Strona główna » Aktualności » Dwie twarze braci Thuram. Marcus świętuje, Khephren kończy sezon w cieniu kryzysu Juve
Dwie twarze braci Thuram. Marcus świętuje, Khephren kończy sezon w cieniu kryzysu Juve
Marcus Thuram kończy sezon z dubletem, miejscem na Mundialu i statusem jednego z bohaterów Interu. Khephren Thuram miał w Juventusie zrobić krok do przodu, ale ostatnie tygodnie przyniosły rozczarowanie, utratę celów i coraz słabszą pozycję w reprezentacji Francji.
W domu Thuramów emocje są dziś podzielone. Marcus ma za sobą sezon, który w ostatnich tygodniach nabrał zupełnie innego koloru. Khephren z kolei kończy rozgrywki z poczuciem niedosytu, bo Juventus roztrwonił przewagę w walce o Ligę Mistrzów, a jego własna forma nie dała drużynie impulsu, którego oczekiwano po pomocniku sprowadzonym latem za ponad 20 milionów euro. La Gazzetta dello Sport opisuje to jako dwie twarze rodziny Thuram. Jeden brat świętuje, drugi musi przełknąć gorzką końcówkę sezonu. I choć obaj są częścią tej samej piłkarskiej dynastii, ich obecna sytuacja sportowa wygląda zupełnie inaczej.
Marcus odwrócił swój sezon
Marcus Thuram jeszcze kilka miesięcy temu również znajdował się pod presją. Inter stracił impet, forma napastnika była daleka od optymalnej, a jego sezon wyglądał na coraz bardziej przeciętny. Końcówka zmieniła jednak wszystko. Francuz wrócił do strzelania, stał się ważną postacią mistrzowskiego finiszu i dołożył swój wkład w dublet Nerazzurrich. Marcus zakończył ligowe rozgrywki z dorobkiem 13 goli i 6 asyst. Rozegrał 29 spotkań, z czego 24 od pierwszej minuty. To bilans identyczny pod względem bramek jak w sezonie 2023/24 i lepszy niż w rozgrywkach 2024/25. Co ważniejsze, jego forma przyszła wtedy, gdy Inter najbardziej jej potrzebował.
Do tego dochodzi reprezentacja Francji. Didier Deschamps powołał Marcusa na Mundial, a wobec absencji kilku innych napastników jego pozycja w kadrze wydaje się mocna. To dla niego kolejny ważny turniej i kolejna szansa, by potwierdzić, że w rodzinie Thuramów ciężar wielkiego nazwiska nie przeszkadza, lecz napędza.
Khephren gasł razem z Juventusem
Po drugiej stronie jest Khephren. Dla Juventusu miał być jednym z symboli nowego środka pola: fizycznym, dynamicznym, zdolnym do gry na dużej intensywności. Początek nie był zły, a w pewnych momentach sezonu można było odnieść wrażenie, że Bianconeri znaleźli pomocnika, który daje drużynie energię i pionowość. Problem w tym, że jego forma nie rosła razem z presją. Gazzetta pisze o zawodniku, który w kluczowym momencie zaczął tracić tempo. Juventus przegrywał najważniejsze bitwy sezonu, a Khephren nie był w stanie przejąć odpowiedzialności za środek pola. W Serie A zanotował 3 gole i 2 asysty w 34 meczach, z czego 29 rozpoczął w podstawowym składzie.
To nie jest bilans katastrofalny, ale też nie jest bilans piłkarza, który miał pomóc Juventusowi wrócić na właściwe miejsce. Szczególnie gdy zestawi się go z końcówką Marcusa, różnica robi się bolesna.
Dla Khephrena rozczarowanie ma też wymiar osobisty. Pomocnik od dzieciństwa sympatyzował z Juventusem, a jego ojciec Lilian jest przecież jedną z postaci mocno wpisanych w historię Bianconerich. Transfer do Turynu miał być czymś więcej niż zwykłym krokiem w karierze. Miał być połączeniem ambicji sportowej, rodzinnej historii i własnego rozwoju. Tymczasem sezon kończy się gorzko. Juventus stracił kontrolę nad walką o Ligę Mistrzów, odpadł z pucharów, zawiódł w najważniejszych momentach i przed ostatnią kolejką musi liczyć nie tylko na siebie. Khephren, zamiast być jednym z motorów odbudowy, stał się częścią drużyny, która w decydującej fazie wyglądała na pozbawioną reakcji.
Gazzetta zwraca też uwagę na reprezentację. Khephren nie znalazł się w gronie powołanych na Mundial, a w hierarchii środka pola Francji wyżej stoją dziś między innymi Manu Kone, Eduardo Camavinga, Youssouf Fofana czy Matteo Guendouzi. Dla 25-latka to kolejny sygnał, że końcówka sezonu kosztowała go więcej niż tylko klubowe cele.
Rodzina na dwóch biegunach
Historia braci Thuramów ma w sobie coś z piłkarskiej ironii. Marcus i Khephren mogli patrzeć na sezon z podobnego punktu wyjścia: obaj mieli coś do udowodnienia, obaj grali w wielkich klubach, obaj funkcjonowali pod presją nazwiska. Tyle że jeden finiszował z trofeami i mundialowym biletem, a drugi z pytaniami o własną pozycję i o przyszłość Juventusu.
Dla Bianconerich to kolejny gorzki obrazek po sezonie pełnym rozczarowań. Nawet piłkarze, którzy mieli być częścią nowej energii, w końcówce zostali przykryci przez kryzys całego zespołu. Khephren Thuram nie jest głównym winowajcą tej sytuacji, ale jego historia dobrze pokazuje, jak szybko w Turynie nadzieja potrafi zmienić się w niedosyt.