Sny o Juventusu potędze
Zbliża się kolejny sezon Serie A. Niezależnie od tego, czy w ostatnich dniach okienka transferowego na Juventus Stadium zawita nowy gracz*, nie ulega wątpliwości, że mercato nie przyniesie Starej Damie nowej młodości. Naiwny ten, kto wierzy, że dziś Bianconeri mogą sprowadzać gwiazdy o tak gorących nazwiskach jak Kroos, Rodriguez czy Suarez. Kibice jednak, śniąc o dawnej potędze, nie potrafią cieszyć się tym, że małymi kroczkami klub odbudowuje dawną siłę, nie osłabia się i nie stoi w miejscu (nie odszedł nikt ważny, przyszło paru graczy, którzy mogą stanowić wartość dodaną). Naiwność, głupota czy może tylko oślepiająca miłość do klubu, która zaciemnia obraz?
Spójrzmy prawdzie w oczy: kto pamięta Juventus Lippiego z lat 90. czy marsz na szczyt w 2003 roku, może dziś nucić: “to były piękne dni, po prostu piękne dni…” i z żalem musi dodać “… nie zna już dziś kalendarz takich dat“**. Ja pamiętam. Dominację Juve w europejskiej piłce przeżywałem jako mały chłopak z plakatem Del Piero na szafie, świetną grę w LM 2002/2003 już jako nastolatek strojąc sobie żarty z pewnych siebie kibiców Realu. Ale to jest wspomnień czar. Równie dobrze jak ostatnie sukcesy Starej Damy pamiętam degradację do Serie B, aferę calciopoli, marazm dwóch siódmych miejsc w lidze. Skupiony na Juventusie nie omieszkałem przyglądać się sytuacji w innych ligach. Real szastał kasą od dawna i od dawna był mniej lub bardziej gigantyczny i galaktyczny. Ale na szczyt wróciła Barcelona, pieniądze płynęły do Chelsea, Manchester United trzymał fason dzięki czemu nawet zeszłoroczny blamaż spływa po nich jak po kaczce, Bayernowi pieniędzy też nigdy nie brakowało.
W międzyczasie stało się coś, co stać się w końcu musiało: wybuchł kryzys gospodarczy i na powrót uświadomiono sobie, że ekonomia to nie tylko wirtualne zapisy na kontach bankowych. Składając wszystko w całość mamy sytuację, w której Juventus zalicza regres na wszelkich polach (degradacja do Serie B i w konsekwencji odejście gwiazd; spadek dochodów ze wszystkich źródeł; spadek wartości marketingowej i zaufania do marki), piłkarski świat idzie do przodu, a kryzys odsiewa słabych. Dziś w piłce są pieniądze szejków i oligarchów lub sportowa wersja too big to fail którą realizuje Real, Man Utd, Barcelona. Jest też Bayern, z wiecznie bogatej Bawarii, której kryzysy niestraszne. Juventus nie został kupiony przez żadnego szejka ani oligarchę, włoska piłka spadła z piedestału, więc w trudnych czasach strumień pieniędzy płynie omijając Półwysep Apeniński.
Najwyższy czas uświadomić sobie, że Juventus nie stać na wydanie 60 milionów na jednego gracza bez wcześniejszego pozbycia się Vidala czy Pogby. Najwyższa pora obudzić się z dziecięcych marzeń i mrzonek o tym, że jak Exor notuje dobre wyniki to obsypie Juve kasą, niczym goście państwa młodych ryżem na weselu. Na to trzeba sobie zapracować na europejskim podwórku. Mając w składzie Vidala, Teveza, Pogbę, Pirlo, Llorente, Chielliniego, Buffona czy Marchisio, sponsor może chyba oczekiwać, że będziemy ogrywać kluby, które o takich graczach mogą tylko pomarzyć. A nie ogrywamy.
Ja też kocham ten klub, też wracam pamięcią do chwil jego chwały, ale żyję w świecie realnym. Ów świat nie jest piękny, dla kibiców Juventusu wręcz brutalny. W komentarzach na tej stronie dominuje mentalność rodem z putinowskiej Rosji: życie w przeświadczeniu o potędze, choć ona dawno minęła. Ja się cieszę, że rodzinie Agnellich taka mentalność jest obca. Od kolosów na glinianych nogach wolę budowle o solidnych fundamentach. A nawet laik, taki jak ja, wie, że ten sposób budowania wymaga czasu.
* Artykuł powstał na kilka dni przed zamknięciem mercato
** Tekst piosenki Haliny Kunickiej “To były piękne dni”
Autor: Makiavel