#FINOALLAFINE

Słodkie sekrety Bernardeschiego

Fot. Grzegorz Wajda / WajdaFoto, JuvePoland

Federico Bernardeschi został ostatnio pierwszym gościem w programie Day Off, emitowanym przez stację DAZN. Prowadzony przez Dilettę Leonę show zdaje relację z jednego dnia w towarzystwie piłkarza Serie A, spędzonego poza boiskiem. Nowy format ma intencję przedstawiać zawodników w bardziej osobistym świetle, przybliżając ich pozapiłkarskie hobby i zainteresowania. Jedyną zasadą jest całkowity zakaz rozmów o calcio. Bernardeschi opowiadał o pasji, jaką darzy sztukę, muzykę oraz kuchnię, wspominał też o momentach, które odbiły się śladem na jego życiu. Zbieramy co ciekawsze uwagi piłkarza na te tematy.

Formuła Day Off

Reguły programu – nie rozmawiamy o piłce i nie używamy telefonów komórkowych – bardzo mi odpowiadają. To kluczowe, by odciąć się się i naładować akumulatory. Poświęciłem lata, by odnaleźć właściwą równowagę, ale teraz daję sobie radę z odpowiednim zarządzaniem czasem.

Rodzina

Odkryłem w życiu, że z czasem coraz mniejszą wagę przykładam do rzeczy materialnych, a coraz większą do ludzi i ich uczuć. Przebywanie w domu z moimi kobietami to najpiękniejsza rzecz na świecie. Kobiety są znacznie lepsze od nas, mężczyzn. W ich towarzystwie każdy czuje się dobrze, jest kochany i czuje, że ktoś o niego dba. Kiedy mam wolne, teraz gdy jestem dumnym ojcem, staram się poświęcać jak najwięcej czasu moim córkom, Devie i Lenie. W naszym zawodzie rzadko bywamy w domu. Staram się dać im całą miłość świata, choć oczywiście czasami się potykam. To naturalne i w rzeczywistości to wspaniała część bycia rodzicem. Nie musimy być idealni – dzieci muszą także nauczyć się kochać niedoskonałości innych, tak jak my kochamy ich.

Słodki sekret

Przynieśliście mi do domu coś, za czym szaleję – lukrecję! Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, ile tego jadłem za dzieciaka! To upodobanie przekazała mi moja mama, Paola. Niestety, gdy dorosłem i zostałem zawodowym piłkarzem mogłem sobie pozwolić na coraz mniej… Ale dajcie jedną, dziś mam wolne, mogę sobie na jedną pozwolić. Jeśli miałbym wybrać inny ulubiony smakołyk… Stawiam na makaron, szczególnie mój ulubiony cacio e pepe. Całkiem nieźle idzie mi przyrządzanie go. Szczególnie w czasie lockdownu rozwinąłem moje umiejętności kulinarne.

Biało-czarna wizja i wspaniałe cierpienia

Miałem osiem lat i co noc śnił mi się ten sam sen. Cztery razy w tygodniu jeździłem tam i z powrotem z Carrary na treningi (do Empoli, łącznie 230 km dziennie – przyp. red.), gdy wieczorem trafiałem do domu, byłem bardzo zmęczony. A więc śnił mi się ciemny tunel, w głębi którego widziałem białe, niesamowite światło. Wyobrażałem sobie, że muszę dotrzeć do końca tego tunelu by wynagrodzić sobie i mojej rodzinie wszystkie poświęcenia. Gdy trafiłem do Juventusu, do biało-czarnych, sen się ziścił. Moja droga była najeżona przeciwnościami. Każdy ma swoją, mnie moja się podoba. Także cierpienie było wspaniałe. Niczego bym się nie wyrzekł. Trudności zawsze sprawiały, ze uczyłem się czegoś nowego. Dla przykładu, gdy miałem 16 lat lekarze powiedzieli mi, ze ze względu na serce nie mogę grać dłużej w piłkę. To było szalone, musiałem siedzieć w domu nie wykonując żadnej aktywności fizycznej przez sześć miesięcy. W tym okresie wzmocniła się moja wiara, bardzo dużo się modliłem. Jednak wciąż nie czułem się dobrze, nawet moi przyjaciele to zauważyli. To cierpienie pozwoliło mi zrozumieć, że naprawdę kocham piłkę, zobaczyć jak wielka jest moja pasja. Pewne rzeczy zauważasz dopiero, gdy zostaną ci odebrane. Właśnie wtedy obiecałem sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by zostać zawodowym piłkarzem. Wierzyłem bardzo mocno, że uda mi się zajść wysoko. My, mieszkańcy Carrary, jesteśmy uparci z charakteru, twardzi jak nasz marmur. Ach, i jesteśmy z tego dumni.

Trudne chwile

Miałem trudne momenty także tutaj, w Juventusie, ale nie żałuję absolutnie niczego. Wprost przeciwnie, te chwile przysłużyły mi się, ponieważ pozwoliły mi się rozwinąć. Moja kariera zawsze miała tendencję wznoszącą, ale siłą rzeczy są w życiu chwile, kiedy spadasz w dół. To normalne, że w życiu pojawiają się zakręty. W takich chwilach trzeba zacząć stawiać sobie pytania, przemyśleć w którym momencie się zbłądziło, ale też w którym momencie to inni się mylili, co można w sobie poprawić i jak znowu wrócić na drogę na szczyt. Kiedy uda się wyjść na prostą daje to 100 razy więcej satysfakcji.

Katar 2022

W marcu będziemy musieli zrobić swoje. Potrzebujemy wsparcia wszystkich Włochów, tak jak tego lata. Bezwględnie musimy pojechać na Mundial.

2021, rok równowagi

Obecnie uważam, że udało mi się przezwyciężyć trudności. Zamknąłem pewien krąg mojej podróży Mistrzostwami Europy. Rok 2021 był cudowny – wraz z Juventusem zdobyłem dwa trofea, zostałem mistrzem Europy, urodziła mi się córka, kupiłem dom i ożeniłem się. Nie mogę na nic narzekać. Gdy wymieniam te pięć rzeczy zdaje się, że ten rok był szalony, jednak w rzeczywistości były w nim również trudne chwile. Właśnie dlatego kocham te momenty. Myślę, że 2021 rok był dla mnie rokiem równowagi.

Podróże

Mam nadzieję, że podróż mojego życia jest jeszcze przede mną. Według mnie podróże za każdym razem ubogacają cię. Miałem szczęście odbyć ich w swoim życiu wiele, jednak gdybym miał wybrać ulubioną, byłby to wyjazd na safari. Pozwolił mi zrozumieć, jak mały jest człowiek wobec natury. Zdałem sobie sprawę, jak funkcjonuje świat, zresztą Afryka jest naprawdę cudowna. Uwielbiamy z Weroniką podróże w dzikie rejony.

Odnowienie kontraktu z Juve

Po mojej stronie jest 100% intencja przedłużenia umowy, jesteśmy otwarci na dialog. Mój agent będzie kontaktował się z Juventusem, intencja jak mówiłem jest, jednak to są rzeczy, do których potrzeba dwojga, pod tym względem przypominają małżeństwo. Mamy w zespole tradycję, zgodnie z którą piłkarz, który przedłużył kontrakt stawia kolację całej drużynie. Jeśli się tak stanie, będę szczęśliwy zapraszając wszystkich.

Subskrybuj
Powiadom o
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
izaak897
8 miesięcy temu

Mam mega mieszane uczucia co do tego grajka i nie ukrywam, że byłyby one znacznie lepsze, gdyby po prostu przyszedł za mniejszą kasę. Gdyby zapłacić za niego 5-10 baniek to uważałbym go za solidny transfer.