#FINOALLAFINE

Drugie życie Moreno Torricellego

Siła by zacząć od początku. Miłość odkryta na nowo zarówno w sportowym, jak i ludzkim wymiarze. Moreno Torricelli dla śniących o wielkiej piłce dzieciaków może być przykładem, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Utrzymuje, że nie jest w formie, jednak na pierwszy rzut oka nie zmienił się ani na jotę od czasu magicznej, rzymskiej nocy, gdy wraz z Juventusem zwyciężał w Lidze Mistrzów. Gryzł wtedy trawę, biegał tam i z powrotem z taką energią i efektywnością, że wybrano go najlepszym piłkarzem meczu. Długie włosy wciąż są na swoim miejscu, choć dziś pokrywa je już siwizna. Teraz jednak na boisku nie spotyka już przeciwników, a jedynie dzieci ze szkółki piłkarskiej PDHA w Donnas (Aosta). Dla nich jest punktem odniesienia: “Widać, że są mną zaciekawieni. Minęło już sporo czasu od kiedy zawiesiłem buty na kołku i większość z nich nie widziała nigdy, jak gram, jednak ich rodzice opowiadają im o zawodniku, który do 22 roku życia grał w drużynach amatorskich, by potem z dnia na dzień znaleźć się w otoczeniu gwiazd“.

Od paru miesięcy Torricelli sprawuje funkcję dyrektora technicznego – wspiera trenerów w przygotowaniu i ocenianiu zawodników, sugerując jak metody szkoleniowe z profesjonalnej piłki wykorzystać dla rozrywki i rozwoju młodych. Widzi, jak ciężką prace wkładają oni w sprawdziany fizyczne na początku sezonu. Na ich podstawie określa się, jakie obciążenia dobrać dla konkretnych graczy. Torricelli obserwuje chłopców, motywuje, biega razem z nimi zachęcając do większego wysiłku, do przekroczenia swoich barier o kolejny krok – “Inaczej zbyt szybko się poddają“. W grupie wychowanków jest także syn Torricellego, Alessio. Jak mówi dawny piłkarz Juve, region Valle d’Aosta wybrał jako miejsce zamieszkania rok temu: “Przeniosłem się do Lillianes, naprawdę uroczej miejscowości. Zawsze kochałem góry i dlatego czuję się tu wyśmienicie. Jest spokojnie, całymi dniami można spacerować, to idealne miejsce by spędzić tu kolejne lata, szczególnie jeśli jak ja na miejski gwar przekładasz domową sielankę. Zawsze byłem zdania, że jeśli we własnym domu jest ci dobrze, będzie ci dobrze wszędzie“.

W ten sposób Valle d’Aosta wróciło do jego życia ponad dwadzieścia lat od zgrupowań w Chatillon razem z Juventusem Trapattoniego. “Wszystko było tam do naszej dyspozycji – pamiętam uczniów szkoły hotelarskiej, którzy przygotowywali nam wspaniałe posiłki. Wieczorami wychodziliśmy na miasto napić się piwa“. Wówczas, w latach dziewięćdziesiątych Torricelli dopiero co porzucił pracę. Po latach gry w Serie D, w drużynie Caratese nadszedł dla niego moment wielkiego skoku do świata profesjonalnej piłki. Interesowało się nim kilka drużyn z Serie C, ale to nie o nich marzył. Po towarzyskich meczach z Juventusem rozegranych na zakończenie sezonu, jego celem stało się zagoszczenie na stałe w drużynie Starej Damy.

Wszyscy uznawali za pewnik, że zostanę powołany na początku zgrupowania. Wróciłem do mojego miasteczka, złożyłem wypowiedzenie w pracy i pojechałem na kilka dni na wakacje. Jeździłem właśnie motorem po Sardynii wożąc ze sobą namiot, kiedy zadzwonił mój pełnomocnik i zapewnił mnie, że jadę na zgrupowanie z Juventusem“.

Dzwoniłem do domu praktycznie non stop, ale powołanie nie przychodziło. Jak okazało się później, pomylono adresy. Dopiero gdy po powrocie zadzwoniłem do siedziby klubu oficjalnie potwierdzono, że jestem zaproszony. Dzień później rozpoczęła się bajka“.

Jednak to nie piłka nożna, a miłość sprawiła, że przeniósł się w góry. Po tragedii, jaka była przedwczesna śmierć żony, Moreno skupił się na rodzinie. “Jeżeli chodzi o dzieci, zawsze mówiłem, że nie mogło przytrafić się im nic gorszego, od tego co się stało. Ale nawet w nieszczęściu, było coś dobrego – mogłem być z nimi w domu. Ich reakcja była wspaniała, oczywiście było wiele trudnych chwil, ale razem udało się nam je wszystkie przezwyciężyć. Szczęśliwie w moim życiu pojawiła się kobieta, której miłość pomogła mi poradzić sobie z uderzeniami losu. Stała się niesamowicie bliska nie tylko dla mnie, ale i dla moich dzieci, za co zawsze będę jej wdzięczny. Moim zdaniem rodzina opiera się na kobiecie i gdy jej zabraknie wszystko się komplikuje. Dlatego cieszę się, że udało się mi znaleźć osobę, która dla mnie i dla dzieciaków będzie stanowić pewien punkt odniesienia“.

Po zakończeniu kariery piłkarskiej, Torricelli zaczął trenować drużyny 11-12 latków w Fiorentinie. Potem zdobywał doświadczenie w Lega Pro – w zespołach Pistoi i Figline. Teraz powrócił do trenowania młodych ludzi, mając nadzieję, że być może któremuś z nich uda się powtórzyć sukces samego Torricellego. “Poza pojedynczymi gwiazdami, które rodzą się z olbrzymim talentem wszyscy mamy te same możliwości. Trzeba tylko ciężko pracować i wtedy zawsze może się zdarzyć, że uśmiechnie się do ciebie los. Tak samo może być w przypadku chłopców, z którymi pracuję obecnie“. Tak jak wszystkie inne zjawiska, również piłka nożna ewoluuje, zmieniają się zasady. “Teraz faktycznie jest trochę trudniej dać sobie radę. Ja zawsze byłem wdzięczny Trapattoniemu, nie wiem ilu jeszcze poza nim zdecydowałoby się wypuścić w pierwszej jedenastce Juventusu kogoś takiego, jak ja“. Torricelli wie, że robiłby w życiu to samo, nawet gdyby nie przydarzył mu się transfer do Juventusu. Dla niego piłka nożna to przede wszystkim rozrywka, radość z przebywania w towarzystwie innych. Poza tym na poziomie piłki amatorskiej osiągnął wszystko – grał w amatorskiej reprezentacji kraju, nieźle zarabiał, a od czasu do czasu zdarzały się spotkania towarzyskie pierwszej klasy – nawet z zespołami z Serie A.

Od czasu do czasu rozmawia przez telefon z trenerem, który zdecydował, że nie skończyło sie na amatorskiej piłce. “Zawsze obawiałem się, że zszarpię mu nerwy“. Trap był mniej więcej w wieku ojca Torricellego i tak z nim rozmawiał. Używał nawet tego samego dialektu, brianzolo. Umieścił Moreno w wyjściowej jedenastce w wyjazdowym meczu z Bayernem. To było pożegnalne spotkanie Augenthalera, na trybunach pojawiło się ponad 60 tysięcy osób. “Po meczu spotkaliśmy się w windzie i Trap rzucił mi w dialekcie: ‘Jesteś albo prawdziwym piłkarzem, albo szaleńcem’. W piłkarskim świecie był dla mnie jak ojciec. W ciągu pierwszych miesięcy czułem się jak w bajce, wszystkich intrygowała historia zawodnika, który z amatorskiego futbolu przeszedł prostu do drużyny wypełnionej gwiazdami. Trap interesował się tym, co robię poza boiskiem, radził by dać sobie spokój z wywiadami i myśleć tylko o grze“.

Byli również inni szkoleniowcy, którzy odcisnęli swój ślad na karierze Torricellego: Roberto Dustin Antonelli w Caratese oraz Marcello Lippi. Pierwszy intuicyjnie wyczuł, że dla Moreno na boisku lepsze będzie ustawienie na boku niż na środku. To były czasy, gdy wciąż dominowało krycie jeden na jednego i niewielu brało przykład z Nilsa Liedholma. Antonelli nakazał Torricellemu przesunięcie się na bok, stwierdzając autorytatywnie: “Tu jest twoje miejsce, zrobisz to, co ci mówię“.

Lippi pojawił się w Juventusie, gdy ten przechodził dogłębną transformację, nie tylko pod względem sportowym, ale i organizacyjnym. “Na samym początku zawsze trzeba się poznać. Lippi jest trenerem, którego praca najbardziej mi się podobała i który najwięcej mnie nauczył. Efekty były niewiarygodne – co roku udawało się mu osiągać założone cele, to była drużyna szaleńców. Wystarczało, że spojrzeliśmy sobie nawzajem w oczy i już wiedzieliśmy, że nadchodzi kluczowy punkt meczu czy całego sezonu. Z Ventrone w zespole Lippiego każdy trening był katorgą, ale później efekty udowadniały, że wysiłek się opłaca“.

Z wieloma kolegami z tamtych czasów Torricelli widuje się przy okazji gier z cyklu Legends. Ostatnio w Japonii, gdzie piłkarze spotkali się z dziećmi z regionów dotkniętych w 2011 roku tsunami. Te mecze nie tylko są okazją, by przypomnieć sobie wielkie sukcesy osiągane przed laty. Dzięki nim, można także ocenić, który z dawnych kolegów lepiej się trzyma: “Oczywiście poza niżej podpisanym, są piłkarze wciąż w dobrej formie, dla przykładu Davids czy Nedved, który nigdy się nie poddaje. Ale z przyjemnością ogląda się również Vierchowoda, który wciąż zachował entuzjazm dwudziestolatka. Na tym polega piękno piłki – póki jesteś w stanie utrzymać się na nogach, mentalność zawodnika cię nie opuści“.

Filozofię wojownika, nie tylko w jej piłkarskim wymiarze, Moreno usiłuje przekazać dzieciom: Alessio, Aurora i syn jego partnerki Alessandro razem oglądają obrazki z finału Ligi Mistrzów 1996 (najstarsza córka Torricellego, Arianna, studiuje modę w Mediolanie). Spotkanie właśnie się rozpoczęło, a Moreno “zaopiekował się” piłkarzem Ajaxu Bogarde. “Kiedy chcę, by zrozumieli co znaczy ‘walczyć’, te piętnaście sekund powinno wystarczyć. Nie muszę dodawać nic więcej“. W tym meczu był najlepszy na boisku, “ale wówczas nie było czegoś takiego, jak nagrody indywidualne“. Uznanie przyszło jednak ze strony trenerów oraz kolegów: zaraz po zakończeniu konkursu rzutów karnych, Bettega podbiegł by go uściskać i podziękować. “Powiedział mi: ‘to w dużej mierze twoja zasługa“.

Tajemnicą sukcesu Torricellego była determinacja. Drobny udział można przypisać też ciężkiemu graniu, w szczególności Black Sabbath: “Rock i heavy metal towarzyszyły mi od zawsze, dodawały mi odwagi, adrenaliny. Obecnie zdarza mi się słuchać zupełnie innych rzeczy, powiedzmy że złagodniałem, ale nadal pozostaję pod wpływem rocka. Nawet jeśli słucham go rzadziej, bo odtwarzacz, podobnie jak pilot do telewizora, stał się własnością dzieci“. Gdy tylko udaje się ulokować je wszystkie u dziadków i krewnych, Moreno pojawia się na Juventus Stadium by nacieszyć się piłką: “Dzieci mają olbrzymi wpływ na twoje życie. Rozmawiałem o tym kiedyś z Montero, był dokładnie tego samego zdania“.

Atmosfera na stadionie w Donnas jest zdecydowanie spokojniejsza niż w Turynie. W oczekiwanie na trening można powspominać czasy piłkarskiej kariery: “Ważnym doświadczeniem był dla mnie pierwszy sezon we Florencji. Niewykluczone, że był to najlepszy rok w mojej karierze, ale kibice Fiorentiny nigdy nie wybaczyli mi gry w Juventusie“. Inaczej było w Espanyolu: “Prostolinijna mentalność, brak kultury podejrzeń, na trybunach całe rodziny, a do tego miasto tak piękne, jak Barcelona“. Torricelli cieplej niż stolicę Katalonii wspomina jednak Turyn: “To piękne miasto, z bogatą kulturą. Znakiem szczególnym są bulwary na Padem, charakterystyczne są także okolice położone u podnóża wzgórz. To bardzo zrównoważone miasto – mieszkałem w samym centrum, po przyjeździe z małego miasteczka chciałem upoić się życiem w metropolii. Jednak Turyn sprawia, że zachowujesz trzeźwość umysłu“.

Niebo nad ośrodkiem sportowym, gdzie rozmawiamy jest pełne słońca, a jednocześnie powietrze jest rześkie. Idealne warunki dla treningów. “Jestem zupełnie bez formy, nic nie robię” – utrzymuje Torricelli, ale patrząc na niego trudno dać mu wiarę. “Dzisiaj to miejsce wydaje się idealne do uprawiania sportu, ale wyobraź sobie zimę. Jest tak zimno!” – mówi, po czym zaczyna biec.

Autor: Davide Fantino
Tłumaczenie: dhoine
Źródło: HJ magazine (październik 2014)

Subskrybuj
Powiadom o
5 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
Maxwel
Maxwel
7 lat temu

Yeah, koszulka z logiem Sony, dobre wspomnienia, bardzo dobre !

JuvePerSempre
JuvePerSempre
7 lat temu

Przedostatnie zdjęcie w białym trykocie: Pirlo za 15 lat…

rufi8
rufi8
7 lat temu

Lubiłem go, podobnie jak Black Sabbath. Eh.. to były czasy, dominacja w Europie, choć “tylko” jeden triumf w Lidze Mistrzów w trzech finałach z rzędu.

Makiavel
Makiavel
7 lat temu

Chyba już nigdy żadna koszulka Juve nie będzie mi się tak dobrze kojarzyć, jak ta z logo Sony. Przyznam się, że wśród obrońców tamtego Juve nie był moim ulubieńcem (zresztą dzieciaki rzadko doceniają obrońców) ale pamiętam, że wtedy i jeszcze przez wiele lat mieliśmy obronę z prawdziwą ikrą, twardą, nieustępliwą, włoską w dobrym znaczeniu tego słowa (choć oczywiście nie złożoną z samych Włochów).

pussykillerxxl
pussykillerxxl
7 lat temu

Kozak jakich mało.. Mam nadzieję, że JUVE odbuduje swą legędarną potęgę obrony.. Są ku temu zaczątki. Danona jako firmy nigdy nie lubiłem, ale czasy z tym logiem – LEGENDARNE! :-]