Buffon: Ja, Juve i Italia

Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to Gianluigi Buffon (na zdjęciu) we wtorkowy wieczór na Juventus Stadium po raz 136. stanie w bramce reprezentacji Italii i zrówna się pod tym względem z rekordzistą Fabio Cannavaro. Superman udzielił dzisiaj stacji Sky Sport długiego wywiadu.

Co oznacza dla ciebie wyrównanie rekordu Cannavaro?

To, że upłynęło dużo czasu, a ja się starzeję. Jest to jednak także dla mnie wielka satysfakcja, ponieważ żyjemy, żeby realizować cele – te większe i te mniejsze. Z drugiej strony, to normalne, że osiągam taki rezultat po 16 latach w kadrze.

Jaki można zatytułować twoją historię w reprezentacji?

Mój związek z kadrą zawsze był bardzo głęboki. Za każdym razem, gdy zakładałem tę koszulkę, stawałem się nieco dojrzalszym człowiekiem i patrzyłem nie tylko na względy sportowe. Chciałem jak najlepiej reprezentować naszą flagę, czuć odpowiedzialność wobec tego narodu i jego historii.

Która koszulka ma większą wartość – reprezentacji czy klubu?

To zależy od ścieżek, jakimi podąża się podczas swojej kariery. Ja miałem to szczęście, że w szatni Juventusu jestem od 13 lat, w reprezentacji od 16, a biorąc pod uwagę drużyny młodzieżowe – od 20. To dwie historie wielkiej miłości, wielkiej pasji i wielkiego przywiązania. Tak wielu ludzi, wiele zwycięstw i trochę mniej porażek. Bez wątpienia odcisnęło to duży ślad na moim życiu.

Jak oceniasz szansę na to, że Włochy Prandellego wygrają w przyszłym roku Mundial? Czy oddałbyś za ten triumf kapitańską opaskę?

Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Italia wygrała Mistrzostwa Świata z innym kapitanem. Interesuje mnie wspólne dobro narodu i drużyny, a nie moje osobiste ambicje. Noszenie kapitańskiej opaski nigdy nie było dla mnie szczególnie ważne, czasem nawet mnie zawstydza. Wspaniale byłoby znów wygrać Puchar Świata.

Prandelli mówi o śnie, który może się spełnić…

Oczywiście, mamy szansę, tak jak i inne zespoły, które pojadą do Brazylii. Trzeba jednak pamiętać, że niektórzy są od nas mocniejsi piłkarsko. Ważne jednak, żeby mieć nadzieję. Ja ją mam.

Przeciwnik, którego nigdy nie zapomnisz?

Hiszpania, ta z 2012 roku. Udało im się sprawić, że finał, spotkanie najwyższej wagi, wyglądał jak spacerek albo mecz sparingowy. Byli od nas lepsi, nie mieliśmy szansy, aby powalczyć.

Zamierzasz wygłosić jakąś mowę przed wtorkowym meczem?

Nie, nie podoba mi się głośne mówienie o rekordach osobistych. Ci, którzy mają w głowie olej zrozumieją, że takie osiągnięcia wymagają czegoś więcej, niż wykorzystania darów od Matki Natury – myślenia. To podstawa.

Zdecydowałeś już, kiedy zakończysz reprezentacyjną karierę? Pirlo już zapowiedział, że odejdzie po Mundialu.

Nie, nigdy sam z siebie nie porzuciłbym kadry narodowej. Będę dla niej grał tak długo, jak długo będę powoływany przez trenera. Szkoda byłoby odchodzić, będąc wciąż konkurencyjnym.

Jakie są twoje marzenia, związane z reprezentacją?

Wygrać coś wielkiego. Marzę, żeby przeżyć jeszcze raz taką noc, jak ta w Rzymie w 2006 roku. Takie rzeczy pamięta się przez całe życie i trzeba być wdzięcznym, że mogło się je przeżyć.

Leć na mecz Juve-Parma!

Subskrybuj
Powiadom o
10 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
10
0
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii, zostaw proszę komentarz!x

Lub zaloguj się za pomocą: