Naprzód marsz!
Są piłkarze bardzo dobrze obeznani ze wszystkimi elementami futbolowego rzemiosła, ale w żadnym z nich nieosiągający najwyższych stopni kunsztu. To, jaką zrobią karierę, zależy od coachów, którzy im się napatoczą po drodze. Arturo Vidal miał do trenerów wielkie szczęście i dlatego dziś jest gwiazdą futbolu.
Gdyby nie Marcelo Bielsa w reprezentacji Chile, Jupp Heynckes w Bayerze Leverkusen i Antonio Conte w Juventusie, ten Chilijczyk doprawdy mógłby dzisiaj być jakimś specem od czarnej roboty albo pierwszym wchodzącym w klubie środka tabeli Serie A czy Ligue 1, lub zgoła w ekstraklasie ojczystej. Ale jego losy potoczyły się inaczej.
Przywiązany
W Chile do wielkiego futbolu wkraczał jako zawodnik najsłynniejszego stołecznego klubu Colo-Colo. Na jakiej zaczynał pozycji w 2006 i 2007 roku? Otóż był obrońcą kryjącym (częściej lewym) w systemie 1-3-4-2-1. Jako zawodnik obdarzony piłkarską inteligencją, mimo młodego wieku został wkrótce ustawiony przez trenera Claudio Borghiego na pozycji obrońcy środkowego. Z kolei, będąc piłkarzem o znakomitej wydolności i wielkiej chęci do biegania, awansował na lewego wahadłowego pomocnika. Ale ogólnie postrzegano go jako defensora. Jako ciekawostkę podajmy, że równocześnie wchodził do zespołu inny dziś znakomity futbolista, a mianowicie Alexis Sanchez. Ale ten od razu oczywiście zajął pozycję napastnika, na której gra do dziś. Razem wystąpili w finałach MS U-20 w Kanadzie. Arturo grał tam w środku pomocy, zorientowany defensywnie.
W wieku 20 lat został kupiony przez Bayer Leverkusen, którego szperacze wyśledzili go w Kanadzie.
Jednak kolejni trenerzy: Michael Skibbe, Bruno Labbadia i Jupp Heynckes w pierwszym sezonie nie potrafili wykorzystać potencjału zawodnika. Grał on przez trzy lata wyłącznie jako defensywny pomocnik, u boku Simona Rolfesa. zatem jako ten mniej ważny w duecie. Przed nimi występowała czwórka graczy bardzo ofensywnych, więc Arturo musiał pilnować tyłów. Efekt? W 85 meczach w Bundeslidze strzelił pięć goli! Oglądając go wtedy w akcji, miało się wrażenie, że się dusi, że dusza mu się rwie do przodu, do ataku, na dzikie pola, ale taktyka trenera zabrania takich harców.
Na mundialu w RPA Bielsa dawał swobodę wszystkim swoim piłkarzom: każdy musiał bronić, lecz także mógł atakować. To była woda na młyn Vidala. Choć nominalnie obsadzany w różnych rolach: lewego obrońcy, lewego pomocnika, środkowego pomocnika, generalnie miał do dyspozycji całe boisko. I pokazał wielkie umiejętności.
Uwolniony
Kiedy wrócił do Leverkusen, Heynckes widział go już w innej roli. Zestawił środek pomocy z trzech piłkarzy: Larsa Bendera, Michaela Ballacka i Arturo Vidala. Za defensywę odpowiadał Bender, za napastnikiem grał Ballack, a Chilijczyk miał dużo wolności, mógł aktywizować się w każdym rejonie boiska (jako ciekawostkę podajmy, że w przypadku kłopotów kadrowych bywał wystawiany na prawej obronie). Dziesięć strzelonych goli sprawiło, że na pniu kupił go Juventus.
Antonio Conte też ma w środku pola tercet elastycznie grających piłkarzy. I Vidal jest tym, który dysponuje największą swobodą. Ustawionego przed obrońcami playmakera Andreę Pirlo ubezpiecza Paul Pogba albo Claudio Marchisio, Arturo musi to robić znacznie rzadziej. Gra na całej długości i szerokości boiska. Trudno znaleźć dwie następujące po sobie akcje ofensywne Juve, które zaczynałby ustawiony w tym samym rejonie boiska. Jego największym atutem jest właśnie inteligentne przemieszczanie się po nim. Najgroźniejszy jest wtedy, kiedy w danej strefie pojawi się znienacka, gdy nic ma przed sobą rywala przygotowanego na jego przyjęcie, tylko zaskoczonego koniecznością zmierzenia się akurat ze sprytnym Chilijczykiem. Repertuar zagrań ma nasz bohater bogaty, ale jednak ograniczony, gdyby grał na jakiejś konkretnej pozycji, oponent w końcu by sobie ułożył grę na niego, znalazł sposób na przerywanie jego akcji. A tak – trudno o to.
I wygląda to w tej chwili tak: rywal prowadzi piłkę przekonany, że nie ma koło siebie nikogo, i wtedy z boku atakuje go Vidal i zabiera mu piłkę. W środku pola panuje klincz, Juve nie potrafi rozegrać akcji i wtedy nagle pokazuje się Vidal, dostaje podanie i wykonuje zaskakujący przerzut. Zespół rozgrywa akcję po obwodzie, obrona przeciwników wydaje się szczelna, ale Vidal ni stąd, ni zowąd znajduje w niej lukę, wbiega w nią, otrzymuje piłkę i strzela bądź asystuje.
I tak oto zawodnik, który mógłby być robolem albo typowym piłkarzem numer dwanaście, stał się gwiazdą jednej z najsilniejszych ekip Europy! Ten chłop to ma szczęście! A cała jego kariera to powolny marsz do przodu: od pozycji ostatniego stopera do ofensywnego pomocnika, z zahaczeniem o wszystkie pośrednie. Ciekawe, czy zobaczymy go kiedyś na środku ataku. Myślę, że nie można tego wykluczyć.
Autor: Leszek Orłowski
Źródło: Piłka Nożna nr 6/2014