#FINOALLAFINE

Los Angeles, Squadra Azzurra, Juventus i plany na przyszłość. Wywiad Giorgio Chielliniego dla The Athletic

Fot. Ettore Griffoni / Shutterstock.com

Mimo 39-lat na karku Giorgio Chiellini nie zwolnił tempa i z powodzeniem rywalizuje w amerykańskiej MLS. Doświadczony zawodnik rozegrał w tym sezonie aż 31 meczów, a ostatnio znalazł czas na spotkanie z Eliasem Burke z The Athletic.

Rozmowa rozpoczęła się od spraw bieżących, czyli sobotniego meczu przeciwko Columbus Crew – finałowego starcia rozgrywek MLS. Giorgio mówił o tym starciu następująco:

To będzie miły mecz dla fanów. Dla nas nie musi być aż tak przyjemny, bo rywale wiedzą, jak utrzymać się przy piłce i odnajdować przestrzenie na boisku. Ponadto są niebezpieczni w fazie przejścia z obrony do ataku i grają w dobrym tempie. Jeśli nasze szyki nie będą wystarczająco zwarte albo stracimy piłkę w ataku, mogą nas zranić. Znamy nasze mocne i słabe strony, a ja spodziewam się ciasnego meczu, jeśli nie padnie szybka bramka. Tak, czy inaczej, nie będzie raczej wyniku w stylu 5:4.

Ich trener – Wilfried Nancy – jest świetny. Poznałem go w Montrealu i pozytywnie mnie zaskoczył. Wtedy, w Kanadzie i – teraz – w Ohio – znacząco podniósł poziom swoich drużyn. Wiem, że sprzedali Lucasa Zelarayana, ale szybko znaleźli zastępstwo w osobie Diego Rossiego. Są aktywni w grze, a do play-offów przystępują w dobrej kondycji.

Kolejny wątek dotyczył już samego Chielliniego, jego początków w MLS oraz dalszych planów sportowych:

Europejscy piłkarze, którzy trafiają do MLS, często pojawiają się w Stanach w lipcu, więc pierwsze miesiące zawsze są ciężkie. W drugim roku pobytu jest dużo łatwiej. Sam czuję się obecnie lepiej niż to miało miejsce w drugiej połowie poprzedniego sezonu. Pamiętam moje pierwsze spotkanie przeciwko Nashville. Było bardzo gorąco, a ja czułem jeszcze trudy gry w Serie A. W tamtym momencie we Włoszech trwa okres przygotowawczy, ale w USA zawodnicy są w szczycie formy.

Czy sobotni mecz będzie moim ostatnim? Nie wiem. Klub jest bardzo otwarty w stosunku do mojej osoby, a to ważna rzecz. Muszę porozmawiać z rodziną i ustalić, co jest dla nas najważniejsze. Na pewno pozostanę w Los Angeles do czerwca, więc zobaczymy.

Kolejne pytanie dotyczyło różnic pomiędzy ligami europejskimi, a MLS. Chiellini potwierdził, że we Włoszech często jest pytany o te kwestie:

Wszystko wygląda tu inaczej. Życie, podejście do piłki i sam format rozgrywek. Play-offy zmieniają bardzo dużo, pomagają lepiej zarządzać siłami drużyny i skoncentrować się na tym, co najważniejsze. Gdy ta faza się rozpoczyna, czuć, że stawka staje się wyższa. Mecze są mniej otwarte, a zawodnicy bardziej skoncentrowani. W Europie jest inaczej, przed końcem sezonu można wypracować przewagę i podejść do ostatnich spotkań nieco lżej. W play-offach twoją jedyną przewagą jest stadion, który pomaga ci, gdy grasz u siebie.

Ten format bywa czasem używany w Europie przy okazji awansów i spadków, ale nie wiem czy sprawdziłby się na najwyższym poziomie. Na pewno nie byłoby łatwo go wprowadzić, ale jest ekscytujący i mógłby dać kibicom spektakularne końcówki sezonów. W Europie często zdarzają się wieloletnie serie dominacji jednej drużyny nad resztą ligi. Juventus wygrywał mistrzostwo dziewięć razy z rzędu, w Niemczech króluje Bayern, a we Francji PSG. Może play-offy pomogłyby nieco naruszyć takie hegemonię.

Następnie poruszono temat włoskich zawodników grających w MLS. Nie wszyscy zaadaptowali się do nowej ligi tak dobrze, jak Chiellini:

Miałem szczęście, że trafiłem na mój klub, a przenosiny do LA były dobrą decyzją. Federico Bernadeschi i Lorenzo Insigne trafili do MLS, przynosząc ze sobą wielkie oczekiwania, ale nie do końca potrafili pokazać swoją wartość i odcisnąć piętno na zespole Toronto. Trudno mi wyrokować, dlaczego tak się stało. Musiało stać za tym wiele czynników. Zmiana otoczenia nie jest łatwa, bo każdy ma nawyki z poprzednich lig i klubów. Mam nadzieję, że uda im się odrodzić, ale nie wiem, co będzie w przyszłości. Na pewno to dobrzy gracze i – w odpowiednim środowisku – mogą stać się ważnymi zawodnikami tej ligi.

Jesteśmy piłkarzami, ale przede wszystkim ludźmi. Mamy rodziny, a przeprowadzka za ocean to duża rzecz. Sądzę, że Lorenzo Insigne sprawdziłby się w Columbus. Ich gra przypomina nieco tiki-takę i jest pełna krótkich podań. To, co kazano mu robić w Toronto, nie było dla niego odpowiednie. Federico musiał przejść niewielką operację, ale w tym sezonie prezentował się całkiem dobrze. Jednocześnie, gdy drużyna dużo przegrywa, nie jest łatwo o motywację i wysokie morale.

W rozmowie nie mogło również zabraknąć tematu włoskiej kadry, która zagra na Euro 2024:

Zaczęliśmy nowy cykl z nowym trenerem i sądzę, że mamy przed sobą jasną przyszłość. W zespole nie ma wielkich gwiazd, ale na Euro 2021 też ich nie było. Nasza obrona i środek pomocy były solidne, a wokół dojrzewali Barella i Donnarumma. Na turniej przyjechaliśmy po długiej serii meczów bez porażki, a cała kadra była w dobrej formie. Przewinęło się przez nią wielu piłkarzy, a naszą siłą był kolektyw.

Przed turniejem liczyłem na ćwierćfinał, a faza grupowa poszła nam bardzo dobrze. COVID ograniczył liczbę widzów na trybunach, ale ich wsparcie było dla nas bezcenne. Z Austrią mieliśmy trochę szczęścia, ale potem byliśmy już tam, gdzie chcieliśmy dotrzeć. Mogliśmy zatem cieszyć się kolejnymi spotkaniami, aż do końca.

Jednym z moich następców w kadrze jest Bastoni. Bardzo się różnimy, ale ma ogromny potencjał. Technicznie jest nieco podobny do Bonucciego, to gracz wysokiej jakości. Jego rozwój jest bardzo dynamiczny, a on sam poprawia się od czasu, gdy pracował nad solidnością w defensywie i powtarzalnością pod okiem Antonio Conte. Nadal ma tylko 24-lata, a może być w piątce najlepszych na swojej pozycji w Europie. To świetna wiadomość, Italia zawsze miała takie filary, jak on i bardzo ich potrzebuje.

To prawda, że nasza drużyna może wydawać się słabsza niż kilka lat temu. Veratti jest teraz poza kadrą, bo próbujemy czegoś nowego, ale wciąż pozostaje jednym z najlepszych. Na pewno ma szansę na powrót i może się jeszcze przydać trenerowi. Jorginho pokazuje, że to możliwe, ale w naszej linii pomocy jest spora konkurencja. Brakuje nam za to „dziewiątki”, ale wierzę w młode pokolenie w osobach Raspadoriego i Scamakki. Immobile ma jakość, ale chciałbym, by pojawił się jeszcze jeden napastnik w dobrej formie. Grupa jest mocna, a trener z pewnością wniesie do niej powiew świeżości.

Przy okazji Scamakki pojawił się wątek gry Włochów na Wyspach Brytyjskich. Wielu z nich nie do końca radzi sobie w Premier League:

Ta liga jest ciężka dla każdego. Wymaga więcej niż 100% przygotowania fizycznego. Poziom jest wyższy niż w innych częściach Europy i niewielu potrafi szybko się do niego dostosować. Nie daje się tam dużo czasu na adaptację, a Gianluca był wcześniej tylko zawodnikiem Sassuolo, więc trudno było mu znaleźć powtarzalność na odpowiednim poziomie. To dobry gracz i zasługuje na czas i zaufanie, ale zdaję sobie sprawę, że celem są zwycięstwa, a konkurencja w składzie jest zażarta. Jeśli ktoś jest od ciebie lepszy, to on gra.

Decydują tu moim zdaniem wyłącznie sprawy sportowe. Scamacca mógłby mieć problem także w Interze, Juve czy Milanie. Pewnie potrzebowałby mniej czasu, bo znałby otoczenie, ale to wciąż zmiana poziomu. West Ham, w którym grał, dorównuje klasą najlepszym włoskim zespołom. Piłkarze z Wysp, którzy trafiają do Włoch są niesamowici pod względem fizycznym. Smalling, Tomori i Loftus-Cheek są w tym aspekcie trzy razy lepsi od większości włoskich ligowców. Dominują i niszczą rywali i nie jest łatwo znaleźć na nich sposób.

Ja sam nigdy nie byłem szczególnie blisko gry w Anglii. W moich najlepszych czasach pewnie ta liga byłaby dla mnie świetną opcją, ale gdy jesteś starszy, po prostu nie dasz sobie rady. To bardzo fizyczne rozgrywki i musisz w nich być swoją najlepszą wersją. Nie wiem, jak Thiago Silva daje radę grać tam w swoim wieku.

Na koniec wywiadu pojawiły się tematy związane z Juventusem, amerykańskimi zawodnikami Starej Damy oraz ewentualnym powrotem Giorgio do Turynu po zakończeniu kariery piłkarza. Czy obrońca odnalazłby się w roli trenera?

Widzę siebie jako kogoś, zajmującego się zarządzaniem w sporcie. Mam do tego odpowiednie wykształcenie. Praca trenera wymaga ogromnego poświęcenia, a w tej chwili nie czuję się na nie gotowy. Nie będę kłamał i powiem, że myślę o tym, by kiedyś znów pracować dla Juve. Nie wiem, jaka to byłaby posada, ale spędziłem tam pół życia i nadal jestem związany z klubem. Cieszę się z tego, że mają dobry sezon i czekam aż zobaczymy się w przerwie świątecznej. Ekscytuję się z powodu kolejnego powrotu na stadion, ale nie spieszę się z długofalowymi decyzjami. Życie w USA podoba się i mnie i mojej rodzinie.

W tym roku, w lidze, Juve jest solidne i powtarzalne. Ostatnio trochę im tego brakowało. Zobaczymy, czy uda im się dotrzymać kroku Interowi. Jeśli rywale zajdą daleko w Lidze Mistrzów, a w marcu Stara Dama będzie w dobrej sytuacji, to może uda się wskoczyć na pierwsze miejsce. Nie będzie jednak łatwo, a Nerazzurri pozostają faworytami. Reszta to grupa pościgowa.

Weston i Timothy są przemiłymi facetami. Jednego znam od lat, a z drugim poznałem się niedawno. Weah leczy teraz uraz, więc nie złapał ciągłości, a McKennie jest w dobrej formie. Cieszę się, że występuje regularnie. Zasłużył na to, to dobry gość. Sądzę, że nowe pokolenie amerykańskich piłkarzy jest gotowe na grę w Europie. Kolejne lata będą ciekawe dla kadry USA, bo w Stanach odbędzie się mundial, a do 2030 roku grupę będą tworzyć dwa różne pokolenia zawodników. Niełatwo jest wtedy wszystko właściwie ułożyć, ale sprawy wyglądają obiecująco. Na Mistrzostwach Świata 2026 wystąpi młoda drużyna i może spisać się naprawdę nieźle – podsumował Giorgio.

Giorgio Chiellini występuje w LAFC od 2022 roku. Dla tej drużyny obrońca rozegrał 44 mecze, w których zdobył jedną bramkę.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę JuvePoland!

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze