#FINOALLAFINE

Wrzesień 20052

Przytułek Antonio De Curtis przy jeziorze Lago di Como: mam 94 lata i już od jakiegoś czasu tutaj żyję. Pewnego słonecznego wrześniowego poranka odwiedzają mnie wnukowie i ich dzieci Pavel i Quartastella (Czwarta gwiazdka – przyp. Medi). Jestem ich pradziadkiem. Siedzę sobie w pokoju i oglądam trójdymensjonalną reprodukcję dawnych meczów Juve. Na podłodze mojego pokoju niejaki Jugović właśnie przymierza się do wykonania decydującego karniaka w finale LM w 1996 roku (56 lat temu.. i ja tam byłem!!!!). Za każdym razem gdy to oglądam ciśnienie skacze mi do 200, jeden z sensorów zaczyna wyć w alarmie, wpada pielęgniarka i dostaję ochrzan.

– Cześć dziadku!
– Hej, dzieciaki, co tam słychać? Popatrz, popatrz jak nam wyrósł Pavel!
– Gram w piłę, wiesz? Jestem w pierwszej drużynie “Pulcini” (Maluchy – przyp. Medi) i w niedzielę dowaliłem z grubej rury!
– Pavel wyrażaj się! – mówi mama, moja wnuczka, córka mojego syna Francesco.
– W moich czasach był pewien piłkarz w Juve, który miał imię jak twoje i był blondynem jak ty i mój syn, a twój dziadek… był genialny, biegał w te i nazad, szybki i nie przewidzialny. Niespodziewanie pojawiał się w polu karnym i sadził bomby, że aż miło… pamiętam, że raz strzelił gola Veronie, rozwalił siatkę i zabił psa policyjnego, który akurat tamtędy przechodził.
– Eeeee tam dziadku, nie przesadzaj!
– Wcale nie przesadzam, naprawdę tak było. Był też taki trzymetrowy olbrzym, tak wysoki, że na jego włosy spadał śnieg. Wyglądał jak góra. Pochodził z Chorwacji… nazywał się Stuart… nie, chyba Tudor czy Tuborg… jakoś tak… pamiętam, że raz z rożnego wyskoczył tak wysoko, że głową rozbił reflektory i mecz skończył się po ciemku. Był olbrzymi i….
– Dziadku! Nie opowiadaj takich rzeczy przy dzieciach!
– Ale to się na prawdę zdarzyło… pamiętam to bardzo dobrze, to były czasy Del Piero.
– Kogo? Tego którego jest pomnik w skale plutonicznej w Turynie?
– Dokładnie tego! Widziałem go jak był jeszcze bardzo młody i strzelił fenomenalnego gola prawym zewnętrznym w meczu z Fiorentiną.
– W meczu z kim?????
– Fiorentiną, to była drużyna z Florencji, miała fioletowe koszulki… a co, już nie istnieje?
– Nie, nie istnieje. Teraz jest Florentia w C2, Fiorenzella w C3 i Fiorenzosa w C4… nie opowiadaj bzdur, Fiorentina nigdy nie istniała!
– Jak to nie! Grali tam Baggio, Batistuta, Rui Costa… doskonale pamiętam.
– Dziadku chyba masz urojenia.
– Pavel!
– Zostaw go, niech śmiało mówi… A ty Quartastella jak się czujesz? A wiesz, że to imię to ja ci nadałem? Urodziłaś się w dniu w którym Juve zdobyło swoje 40-ste scudetto. Słyszałem, że dobrze się uczysz i masz dużo przyjaciółek… to bardzo dobrze, przyjaźń jest bardzo ważna. Pamiętam, że kiedyś był taki kierownik w Juve, który przyjaźnił się z jednym z Siedmiu Krasnoludków, który był prezydentem Romy… nie pamiętam jak się nazywał…..Brontolo (Maruda – przyp. Medi), Sensini… czy jakoś tak. Wiesz, kiedyś w Juve grał świetny holenderski pitbull, więc dwóch przyjaciół się spotkało i Sensini mówi:

“Podoba mi się twój Edgardo” (pitbull tak się nazywał).

Przyjaciel z Juve odpowiedział:

– “Ta? Chcesz go? Podaruję ci go.”
“O nie, nie ma mowy” – odpowiada Sensini – “Co najwyżej mogę ci zapłacić”.
– “Wybij to sobie z głowy. Podaruję ci go i koniec!”.
“Absolutnie nie! Zapłacę ci, to dla mnie przyjemność. Dam ci 13 mln euro plus Lima, Trapano i Pialla”.
– “Nie ma mowy! Albo za darmo albo nici z tego!”
“No to nici… “

…nie pamiętam już jak to się skończyło.
– Dziadku, chyba się zmęczyłeś. Akurat 13 mln euro! Przecież wczoraj Milan kupił Rotondo, najlepszego piłkarza na świecie za zaledwie 3 tysiące euro. Tatuś zainwestował w Sbiringhazzi i Bilbo, dwóch zewnętrznych obrońców kadry narodowej. Zapłacił za nich 2 tysiące euro i wpłacił na konto w banku. Dzisiaj należą już do nas i grają w naszym ogródku.
– Aaaa… więc futbol wam się podoba! Oglądacie mecze w TV?
– A co to jest TV? Aha, to czarne pudło, które stoi w piwnicy. Ależ nie dziadku, teraz mecze ogląda się na ręcznym zegarku przez Internet. Jest jeden co pół godziny od poniedziałku do soboty. W niedzielę nie ma, bo są zawody w kręgle, więc nikt by nie oglądał.
– Poważnie? A scudetto? Puchar Włoch? Liga Mistrzów? Przecież ja w moich czasach jechałem na stadion z Mediolanu do Turynu co tydzień żeby zobaczyć Juve.
– Też mi problem! Mediolan-Turyn 10 minut w turbotaxi!
– Coś ty! Za moich czasów ludzie jechali godzinami autokarem ze Spilimbergo czy Latiny na stadion do Turynu… to było dopiero widowisko! Byli wspaniali piłkarze: Vialli, Zidane, Baggio, Platini!
– Przestań dziadku, wszyscy wiedzą, że Platini to tylko legenda i symbol, coś tak jak Chimera.
– Co ty opowiadasz! Przecież sam go widziałem! Raz przyjął piłkę na klatę, przerzucił ją ponad głową obrońcy, przyjął genialnie z drugiej strony i walnął taką petardę…
– Jasne… podczas gdy światło niebiańskie pokazało się na niebie i rozległy się chóry anielskie…
– No, faktycznie… coś takiego było. Rzeczywiście ja też przypominam sobie, że niebo rozjaśniło się od blasku i aniołki zaczęły śpiewać. Kiedy on biegał po boisku rozkwitały fiołki i pierwiosnki.
– Dobrze dzieci, pożegnajcie dziadka, który jest już zmęczony i zaczyna mówić od rzeczy.
– Cześć dziadku, odpocznij sobie i nie bierz za dużo lekarstw.
– Nie, nie idźcie jeszcze. Chcę wam opowiedzieć jak kiedyś zdobyliśmy scudetto w ostatniej kolejce, pokonaliśmy Udinese 2-0, podczas gdy Lazio rozwalało w Rzymie Inter… i tak dokopaliśmy im do d…
– Dziadku!!!!!!!

Przypisek autora:
Ten kawałek napisałem trzymając się jedną ręką za klejnoty. (włoski rytuał, żeby nie zapeszyć – przyp. Medi)
Pogodziłbym się żeby mieć lekko nie pokolei w głowie gdybym mógł dożyć wieku 94 lat!
Bądźcie zdrowi i bądźcie zawsze blisko starszych osób i piłkarzy… potrzebują tego.

Autor: Sandro Pello
Wyszukała: Medi

Źródło: Hurrà Juventus (9/2002)

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze