Team Focus: Juventus. Nieustępliwy Juventus buduje od tyłu
To nie był jakiś szczególnie oryginalny pomysł. Wielu wpadło na niego wcześniej i wielu wcześniej postanowiło go zrealizować. Mimo to, trener Lyonu Remi Garde i tak to właśnie na tym pomyśle oparł znaczną część swoich przygotowań do pierwszego ćwierćfinałowego spotkania z Juventusem. Istotą jego planu gry było zatrzymanie Andrei Pirlo, które mało sprawić, że cała drużyna przeciwna straci część kontroli nad boiskowymi wydarzeniami.
Steed Malbranque został poinstruowany, by podążać za rozgrywającym krok w krok i odebrać tym samym Juventusowi opcję konstruowania swoich akcji za jego pośrednictwem. Gdy piłka już dotarła do Pirlo, zawodnicy Lyonu będący w jego pobliżu starali się ustawiać tak, by zablokować mu możliwe kierunki zagrania. Dzięki odpowiedniemu wykonaniu, ten plan zadziałał – wpływ Pirlo na grę jego zespołu został ograniczony. Na Stade de Gerland zanotował on zaledwie 59 kontaktów z piłką, co było jego drugim najniższym wynikiem w tym sezonie. Reprezentant Włoch pod naciskiem rywali stracił piłkę 14-krotnie, a zaledwie 34 z jego 40 podań było celnych.
Takie podejście taktyczne rywala wymusza na drużynie konieczność przeniesienia ciężaru rozegrania na kogoś innego. Tę strategię zastosowała na przykład Borussia Dortmund w zeszłorocznym spotkaniu z Realem Madryt. “Naszym planem było wyłączenie z gry Xabiego Alonso” – mówił potem Juergen Klopp – “Jeśli pozwala się Alonso robić co tylko chce, gra przeciwko Realowi staje się niemożliwa. Krył go Mario Goetze. Jeśli zablokuje się Xabiego, zmusza się tym samym Pepe do ciągłego przetrzymywania piłki“. Borussia wiedziała, że Pepe nie czuje się dobrze z futbolówką przy nodze. Tego samego nie można jednak powiedzieć o środkowych obrońcach Juventusu. Stara Dama rozgrywa piłkę od tyłu, odkąd Antonio Conte dwa i pół roku został jej trenerem. Jeśli ktoś spogląda na statystyki Bianconerich i myśli, że ich obrońcy grają w linii pomocy, należy mu to wybaczyć. Biorąc pod uwagę to, jak wysoko podchodzą podczas meczu i jak chętnie włączają się do ataku z piłką, można rzeczywiście uznać, że grywają jak pomocnicy.
Można się spodziewać tego, że to Pirlo zalicza średnio najwięcej podań na spotkanie (68), ale tuż za nim są Giorgio Chiellini (67,6), Andrea Barzagli (63,7), Martin Caceres (61,6), Leonardo Bonucci (60,4) i Angelo Ogbonna (51,7) – sami środkowi obrońcy. W szczególności Bonucci wyrobił sobie reputację obrońcy, który lubi grać piłką. Gdy Pirlo we wczorajszym meczu był szczelnie kryty, to właśnie on wysunął się na czoło. Przejął rolę registy. Miał prawie dwukrotnie więcej (117) kontaktów z piłką niż jego niezwykle elegancki kolega z drużyny. Zaliczył również ponad dwa razy więcej prób podań (103) i celnych podań (83). Niektóre z nich były długie (16) i niecelne, co spowodowało, że pewien zespół komentatorów, opierając się prawie wyłącznie na tym jednym meczu, doszedł do wniosku, że Bonucci czuje się nieswojo z piłką przy nodze. Mówili, że nie to jest jego atutem. A jednak. Przypomnijmy choćby mecz z Lazio z początku sezonu, gdy Bonucci zaliczył dwie świetne asysty, dogrywając Arturo Vidalowi i Mirko Vuciniciowi. Tamten mecz skończył się 4:1, a Leo zasłużył na przydomek Bonucci-bauer.
To jasne, że 26-latek nie opanował sztuki podawania tak dobrze, jak Pirlo. O mało kim można tak powiedzieć. Przeciwnicy jednak zdają sobie sprawę z tego, że potrafi być groźny i wiedzą, że nie należy mu dawać zbyt wiele czasu z piłką przy nodze. Rywale, którzy kryją Pirlo, muszą więc pilnować się, by nie zostawić pomocnika w celu podążania za jednym z obrońców Juve. Trójka stoperów swoją grą prowokuje do tego typu nieostrożności, a jeśli dodamy do tego zmysł i doświadczenie Pirlo, zrozumiemy dlaczego prawie zawsze udaje mu się znaleźć trochę wolnej przestrzeni i narzucić swój styl gry.
To tylko jeden z wariantów Juventusu. Gdy Pirlo został przykryty, rozgrywał Bonucci. Gdy to nie działało, Conte zmienił nastawienie zespołu, zmniejszając liczbę zagrywanych długich piłek i wprowadzając więcej tzw. małej gry poprzez wprowadzenie do gry Mirko Vucinicia i Sebastiana Giovinco, którzy odcisnęli swoje piętno na tym meczu. Conte widział, że Lyon kryje jego zawodników indywidualnie i potrzebował kogoś, kto będzie potrafił minąć swojego obrońcę i wprowadzi do gry nieco zamieszania. Tym kimś był Giovinco. Przełom w tym meczu nastąpił jednak za sprawą Bonucciego, który dał Juventusowi wyjazdowego gola, ustalając wynik spotkania na 1:0 w 85. minucie. Z oceną 7,9 został wybrany zawodnikiem meczu według WhoScored i zdecydowanie na to zasłużył. Bonucci dyrygował defensywą, starał się organizować grę zespołu i ostatecznie był tym, który zrobił różnicę.
Juventus co prawda odbił się po niedzielnej porażce z Napoli, ale momentami jego gra wyglądała brzydko i pojawia się obawa, że tej drużynie zostały już tylko ostatki sił. Bianconeri zostali skrytykowani za to, że tak długo męczyli się z Lyonem, który jest piątą drużyną Ligue 1, a grał bez kilku zawodników pierwszego składu. Trzeba jednak zauważyć, że mistrzowie Włoch również nie dysponowali pełnymi siłami. W wyjściowym składzie zabrakło Barzagliego, Ogbonny, Lichtsteinera, zawieszonego Vidala i Llorente, którzy albo nie mogli zagrać, albo usiedli na ławce decyzją trenera. Kontuzje wśród obrońców oznaczały również, że w 2014 roku Conte mógł tylko trzykrotnie wystawić swoją podstawową trójkę stoperów razem. Nie przeszkodziło to jednak w skończeniu 10 meczów na 20 bez utraty gola. Bonucci okazał się zawodnikiem bardziej odpornym od Chielliniego czy Barzagliego i to on utrzymywał tę drużynę w całości. Siła charakteru, którą pokazał minionej nocy, naprawdę pasuje do Juventusu.
Ten zespół jest nieustępliwy i pozostaje na dobrej drodze do osiągnięcia swojego pierwszego od 1995 roku finału Ligi Europy (a wcześniej Pucharu UEFA). Finału, który będzie rozgrywany na Juventus Stadium w Turynie. Zdobycie europejskiego trofeum razem z trzecim scudetto z rzędu oznaczałoby trzeci tego typu dublet w historii klubu. Pisze się historia.
Autor: James Horncastle
Tłumaczenie: bendzamin
Źródło: www.whoscored.com