#FINOALLAFINE

Pechowy Felix??

Pechowy Felix??


Już za kilka dni rozpoczyna się nowy sezon. A wraz z nim emocje związane z meczami Juventusu w lidze, pucharze i jakże prestiżowej Lidze Mistrzów, o której wygraniu marzymy wszyscy. To właśnie w tych rozgrywkach zmierzymy się po raz pierwszy z drużyna Bayernu Monachium. Z drużyną po raz pierwszy, ale trenerem nie! W rożnych rolach potykał się z Juventusem we wcześniejszych latach i niestety zawsze kończyło się to dla nas zaskakującymi i jakże dotkliwymi porażkami. Felix Magath, bo o nim mowa, najpierw na boisku potem już tylko z trybun sprawił ze dwukrotnie nie zdobyliśmy upragnionego Pucharu Mistrzów. Trofeum zamiast trafić do nas wpadł w ręce Hamburgera SV i Borussi Dortmund, dla których są to największe sukcesy w całej historii. Czy i tym razem Magath przyniesie nam pecha, czy może wkońcu się przełamiemy, o tym przekonamy się dopiero za kilka miesięcy. Zobaczmy jednak jak wyglądały wcześniejsze potyczki z Niemcem. Wszystko zaczęło się 21 lat temu….

Piekielne Ateny


25 maj 1983 roku wielka drużyna Giovanniego Trapattoniego, w składzie, której występowali miedzy innymi Mistrzowie Świata z 1982 roku z Zoffem, Scirea, Cabrinim Tardellim czy Rossim (uhonorowanym kilka miesięcy wcześniej Złota Piłką) na czele czy tez zagraniczne gwiazdami jak Platini i Boniek grała z niemieckim Hamburgerem SV. Turyńczycy, którzy dotarli do finału pokonując po drodze Belgijski Standard Legie, Angielska Aston Ville i polski Widzew Łódź, byli zdecydowanym faworytem tego spotkania. Ateński Stadion Olimpijski wypełniony w większości kibicami Juventusu, czekającymi na pierwszy puchar europy dla swojego klubu, był jednak świadkiem ogromnej niespodzianki. Mecz zaczął się bardzo nerwowo dla Juventusu, które atakowało wyjątkowo nie składnie. Już w dziewiątej minucie meczu pierwsza dokładniejsza akacje Hamburgera przyniosła gola, fenomenalnym strzałem z około 25 metrów popisał się nie, kto inny jak Felix Magath zdobywając jak się potem okazało jedyna bramkę meczu. Juventus głownie za sprawa najlepszego tego wieczora na boisku Bonka rzucili się do odrabiania strat, grał jednak słabo i nie potrafił skonstruować praktycznie żadnej zagrażającej Stainowi (bramkarzowi Niemców) akcji. Sam Polak przeciwko twardo grającej niemieckiej obronie to było za mało tego wieczora. Najlepsza okazje do wyrównania w drugiej połowie meczu zmarnował Paolo Rossi, który z powodu swojej słabej gry został szybko zmieniony na Marocchino. Po 90 minutach i gwizdku Rumuńskiego sędziego Pana Raineii sensacji stało się zadość i to piłkarze Hamburga a niefaworyzowanego przed meczem Juventusu podnieśli puchar do góry. Niemcy w pewien sposób zemścili się za finał Mistrzostw Świata z Hiszpanii z przed roku. A Magath, po raz pierwszy, lecz nie ostatni zranił Stara Damę…


Upokorzony stulatek


W roku swojego setnego jubileuszu Juventusowi przyszło się mierzyć w finale Ligi Mistrzów z innym przedstawicielem Niemieckiej Bundesligi Borussia Dortmund. Stara Dama Lippiego, w którego składzie występowali wtedy Zidane, Deschamps, Ferarra czy przeżywający w tamtych okresie najlepsze lata swojej kariery Del Piero, i na dodatek chcąca uczcić swoje stu lecie ponownie był zdecydowanym faworytem. Jednak działacze Borussi zapewnili sobie „talizman” w osobie Felixa Magatha. Pamiętając jego wyczyn z drużyną Hamburgera z przed 14 lat zaprosili go jako specjalnego gościa na finałowe spotkanie. Finał rozgrywany był zresztą na niemieckiej ziemi, na monachijskim Olimpiastadion 28 maja 1997 roku. Nic wiec dziwnego ze tym razem w przewadze byli kibice z Niemieccy. Mecz był wyrównany, jednak w 29 minucie nieoczekiwanie to Niemcy, za sprawa Karla Hanza Ridle, wyszli na prowadzenie, które na tyle wytrąciło z równowagi obronę stulatka, ze piec minut później podwyższył on wynik spotkania na 2-0. Juventus ruszył do natychmiastowych ataków, jednak do końca pierwszej części gry rezultat nie uległ zmianie. W drugiej połowie Marcelo Lippi wprowadzili na boisko Del Piero, który krotko przed finałem wyleczył kontuzje. Zmiana ta od razu przyniosła poprawę gry i jakże cudowna bramkę kontaktowa zdobyta pamiętnym strzałem piętką. Stara Dama natychmiast ruszyła do dalszych ataków, co wiązało się jednak z odsłonieniem tyłów. Wykorzystał to Lars Ricken strzelając równie pięknego, co Del Piero, gola. W 71 minucie meczu pokonał Peruzziego kapitalnym lobem zza pola karnego, ustalając tym samym wynik spotkania na 3-1. Do końca meczu, mimo zaciekłych ataków, Juventusowi nie udało się odrobić strat. Węgierski sędzię Pan Puhl odgwizdał koniec meczu a puchar trafił w ręce Borussi. Magath kolejny raz przyniósł nam pecha. Tym razem jako „talizman”, z trybun popsuł obchody stulecia klubu.

A teraz…??


Trafiając w obecnej edycji Ligi Mistrzów na Bayern Magatha, mamy okazje do rewanżu za te dwie jakże dotkliwe porażki. Czy wkońcu uda nam się przezwyciężyć pewna nie moc, czy może zaczniemy powoli mówić o kompleksie Niemca? Na papierze to raczej Juventus jest faworytem( znowu), ale jak będzie na boisku przekonamy się 19 października w Turynie i 3 listopada na znanym nam już Olimpiastadionie w Monachium. O ile oczywiście Magath, będzie jeszcze trenował Bawarczyków, fatalna passa, jaka ma w Bundeslidze może spowodować jego nagłe zwolnienie, zakładamy jednak, że to tylko początkowe trudności i taka sytuacja miejsca mieć nie będzie. Miejmy, więc nadzieje i trzymajmy kciuki za to, żeby tym razem to Stara Dama była góra. A nawet, jeżeli przyjdzie nam potykać się z Bayernem innego trenera to wygrać i tak musimy!!

Autor: juveluck

Źródło: własne

Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
BIANCONERI
BIANCONERI
17 lat temu

Wszystko kiedyś się kończy a talizmany po jakimś czasie stają się bezurzyteczne;)Mieliśmy pecha do tego piłkarza(później szkoleniowca),ale ja bym to nazwał raczej zbiegiem okoliczności,brakiem szczęścia..Teraz także będzie cieżko;Bayern nawet jeśli gra gorzej w lidze to na mecze Ligi Mistrzów(zwłaszcza z wielkimi firmami)specjalnie się mobilizuje.