Odrodzony Mutu
Odrodzenie Mutu
Jesteśmy w Turynie, zaledwie kilka kroków od dworca głównego w Porta Nuova. Kierujemy się w stronę niewielkiej restauracji “Da Urbani” znajdującej się tuż za rogiem. Jest to jedna z ulubionych restauracji guru Juventusu – Luciano Moggiego, który sam często nazywa ją “małym biurem”. Drzwi otwierają się i wraz z Adrianem Mutu wchodzimy do środka, aby coś przekąsić. Już w pierwszym momencie zaskakuje mnie reakcja na wejście piłkarza. Witają go tu jakby wchodził do rodzinnego domu. Żona właściciela, około pięćdziesięcioletnia rodowita mieszkanka Piemiontu z gracją i uśmiechem na twarzy obdarza zawodnika “całusem” w policzek. Jedna z kelnerek szybko podchodzi, wita się i odprowadza nas do nieco odizolowanego pomieszczenia restauracji. Tam od razu podaje rumuńskiemu zawodnikowi kartę menu z jego ulubionymi potrawami. Siedzimy i czekamy na posiłek. Od czasu do czasu ktoś z klientów podchodzi do stolika i uprzejmie prosi Adriana o autograf.

Adrian wiedzie tutaj cudowne życie. Zupełnie odmienne w stylu do tego, do którego przywykł. Gra w wielkim klubie, ma żonę, która wkrótce urodzi mu drugiego potomka, a ciemną przeszłość ma już daleko za sobą. “Jestem tu bardzo szczęśliwy. Dojrzałem” z uśmiechem na twarzy wyznaje Adrian. “Zrozumiałem, że potrzebuje stabilizacji. Nic lepszego niż zamieszkać w takim mieście jak Turyn i móc reprezentować taki klub jak Juventus nie mogło mi się przytrafić.” To naprawdę miłe patrzeć na tak szczęśliwego człowieka. Uśmiecha się, jest wyciszony i ustatkowany. Ludzie często zatrzymują go na ulicy, by móc uścisnąć jego dłoń. Dla tych, którzy znają go całe życie sporym zaskoczeniem jest nowy styl życia.
Dwudziestokilkuletniemu zawodnikowi bardzo łatwo jest zamieszać w głowie. Milionowy kontrakt, gra u boku największych piłkarzy. W takiej właśnie sytuacji postawiono Adriana Mutu w Londynie. Żył z bajecznego kontraktu 3 mln euro rocznie do którego dochodziły również spore pieniądze z kontraktów reklamowych. Jego początki na Wyspach były bardzo udane. Już w pierwszych występach w barwach Chelsea strzelił kilka bramek. Przygoda z angielską piłką skończyła się jednak dla niego dosyć szybko i tragicznie. Testy antydopingowe przeprowadzone na reprezentancie Rumunii wykazały, że zawodnika zażywał kokainę. Adrian szybko został wydalony z klubu i zawieszony przez europejską federację piłkarską. Zrozumiał wówczas, że w jednym momencie może stracić wszystko. Pomocną dłoń podał zawodnikowi Juventus. Mutu nie krył ogromnej radości z tego powodu. Zawieszony, regularnie trenował z zespołem “Starej Damy” i budził się z koszmaru. W Juventusie Adrian znalazł spokój i wyciszenie. Jego życie zaczęło się układać. Jak sam mówił, zrozumiał, że jest strasznym szczęściarzem. Otrzymał od życia drugą szansę i wie, że nie może jej zmarnować, bo kolejnej już nie będzie.
Mimo wszystko jego kontakt z narkotykami pozostawił w nim ślad. “Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że popełniłem błąd. Nikogo nim nie zraniłem tak bardzo jak samego siebie” – przyznał zawodnik. “Przykro mi jednak, że w rumuńskiej prasie musiałem czytać o sobie same straszne rzeczy. We własnej ojczyźnie zrobiono ze mnie zbrodniarza. W europejskich mediach potraktowano mnie w o wiele łagodniejszy sposób. Być może pomogli mi w tym, że dostałem tylko osiem miesięcy dyskwalifikacji. W Rumunii zamiast bronić bądź mi pomagać, atakowano mnie ze wszystkich stron, jakby chciano zniszczyć do końca. To tyle, nie będę więcej nic mówił w tej sprawie. Moja relacja z nimi jest teraz dobra, choć nie taka sama jak na początku kariery. Tak czy owak, nauczyłem się bardzo wiele przez ten czas”
A jaki masz kontakt z włoską prasą? “Jeśli mam być szczery, jestem już nieco zmęczony czytaniem we włoskiej prasie na temat powiązania mojej osoby z narkotykami.” – wzdycha Adrian Mutu. “Oni zawsze do tego nawiązują, nawet po moim dobrym występie na boisku. Sytuacja wygląda, jakby już na zawsze przylgnęła do mnie etykieta złego chłopca. To prawda, popełniłem wiele błędów. Zastanawia mnie jednak fakt, że nikt nigdy nie pytał mnie, dlaczego sięgnąłem do narkotyków. Chodzili, szpiegowali mnie, dowiadywali się o mnie różnych rzeczy od wszystkich dookoła. Nikt jednak nigdy nie wpadł na pomysł, żeby zapytać mnie samego, dlaczego tak się dzieje…”
Nie ma jednak żadnego oburzenia w tonie jego głosu, ponieważ pokonał już wszystkie osobiste problemy. Skupia się wyłącznie na futbolu. “Pokazałem całemu światu, że mam charakter i nie jestem zepsuty. Jestem człowiekiem, który uczy się na własnych błędach.”
Również prywatne życie Adriana nabrało kolorów. “Consuleo daje mi spokój i wyciszenie.” – mówi o swojej żonie rumuński zawodnik. Jest ona piękną młodą kobietą, która niedługo wyda na świat drugiego potomka Adriana. Pierwszy, trzy letni Mario wychowuje się u boku jego byłej żony. “Na razie sporo kopie piłkę, ale to zbyt młody wiek, żeby stwierdzić czy zostanie piłkarzem” – mówi tata.
Po chwili rozmowa w naturalny sposób wraca do spraw dotyczących Juventusu, Fabio Capello i bieżącego sezonu. “Juventus jest wspaniałym klubem” – stwierdza były zawodnik Verony. “Czujesz nad sobą opiekę i dlatego możesz się skupiać przede wszystkim na wygrywaniu. Jestem bardzo wdzięczny Capello i szczęśliwy, z możliwości gry na skrzydle. W Juventusie musisz być gotowy na różne rozwiązania.”
Dobre występy Adriana Mutu narodziły spekulacje, na temat jego przejścia do Fiorentiny, gdzie ponownie mógłby spotkać się z trenerem Prandellim. We wcześniejszych latach wspólnie decydowali o poczynaniach i formie AC Parma. Jednak Adrian bez wahania dementuje te plotki. “Pozdrawiam Prandellego i gratuluje mu bardzo dobrych wyników, ale ja w Juventusie jestem więcej niż szczęśliwy.” – stwierdza Mutu. “Co do mojej pozycji, przyjmuje decyzje Capello bez dyskusji. Chętnie zagram tam, gdzie wskaże mi trener i będę z siebie dawał wszystko.”
Mutu ma sporą konkurencję w zespole. Ciężko mu wygrywać rywalizację z Alessandro Del Piero, Zlatanem Ibrahimovicem czy Davidem Trezeguetem. Dlatego też pewnego rodzaju rozwiązaniem jest jego gra w pomocy. Adrian ma w sobie ogromną żądze sukcesu i wie, że jeszcze wiele dobrego może z siebie dać.
Źródło: Calcio Italia (Styczeń 2006, numer 125)
Wyszukał i przetłumaczył: DeeJay