię tysiące piłkarzy i uczyniła z nich żebraków.
Nie uwierzycie w to, ale Chiellini nigdy nie był na wagarach. Nigdy nie zerwał się z lekcji, nie skręcał w boczne uliczki, idąc do szkoły. Nie uważał, że nauczyciel to jego wróg. Wychował się w inteligenckiej rodzinie, w której słuchano muzyki klasycznej i rozmawiano o włoskiej literaturze. Jego ojciec skończył medycynę i został wybitnym ortopedą. Matka wciąż zarządza norweską firmą, zajmującą się handlem w basenie Morza Śródziemnego. Kiedy włoscy dziennikarze zapytali go, co by robił, gdyby nie został piłkarzem, odpowiedział: “Prawdopodobnie poszedłbym w ślady ojca. Wprawdzie w szkole najbardziej lubiłem matematykę, ale nie miałbym problemów z biologią czy chemią. Specjalizowałbym się w medycynie sportowej, ewentualnie zostałbym naukowcem”.
Chiellini jest unikatem i łamie stereotyp zawodnika obłożonego stosem obowiązków. – Kiedy trafiłem do Juventusu, szybko zdałem sobie sprawę, że mam dużo wolnego czasu. Postanowiłem więc uczyć się dalej i zapisałem na studia. Po trzech latach obroniłem licencjat i ani razu nie musiałem podchodzić do poprawek. To wielki powód do dumy dla mnie, bo część profesorów kibicuje Torino, a z nimi nigdy nie ma łatwo. Dwa lata później zostałem magistrem nauk ekonomicznych. To nie koniec, moje ambicje sięgają dalej.
Odebranie dyplomu na Uniwersytecie Turyńskim było wielkim wydarzeniem w życiu Chielliniego. Juventus błyskawicznie wykorzystał to do przekonywania, że bianconeri towrzą niezwykłą społeczność i mają w swoich szeregach najwartościowszych ludzi w calcio. Jeden z nich udowodnił, że zawodowy piłkarz, spędzający setki godzin rocznie w podróżach, rozgrywający kilkadziesiąt meczów klubowych i reprezentacyjnych, jest w stanie znaleźć czas na naukę. Że nie jęczy, nie narzeka, ubezpiecza się na przyszłość. Jest wyjątkowy jak my wszyscy.
Po co piłkarzowi, który zarobił miliony euro, tytuły naukowe? Przecież zapewnił spokojną przyszłość kilku pokoleniom w rodzinie. Nie tylko on, ale także jego dzieci i wnuki nie muszą nic robić do końca życia. Nie lepiej skoncentrować się na futbolu? Nauka wymaga poświęceń i rozprasza. Czy to konieczne? Chiellini uważa, że tak. W ostatnich latach studiował historię bankructw setek zawodowych sportowców, którzy powierzyli majątek nieodpowiedzialnym ludziom. Chce uniknąć podobnego losu, chce być świadomym właścicielem fortuny, na którą ciężko zapracował. – Każdą kwotę pieniędzy można stracić. Nie ma znaczenia, czy kończąc karierę, masz na koncie 5 czy 500 milionów euro. Krachy finansowe i tragedie osobiste piłkarzy mają różne podłoża. ale jednym z podstawowych jest brak wiedzy o finansach. Ja robię to z pobudek czysto racjonalnych, ale i dlatego, że lubię się uczyć. Tak było w dzieciństwie i podczas dojrzewania. Tak jest też dziś.
Giorgio Chiellini nam imponuje. Jego dwubiegunowość jest fascynująca. Rzadko zdarza się, by ktoś tak wrażliwy, wzruszający się na romantycznych komediach, zachowywał się jak bestia na murawie. Włoch ma mnóstwo grzechów i przewinień na koncie, wynikających ze stylu jego gry i charakteru. Ale można go polubić za nieustępliwość, wielką pasję do piłki, empatię względem kolegów z drużyny, otwartość i gotowość do pomocy. Massimiliano Allegri odbudował linię defensywną po transferze Leonardo Bonucciego do Milanu wokół Giorgio. Powiedział, że brał pod uwagę nie tylko jakość piłkarską, ale i cechy typowo ludzkie. Jeśli chcesz grać bardzo długo w Juventusie, nie możesz być tylko bardzo dobrym zawodnikiem. Musisz być osobowością, człowiekiem z klasą. Musisz dbać o innych, czuć odpowiedzialność, przekazywać wartości kolejnemu pokoleniu.
Giorgio jest do tego idealny. I mimo szacunku do pieniądza, studiów ekonomicznych i dbania o przyszłość, doskonale wie, co oznacza stare, rosyjskie powiedzenie: lepiej mieć stu przyjaciół niż sto rubli.
Autor: Mateusz Święcicki & Filip Kapica
Źródło: Piłka Nożna 14/2018