#FINOALLAFINE

Lechia – Juventus 2:3. 20 lat później

Co, poza wspomnieniami, zyskali piłkarze Lechii Gdańsk na meczach z Juventusem Turyn? Władze PRL przyznały każdemu Złotą Odznakę Zasłużonego dla Budownictwa i Przemysłu Materiałów Budowlanych.

Słynnego przeciwnika Lechia poznała 6 lipca 1983 roku, podczas losowania pierwszej rundy Pucharu Zdobywców Pucharów w genewskim hotelu Interkontinental. W Juventusie Turyn grali wtedy włoscy mistrzowie świata z mundialu w Hiszpanii: Claudio Gentile, Antonio Cabrini, Geatano Scirea, Marco Tardelli i król strzelców Paolo Rossi. Były też zagraniczne gwiazdy Michel Platini i Zbigniew Boniek.
Zawodnicy Lechii poznali wyniki losowania nad Balatonem. Wyjazd z rodzinami na Węgry był nagrodą za wywalczenie Pucharu Polski. – Piłkarze poszli się opalać nad jezioro, a ja z kierownictwem słuchaliśmy Polskiego Radia w hotelu – wspomina ówczesny i obecny trener Lechii Jerzy Jastrzębowski. – Gdy usłyszeliśmy, że zagramy z Juventusem, najpierw pojawił się w naszych oczach strach, że się skompromitujemy. Szybko jednak zastąpiła go radość z gry przeciwko takiej drużynie. Wiadomość trzymaliśmy przed zawodnikami w tajemnicy aż do kolacji.
Trener powiedział nam o wynikach losowania w restauracji. Był tam włączony telewizor i w wiadomościach sportowych także podawali wyniki losowania,” mówi Lech Kulwicki, wtedy kapitan Lechii. “A więc to była prawda! Byliśmy szczęśliwi, ale zarazem stremowani, że przyjdzie nam zagrać z tak wyśmienitymi zawodnikami. Najbardziej cieszył się Andrzej Salach, bo jako jedyny postawił na Juventus w naszym drużynowym totku.

Papież z Lechią, ale szeptem

Lechia, aby dobrze przygotować się do meczów z Juve, w sierpniu pojechała na zagraniczne tournée. Biało-zieloni 10 dni spędzili we Włoszech, gdzie pokonali m.in. II-ligową Spezię 4:1.
Podczas tournée byliśmy na audiencji u papieża w Castel Gandolfo. Jan Paweł II podszedł do nas, a ja przedstawiłem mu wszystkich piłkarzy,” wspomina Jastrzębowski. “Papież powiedział mi, że życzy nam wygranej, ale mówi to szeptem, bo jak Włosi usłyszą, to go wyrzucą. Wszyscy zawodnicy byli u spowiedzi i przyjęli komunię, a papież podarował każdemu różaniec.

W połowie września lechiści wylądowali w Turynie. “Mieliśmy wyczarterowany samolot. Na pokładzie znalazło się 14 piłkarzy i ponad stu różnych działaczy,” pamięta ówczesny zawodnik Roman Józefowicz.
Przed wyjściem na boisko miałem nogi związane tremą,” wspomina Aleksander Cybulski. “Na trybunach Stadio Communale tłumy widzów, a my gramy przeciwko Platiniemu, Bońkowi i włoskim mistrzom świata z Rossim na czele. Na murawie szybko zapomniałem o nerwach. Ostro sfaulowałem Gentile. Za kilka minut odwdzięczył mi się podobnym zagraniem i na palcach pokazał, że jest 1:1. Od tego czasu obaj graliśmy czysto,” wspomina.
Remis był tylko w faulach. W obecności ponad 40 tysięcy kibiców na Stadio Communale w Turynie Lechia przegrała 0:7, ale swoją otwartą grą zdobyła sobie sympatię. “Do strzelenia pierwszego gola trener Trapattoni darł się na swoich piłkarzy. Potem pamiętam już tylko, jak spiker powtarzał kwestię “Penzo – gol” [ten zawodnik Juventusu zdobył 4 gole – red.]” opowiada Dariusz Wójtowicz.

Z Bońkiem pod prysznicem

Mimo puszczenia siedmiu goli sporo braw zebrał bramkarz Tadeusz Fajfer, broniąc rzut karny wykonywany przez Rossiego. Były bramkarz Juventusu, słynny Dino Zoff wyróżnił także młodego Jacka Grembockiego. “Tydzień przed meczem w Turynie brałem ślub i jako 18-letni żonkoś podchodziłem do meczu bezstresowo,” opowiada Jacek Grembocki. “Myślałem nawet, że będziemy w stanie skutecznie powalczyć z Juve. To właśnie było najpiękniejsze. Wszystkich zatkało, kiedy w szatni z wielką powagą zapytałem trenera, jaką dostaniemy premię za wyeliminowanie Juventusu,” dodał Grembocki, który na boisku pełnił rolę plastra Bońka.
Wszyscy byli dla nas bardzo sympatyczni. Po meczu otworzyły się drzwi naszej szatni, wszedł Boniek i powiedział, że woli się kąpać z nami. Omówiliśmy najciekawsze akcje meczu pod prysznicem,” mówi Kulwicki.
Włoscy tiffosi brawami żegnali odjeżdżający z piłkarzami Lechii autokar. W drogę powrotną nie udała się niemal połowa ze 100-osobowej grupy kibiców Lechii. Poprosili o azyl polityczny.

Prorok Rossi i kibice na drzewach

We wrześniu 1983 r. dla gdańszczan najważniejszy był jednak rewanż na stadionie przy ulicy Traugutta. Paolo Rossi na lotnisku w Rębiechowie, po wyjściu z samolotu PLL “Lot” Tu-134, przewidywał wynik 3:2 dla Juventusu.
Lechia trenowała na zgrupowaniu w Starogardzie Gdańskim. W dniu meczu, 28 września przed południem, odbyła się odprawa. Trener podał wyjściowy skład. “Nie dawałem moim zawodnikom specjalnych wytycznych, wiedziałem, że na stadionie będą tłumy ludzi i musimy im sprawić prezent, strzelając przynajmniej jednego gola, przypomina sobie Jastrzębowski. “Mimo, że ofensywna taktyka spowodowała w Turynie stratę siedmiu goli, mieliśmy znowu zaatakować bramkę Juve. Cały czas miałem w pamięci grupę chyba tysiąca osób, która kwiatami i szampanem witała nas po północy na Rębiechowie. Dla nich to robiliśmy.
Po odprawie autokar z piłkarzami Lechii, eskortowany przez jadące na sygnale milicyjne radiowozy, ruszył w kierunku Gdańska. Bramy stadionu zostały otwarte dla kibiców już o godzinie 11. Dwie godziny później nie było już ani jednego wolnego miejsca. Przybywający wciąż kibice zajmowali okalające stadion drzewa, tablicę świetlną i reklamy. Taki tłum robił wrażenie, tym bardziej, że dopiero co skończył się stan wojenny.

Miejsce dla Wałęsy, pardon dla Platiniego

Razem ze Sławkiem Rybickim wzięliśmy na siebie zorganizowanie przybycia na mecz Lecha Wałęsy i jego licznej świty,” wspomina Andrzej Kowalczys, wtedy pracownik poczty i działacz podziemia. “Skołowaliśmy bilety i byliśmy na stadionie kilka godzin przed meczem. Wałęsa jednak się nie pojawiał. Wokół nas kłębiły się tłumy desperacko szukających miejsca ludzi. Osaczeni, z każdą minutą traciliśmy kolejne zarezerwowane przez nas miejsca. Ostatecznie udało nam się zatrzymać tylko dwa, które zajął Wałęsa i jego ochroniarz Henryk Mażul,” opowiada Kowalczys.

Rozpoczął się mecz. Tłum kibiców oszalał z radości w 51. minucie, kiedy po rzucie rożnym piłkę przejął Marek Kowalczyk. Skozłowała po jego strzale przed bramkarzem Tacconim i wpadła do bramki. Był remis. W 63. minucie Jerzy Kruszczyński wykorzystał rzut karny i słynny Juventus przegrywał! “Byłem zdenerwowany, ale udało mi się w porę uspokoić,” wspomina popularny “Kruchy”. “Długo ustawiałem sobie piłkę, żeby zdekoncentrować Tacconiego. Nie zastanawiałem się, w który róg strzelać, tak jak zawsze poczekałem, aż bramkarz zrobi pierwszy krok. Gdy podbiegałem do piłki, na stadionie panowała martwa cisza, potem rozległ się wrzask radości.

Podobnie jak koledzy byłem wkurzony, że w Gdańsku od początku nie grał Platini. Chcieliśmy grać przeciwko najlepszym,” dodaje lechista.

Pięć minut po golu Kruszczyńskiego na boisko wszedł Francuz.
Pamiętam, że sfaulowałem Platiniego. Byłem bardzo młodym piłkarzem i kiedy uświadomiłem sobie, jak wielkiego piłkarza skosiłem, od razu podbiegłem do niego i z wielkim namaszczeniem próbowałem przeprosić. Po minie kolegów zorientowałem się, że musiało to śmiesznie wyglądać. Platini nic nie odpowiedział, wstał i grał dalej,” wspomina Wójtowicz.
Po wejściu Platiniego Juventus strzelił dwa gole i wygrał mecz 3:2. Kibice i tak byli zachwyceni, bo piłkarze obu drużyn stworzyli fantastyczne widowisko.

Koszulka od Zibiego i nowe ławki

Po meczu każdy z zawodników Lechii chciał wymienić koszulkę z którąś z gwiazd Juve. “Jeszcze przed meczem podszedłem do Zibiego, aby zarezerwować sobie jego koszulkę, było na nią bowiem wielu chętnych. Boniek zgodził się, pod warunkiem że nie będę go ostro kosić. Obaj dotrzymaliśmy słowa i koszulka Juventusu jest teraz moim najcenniejszym eksponatem w szafie,” opowiada Grembocki, dziś grający trener IV-ligowej Cartusii.

Niektórzy piłkarze Juve nie chcieli się wymienić na koszulki, ulegli dopiero po interwencji Bońka. “Dobrze, że tak się stało, bo dla piłkarzy to bardzo cenny suwenir. Potem grałem w barwach Lecha Poznań przeciwko Barcelonie na Nou Camp. Po meczu, gdy podeszliśmy do piłkarzy Barcy, aby wymienić się koszulkami, ci pokazali na kiosk na trybunach i powiedzieli, abyśmy sobie kupili,” wspomina Kruszczyński.
Mecz Lechii z Juventusem był wielkim, niektórzy uważają nawet, że największym wydarzeniem sportowym na Wybrzeżu. Zyskał na nim, co trudno sobie dzisiaj wyobrazić, stadion Lechii. Wybetonowano wszystkie miejsca siedzące i położono na nich drewniane ławki. Na wewnętrznych drogach pojawił asfalt, wyremontowano zaplecze pod trybunami – szatnie, sanitariaty i salkę konferencyjną. Nie było z tym problemu, bo Lechia była klubem budowlanym, a głównym wykonawcą remontu zostało Gdańskie Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych, którego dyrektorem był prezes Lechii Andrzej Januszewski.

Autor: Łukasz Pałucha

Źródło: www1.gazeta.pl

Wyszukał: Martin

Subskrybuj
Powiadom o
2 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
Joe
Joe
16 lat temu

Jestem kibicem śląska wrocław(wiec w polsce tez wisle i lechii) dlatego powiem tylko: trzej królowie wielkich miast:slask wiselka, lechia gdansk je*ac wszystkich trzech arka,pasy lech arka gdynia ku*wa swinia :):)

pawel1
pawel1
16 lat temu

lechia gdańsk kur…szajs.