#FINOALLAFINE

Storia di un grande Maestro: Paolo Montero

W drugiej części cyklu „Storia di un grande Maestro” przyjrzymy się nietuzinkowej postaci, która w annałach Serie A i Juve zapisała się nie tylko złotymi zgłoskami, lecz także sporą ilością żółtych i czerwonych kartek. Bez wątpienia jeden z najlepszych środkowych obrońców przełomu lat 90-tych i 2000. Niski, waleczny, nieustępliwy, szybki, a do tego niemający skrupułów wobec napastników i zahamowań przed żadnym, nawet najbardziej brutalnym zagraniem. Panie i Panowie – przed wami Paolo Montero!

Paolo Montero – Urugwajczyk urodzony 3 września 1971 roku w Montevideo. Jako syn świetnego piłkarza, reprezentanta Urugwaju i uczestnika dwóch mundiali – Julio Waltera Montero Castillo, Paolo był wręcz skazany na futbol.

Biało-czarne liczby:

Paolo Montero w Juventusie występował w latach 1996-2005. W barwach Bianconerich rozegrał 277 meczów (22550 minut), w których strzelił 6 goli.

Początki kariery

Paolo rozpoczął karierę na zawodowym poziomie bardzo późno, bo dopiero w wieku 19 lat. Został wówczas zawodnikiem stołecznego Penarolu. Klub z Montevideo był dla niego idealnym miejscem do tego, by mógł ukształtować się jako środkowy obrońca. Montero trafił tam, gdy Carboneros przechodzili przez nieco słabszy okres w swojej historii. Penarol to najbardziej utytułowany klub w Urugwaju, który w momencie gdy trafił tam Montero był 38-krotnym mistrzem kraju, kilkukrotnym zwycięzcą i finalistą Copa Libertadores, a także trzykrotnym triumfatorem w Pucharze Interkontynentalnym. Biorąc pod uwagę tradycje Penarolu oraz trudną sytuację klubu na początku lat 90-tych, było to doskonałe środowisko do kształtowania się charakteru dla Montero.

Na przestrzeni dwóch sezonów młody Paolo rozegrał tam 34 spotkania zdobywając jedną bramkę, a przez swój nieustępliwy sposób gry i twardą postawę wobec napastników, zyskał sobie przydomek „Terminator”. Montero to obrońca starej szkoły, w myśl której piłka może przejść, ale zawodnik ją prowadzący, nigdy.

Niedługo po rozpoczęciu kariery klubowej Montero dostał się do reprezentacji. Jeszcze w trackie gry w Penralou, przed swoimi 20 urodzinami, piłkarz zadebiutował w kadrze Urugwaju, rozgrywając 45 minut w towarzyskim spotkaniu przeciwko Chile (2:1). Tak dynamiczne postępy zwykle nie uchodziły uwadze europejskich skautów, którzy stale obserwowali kluby z Ameryki Łacińskiej w celu pozyskania ich największych talentów.  W przypadku Montero dobra postawa w Primiera Division Uruguaya została dostrzeżona przez włodarzy Atalanty Bergamo, a głównym pomysłodawcą ściągnięcia Urugwajczyka do tej drużyny był Marcello Lippi. W Penarolu Paulo zdążył rozegrać 32 spotkania i jednokrotnie wpisać się na listę strzelców

Szef obrony La Dea

Sezon 1991/92 Atalanta Bergamo zakończyła w środku tabeli, na 10 miejscu. Nie zaspokajało to ambicji właścicieli klubu będącego w cieniu dwóch gigantów z Mediolanu, dlatego zdecydowano się na zmianę na stanowisku trenera. Bruno Giorgiego zastąpił 44-letni wówczas Marcelo Lippi, który dopiero zaczynał zapisywanie wspaniałej historii w Calcio. Poza bohaterem niniejszej biografii, do klubu z Bergamo  przybyli między innymi Leonardo Rodriguez z Olympique Marsylia, za którego zapłacono imponującą wówczas kwotę 4,8 mln euro oraz przesunięty z Primavery, znany nam doskonale — Alessio Tacchinardi.

Początki Paolo w Bergamo nie należały do najłatwiejszych. Ze względu na słabsze warunki fizyczne, Marcelo Lippi planował, że Urugwajczyk będzie występował u niego na lewej flance defensywy. Nie spodobało się to Paolo, który powiedział wówczas trenerowi, że „albo zagram jako środkowy obrońca albo nie zagram w ogóle”. Lippi nie chciał sadzać na ławce tak wartościowego zawodnika, a mając na uwadze jego trudny charakter nie chciał też wywoływać konfliktów w drużynie, którą dopiero co objął. Wszystko to spowodowało, że szkoleniowiec uległ argumentom urugwajskiego defensora. Ostatecznie stworzył on parę stoperów z bardziej doświadczonym Tebaldo Biglardim, a pierwszą asystę zaliczył w czwartym występie na boiskach Serie A, w meczu z Cagliari (2-1).

Trudny terminarz początku sezonu (mecze z Juve, Milanem i Interem w pierwszych pięciu kolejkach) dał się we znaki podopiecznym Lippiego. Tylko osiem punktów w pierwszych siedmiu kolejkach nie spełniało ambicji Atalanty. Przełamanie całego zespołu przyszło w ósmej kolejce w wygranym 3:2 meczu przeciwko Napoli.

Od tego momentu La Dea przegrywała rzadko, odnosząc cztery zwycięstwa w pięciu meczach (debiutancka bramka Montero przeciwko Udinese), a jej obrona której szefował Urugwajczyk była dla napastników rywala bardzo trudna do przejścia. W swoim pierwszym sezonie Paolo mógł pochwalić się wygranymi 3:1 z Romą i 2:1 z Juventusem u siebie, remisem 1:1 przeciwko Milanowi, a także drugim golem na włoskich boiskach, który dał zwycięstwo w meczu przeciwko Anconie (2:1). Ponadto Montero pokazał wszystkim napastnikom swój ogromny talent w realizowaniu założenia: „piłka może przejść, ale zawodnik nigdy” —  za sponiewieranie rywala w meczu z Interem, wyleciał z boiska z czerwoną kartką.

Ostatecznie Atalanta Bergamo zakończyła sezon na 8 miejscu, mając zaledwie punkt straty do Cagliari i szóstego miejsca, które premiowane było występami w Pucharze UEFA (mistrzostwo wygrał Milan). Dla wszystkich na Półwyspie Apenińskim tak dobry wynik klubu z Bergamo był niemałym szokiem. Marcelo Lippi, który zakończył sezon z bilansem 15 zwycięstw 8 remisów i 13 porażek, został nowym trenerem Napoli, a na jego miejsce w Atalancie zatrudniony został Francesco Guidolin.

Karuzela trenerska w Bergamo i spadek do Serie B

Nowy trener La Dea od samego początku nie potrafił dogadać się z charakternym Urusem. Manager znał jednak jakość Paolo, dlatego — mimo tarć — dawał mu występować po 90 minut w niemal każdym meczu. Współpraca obu panów okazała się dość krótka, ponieważ Guidolin wytrzymał na trenerskim stołku raptem 4 miesiące, a czarę goryczy przelała porażka 1:5 z Lecce na wyjeździe. Zastąpił go Cesare Prandelli, czyli człowiek, który miał Atalantę w sercu. Określenie to jest na miejscu, ponieważ Prandelli  spędził w Bergamo 6 sezonów jako piłkarz, a po zawieszeniu butów na kołku, od 1990 roku, był trenerem drużyn młodzieżowych.

Dawne związki z klubem i oddanie niebiesko-czarnym barwom okazały się jednak niewystarczające  — niedoświadczonemu, młodemu Prandelliemu nie udało zapanować się nad drużyną, która przegrywała mecz za meczem. Światełko w tunelu pojawiło się na przełomie roku 1993 i 1994, kiedy najpierw Atalanta ograła u siebie 2:1 Genoę, by następnie osiągnąć podobny rezultat na San Siro przeciwko Interowi. To było jednak… ostatnie zwycięstwo piłkarzy Prandelliego w tym sezonie. Atalanta zajęła kompromitujące 17 miejsce, które skutkowało degradacją klubu do Serie B. Tylko pięć zwycięstw i aż 18 porażek, druga najgorsza defensywa w lidze (65 bramek). Należy zaznaczyć, że za tak kiepską postawę trudno obwiniać tylko i wyłącznie 23-letniego wówczas Montero. W pamięci kibiców na pewno pozostała kolejna brutalna interwencja Urugwajczyka, tym razem kopiącego piłkarza Cagliari 9 stycznia 1994 roku (1:1).

W tym samym czasie Marcelo Lippi i jego Napoli zajęli  w lidze szóste miejsce dające awans do Pucharu UEFA (mistrzostwo znowu dla Milanu). Tak duży sukces zapewnił trenerowi posadę w Juventusie, a Jednym z jego pierwszych transferów do Starej Damy był Alessio Tacchinardi.

Wróćmy jednak do Montero. Rozgrywki Serie B nie zaczęły się dla La Dea zgodnie z oczekiwaniami fanów, którzy chcieli jak najszybciej ponownie dopingować swoją drużynę na najwyższym szczeblu rozgrywek. Zespół objął Emiliano Mondonico, który trafił tam z Torino, po zajęciu z tą drużyną ósmego miejsca w Serie A. W pierwszych 16 spotkaniach jego podopieczni zebrali tylko 16 punktów, wygrywając raptem dwa razy (w obu przypadkach Montero był poza kadrą drużyny). Mimo tych wyników można było dostrzec, że gra zespołu w obronie, którą dyrygował Urugwajczyk, zaczynała się zazębiać. W okresie od 29 października 1994 do 25 stycznia 1995 Atalanta straciła zaledwie pięć bramek w 11 spotkaniach, przegrywając tylko raz 0:1 z Hellasem Verona. W zremisowanym spotkaniu przeciwko Udinese Montero wpisał się na listę strzelców, a w drugiej połowie stycznia przyszło przełamanie – zwycięstwa z Cosenzą i Palermo dały ekipie Orobici paliwo na doskonałą drugą część sezonu.

Od 20 do 38 kolejki piłkarze Mondonico wygrywali mecz za meczem i posuwali się w górę tabeli. Z każdym kolejnym spotkaniem ich tifosi byli przekonani, że banicja do Serie B skończy się na jednym sezonie. Seria pięciu zwycięstw z rzędu została zahamowana w marcu, w spotkaniu przeciwko Anconie, ale mimo tej wpadki drużyna Montero konsekwentnie parła do celu. Tylko dwie porażki, cztery remisy i 12 zwycięstw, bilans bramkowy 38:18 zapewnił Atalancie ostatnie z premiowanych awansem do Serie A czwarte miejsce na koniec sezonu. Zespół zgromadził 66 punktów, a szczególnie imponujące było wyjazdowe zwycięstwo w 35 kolejce, czyli  5:1 z Piancezą, która ostatecznie wygrała tamte rozgrywki.

W promocji do Serie A swoją ważną rolę odegrał także Montero. Urugwajczyk był kluczowym elementem pomysłu Mondenico na grę w defensywie, a jego  dobra forma nie uszła uwadze selekcjonera reprezentacji Urugwaju – Hectora Nuneza. Trener ten powołał Paolo na towarzyskie spotkania przeciwko Hiszpanii 2:2 i Anglii 0:0, a zawodnik Atalanty rozegrał po 90 minut.

Gdy Montero świętował swój sukces, w Serie A na mistrzowski tron wrócił Juventus, który wyprzedził drugie w tabeli Lazio o 10 punktów. Debiut Marcello Lipiego na ławce Bianconerich okazał się zatem niezwykle udany, a czas pokazał, że przed naszymi piłkarzami otwierały się jeszcze piękniejsze perspektywy.

Sezon 95/96 – dobra jesień, przeciętna wiosna, Marcelo Lippi wzywa do Juve

Atalanta wywalczyła awans z ostatniego premiowanego miejsca, lecz styl w jakim zostało to osiągnięte dawał tamtejszym włodarzom nadzieję na to, że projekt pod przywództwem Emiliano Mondenico zmierza w dobrym kierunku. Drużyna została wzmocniona między innymi Christianem Vierim z Venezii, któremu skauci z Bergamo przyglądali się podczas rywalizacji na zapleczu włoskiej Ekstraklasy. Młody Bobo zdobył tam 11 bramek.

Ze względu na kontuzje, Montero nie był dostępny od początku sezonu. Podczas jego nieobecności zespół wydawał się nie notować złych rezultatów (wygrali z Romą czy zremisowali z Interem), ale dało się zauważyć, że drużyna traciła więcej goli, a droga do bramki La Dei, której strzegł wtedy Fabrizio Ferrona, stała się mniej wyboista.

Gdy tylko Paolo wyzdrowiał, błyskawicznie wskoczył do składu Atalanty. Po dobrej serii czterech zwycięstw z rzędu, która wywindowała drużynę na piąte miejsce w tabeli, kibice musieli przełknąć kilka gorzkich pigułek z rzędu— ich pupile przegrali kolejne sześć spotkań, w tym 1:5 z Lazio. Zespół z Gewiss Stadium wpadł w bardzo mocne wahania formy, które utrzymywały się do końca rozgrywek Serie A.

Mimo szarzyzny ligowej, drużyna Mondenico znacznie lepiej prezentowała się z rozgrywkach Coppa Italia. W 1/8 udało jej się po dogrywce wyeliminować Juventus, a następnie poradzić sobie z Cagliari (porażka 1-0 na Sardynii i wygrana 4:2 u siebie). Ich półfinałowym przeciwnikiem była Bologna, z którą zremisowali 1:1 i wygrali 2:0. W finale niestety okazali się słabsi od Fiorentiny, w której brylował Gabriel Batistuta. Viola nie pozostawiła Atalancie złudzeń, wygrywając oba mecze — 1:0 i 2:0. Mimo porażki dojście przez Atalantę aż do finału, było bez wątpienia jedną z piękniejszych historii Pucharu Włoch w latach 90-tych.

Ostatecznie La Dea zakończyła sezon na 13 miejscu. Juventus jako wicemistrz stracił scudetto na rzecz Milanu. Jednakże bianconeri powetowali sobie brak sukcesu na krajowym podwórku zwycięstwem w Lidze Mistrzów, w której finale wygrali po rzutach karnych z Ajaxem Amsterdam.

Montero zakończył sezon z 29 spotkaniami i 2 czerwonymi kartkami na koncie. Był też podstawowym środkowym obrońcą swojej reprezentacji w eliminacjach do Mistrzostw Świata we Francji.

Nie dziwi zatem, że parol na Urugwajczyka zagięły wielkie kluby — Juventus oraz Inter Mediolan Massimo Morattiego. Montero nie przedłużył umowy z Atalantą i można było go zakontraktować „za darmo”. Paolo był już po słowie z Interem, ale wtedy  do akcji wkroczył guru transferowy Starej Damy Luciano Moggi, który nakłonił 25 latka aby ten przeniósł się do Turynu. Na jego przenosiny mocno naciskał Marcelo Lippi, który bacznie przyglądał się rozwojowi swojego byłego podopiecznego.

Sezon 1996/97 – Scudetto i drugi finał Ligi Mistrzów

Pomimo wygranej w Lidze Mistrzów w Juve zaszły spore zmiany kadrowe. Z drużyny odeszli doświadczeni Fabrizio Ravanelli, Paolo Sousa czy Gianluca Vialli. Stara Dama dokonywała przemiany pokoleniowej. Poza 25-letnim Montero do Starej Damy dołączyli Alen Boksic z Lazio, klubowy kolega Urusa – Christian Vieri (9 goli w poprzednim sezonie), Zinedine Zidane, a także Marco Iuliano, który z czasem zostaje najlepszym przyjacielem bohatera niniejszej biografii.

Transfer do Starej Damy był dla Montero spełnieniem marzeń, na które ciężko pracował od początku swojego pobytu na Półwyspie Apenińskim. Po latach, w wywiadzie dla SkySport Italia tak wspominał ten czas: „Dołączyłem do drużyny, która przed chwilą wygrała Ligę Mistrzów – oglądałem ten finał u siebie w domu, w Urugwaju. Trafić do Juventusu i spotkać tych wszystkich ludzi, móc trenować z tymi Wielkimi Mistrzami. Pracować u boku Ciro Ferrari i Angelo Peruzziego, to był coś, wyjątkowe emocje. Zawsze powtarzam, że nauczyli mnie oni nie tylko pokornej pracy oraz tego, że nigdy nie istniało „ja”, istniało tylko „my”. Miałem szczęście przeżyć najlepszą w historii dekadę włoskiego futbolu. Zidane, Del Piero, Peruzzi, Ferrara, Deschamps. Jeśli nie byli najlepsi, to z pewnością byli w ścisłej czołówce”.

Urugwajczyk z miejsca wskoczył do pierwszego składu, grając u boku Ciro Ferrary. Blok defensywy uzupełniali grający na bokach Gianluca Pesotto oraz Moreno Toricelli. W pomocy Lippi nie miał deficytów na żadnej pozycji. Deschamps, Conte, Di Livio, Zidane, Jugović. Defensywy przeciwników nękali Del Piero, Vieri, Boksić i Padovano.

Bianconeri od początku sezonu dali do zrozumienia wszystkim rywalom, iż planują wrócić na mistrzowski tron, a także zagrać kolejny wspaniały sezon w Lidze Mistrzów. W pierwszych 14 kolejkach Stara Dama przegrała tylko raz przeciwko Vicenzie na wyjeździe, wygrywając między innymi z Interem i Bologną,a także remisując z Milanem i Romą. W grupie Ligi Mistrzów zdobyliśmy 16 punktów wygrywając dwumecze z Fenerbahce i Manchesterem United, a remisując tylko raz — z Rapidem Wiedeń 1:1 na wyjeździe (5:0 u siebie).

W międzyczasie, 27 listopada 1996 roku zdobyliśmy Puchar Interkontynentalny wygrywając w Japonii 1:0 z River Plate Buenos Aires (Bonano i niesamowite pokolenie młodych: Solari, Ortega, Gallardo, Aimar, Salas).

Od zwycięstw z Udinese i Hellasem w grudniu, nie opuściliśmy pierwszego miejsca w tabeli. W Coppa Italia eliminowaliśmy słabszych rywali, jednak w ćwierćfinale dużo lepszy od nas okazał się Inter (0:3 i 1:1). Odpadnięcie z Pucharu Włoch wyszło nam na zdrowie, gdyż bez konieczności rywalizacji na trzech frontach, dominowaliśmy w lidze. Od 5 stycznia i porażki z Parmą do samego końca sezonu przegraliśmy tylko raz, wstydliwie, 0:3 z Udinese u siebie. Dobrą formę prezentowaliśmy również w meczach przeciwko najważniejszym rywalom. Potwierdzają to remisy z Interem oraz Parmą, która rozegrała fenomenalną wiosnę i została wicemistrzem (w składzie Buffon, Sensini, Cannavaro, Thuram, Amaral, Zola, Crespo, Chiesa) oraz wielkie zwycięstwo 6:1 z Milanem na San Siro – koncert Jugovicia i Vieriego – po 2 bramki.

Kilka tygodni wcześniej, w lutym rozgrywaliśmy dwumecz o Superpuchar Europy, w którym naszym rywalem było PSG. W pierwszym meczu rozgromiliśmy ich aż 6:1, bez udziału Montero. W rewanżu Paolo zagrał 90 minut i razem z drużyną świętowali wygranie tego trofeum po zwycięstwie 3:1. 

W Lidze Mistrzów wyeliminowaliśmy w ćwierćfinale Rosenborg Trondheim (1:1 wyjazd i 2:0 u siebie). W półfinale rozbiliśmy w proch Ajax Amsterdam, wygrywając na wyjeździe 2:1 i pieczętując awans 4:1 u siebie. Niestety na drodze do obrony tytułu najlepszej drużyny w Europie stanęła nam Borussia Dortmund, która na Olympiastadion w Monachium wygrała z nami 3:1.

65 punktów i dwa oczka przewagi nad drugą Parmą dało nam 24 scudetto. Mieliśmy najlepszą defensywę w lidze, tracąc tylko 24 bramki w 34 spotkaniach. Daleko w tabeli sensacyjnie znalazły się Milan (11 miejsce) i Roma (12). W top6 poza Juve i Parmą były zespoły Interu Mediolan, Lazio, Udinese i Sampdorii Genua (najlepszy atak rozgrywek, aż 60 bramek, ponad 30 trafień autorstwa duetu Montella – Mancini).

W reprezentacji Montero i koledzy zawiedli, nie wychodząc z grupy zarówno w eliminacjach do Mistrzostw Świata jak i w Copa America.

Sezon 97/98 – trzeci finał Ligi Mistrzów i trzecie scudetto Lippiego

Pomimo świetnych rezultatów w szatni Starej Damy zachodziły kolejne zmiany. Z klubu odeszli Padovano, Vieri, Boksić czy Jugović a więc czołowi strzelcy oraz najlepszy asystent. Marcelo Lippi planował postawić w ofensywie na Alessandro Del Piero, którego gwiazda miała rozbłysnąć pełnym blaskiem w kampanii 97/98. Poza tym należało zrobić miejsce dla pozyskanego z Atalanty Bergamo za 10 milionów euro, świeżo upieczonego zdobywcę capo cannoniere – Filippo Inzaghiego, który w sezonie 96/97 zaliczył w lidze 24 trafienia. W tym okienku trafili do nas również Edgar Davids z Milanu, Daniel Fonseca z Romy oraz Alessandro Birindelli z Empoli, który z miejsca wskoczył na prawą obronę w wyjściowej jedenastce Bianconerich.

Kampanię rozpoczęliśmy od wygranej w Suppercopa, gdzie rozbiliśmy 3:0 Vicenzę. Również w Serie A jak i Lidze Mistrzów byliśmy bardzo mocni. Co prawda w Champions League przegraliśmy grupowe starcia na Old Trafford z Manchesterem United 2:3 oraz na De Kuip z Feyenordem Rotterdam 0:2, jednak zwycięstwa w pozostałych czterech spotkaniach dały nam 12 punktów i awans z drugiego miejsca (w sezonie 97/98 Liga Mistrzów liczyła 24 zespoły w fazie grupowej, podzielone na sześć grup po cztery drużyny. Do ćwierćfinałów awansowali zwycięzcy grup oraz dwa najlepsze drugie miejsca).

W lidze goryczy porażki zaznaliśmy dopiero 4 stycznia 1998 roku na San Siro przeciwko Interowi, w którym wówczas brylował Ronaldo Luis Nazario de Lima. W międzyczasie jednak konsekwentnie wygrywaliśmy większość spotkań, rozbijając po drodze Brescię 4:0, Bari 5:0, Udinese 4:1 czy Empoli 5:2. Duet Del Piero + Inzaghi funkcjonował doskonale. Jeśli chodzi o defensywę,  to Lippi rozpoczynał ustawianie tej formacji od Paolo Montero, jeśli tylko ten był zdrowy. Niestety bywało z tym różnie — w listopadzie i grudniu 1997 roku kontuzjowany Urugwajczyk ominął klika starć i musiał zastępować go — godnie wywiązujący się z tej roli — Mark Iuliano.

Po porażce z Interem drużyna Juve zareagowała w najlepszy z możliwych sposobów wygrywając kolejne pięć ligowych starć z rzędu. Od 25 stycznia i zwycięstwa 3:1 nad Atalantą wskoczyliśmy na pozycję lidera i nie oddaliśmy jej już do samego końca rozgrywek. Przegraliśmy tylko raz, z Fiorentiną 0:3 na wyjeździe. Wygrywając wyjazdowy mecz z Lazio, domowe potyczki z Interem i Milanem, a także remisując w Parmie, nie pozostawiliśmy rywalom złudzeń i zasłużenie sięgnęliśmy po 25 w historii Juve scudetto.

Bez wątpienia jednym z architektów tego sukcesu był Paolo Montero, który w kolejnym sezonie zdawał się potwierdzać, iż doskonale pasuje do filozofii Juve – najważniejsze jest zwycięstwo, styl jest drugorzędny. Lepiej niż w poprzednich sezonach szło nam w rozgrywkach Coppa Italia, jednak tutaj na drodze stanęło nam w półfinale Lazio, które później w finałowym dwumeczu okazało się lepsze od Milanu.

W Lidze Mistrzów niedawny triumfator i finalista tych rozgrywek — Juventus, zdawał się być zdeterminowany, aby po raz trzeci z rzędu zagrać w meczu wieńczącym turniej. Po zaskakującym remisie 1:1 z Dynamem Kijów w ćwierćfinale, rozbiliśmy rywala na ich stadionie 4:1. W półfinale przyszło nam się spotkać z AS Monaco, w którym wówczas brylowali tacy zawodnicy jak Fabien Barthez, Willy Sagnol, a także przyszły Juventini – David Trezeguet. 4:1 w Turynie i 2:3 w Monaco dawało nam awans do finału, który tym razem miał zostać rozegrany na stadionie Ajaxu Amsterdam 20 maja 1998 roku. Tam niestety tifosi Bianconerich musieli po raz kolejny przełknąć gorycz porażki, gdyż ulegliśmy Realowi Madryt 0:1 po zaciętym i wyrównanym spotkaniu. 6 finał w historii i 4 porażka – wydarzenia następnych 20 lat tylko utwierdziły nas w przekonaniu, iż Liga Mistrzów to dla Juve przeklęte rozgrywki.

W reprezentacji Montero rozegrał jedno spotkanie, w którym Urugwaj zremisował z Chile 2:2, a Paolo założył opaskę kapitana.

Warto zwrócić uwagę, iż sezon 1997/98 był pierwszym w dotychczasowej karierze Urugwajczyka na Półwyspie Apenińskim, w którym ten nie zobaczył żadnej czerwonej kartki.

Sezon 98/99 – Najgorszy rok w Juve?

Mistrzostwo, trzeci z rzędu finał Ligi Mistrzów, utrzymanie posiadanej kadry i wzmocnienie jej – przed startem kampanii 1998/99 wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, iż będzie ona udana zarówno dla Juve jak i dla samego Montero. Rzeczywistość okazała się jednak bardzo rozczarowująca dla wszystkich bohaterów tej opowieści.

Do Starej Damy dołączyli świeżo upieczony mistrz świata – Thierry Henry kupiony za 12,5 miliona euro z AS Monaco, a także obiecujący środkowy obrońca – Igor Tudor. Piłkarz wywalczył z Chorwacją brązowy medal Mistrzostw Świata, ale należy pamiętać że w kadrze Miroslava Blazevicia odgrywał marginalną rolę, wchodząc na końcówki kilku spotkań.

W trakcie przygotowań do sezonu Paolo odniósł lekki uraz, który wykluczył go z pierwszych spotkań sezonu. Ten zaczął się dla nas niedobrze – przegraliśmy mecz o Supercoppa z Lazio 1:2. W lidze rozpoczęliśmy od dwóch zwycięstw – 4:3 z Perugią oraz 1:0 z Cagliari (na ten drugi mecz do kadry wrócił już Montero). W międzyczasie rozpoczęliśmy też zmagania w fazie grupowej Ligi Mistrzów, w której trafiliśmy na Galatasaray, Rosenborg Trondheim oraz Athletic Bilbao – trzeba przyznać, że zestaw rywali, który nie powinien stanowić wielkiej przeszkody dla Juve, trzykrotnego finalisty tych rozgrywek  rzędu.

Tak się jednak nie stało, nasze pierwsze pięć spotkań grupowych w Champions League to… pięć remisów! Dopiero zwycięstwo w ostatniej kolejce 2:0 nad Rosenborgiem u siebie dało nam rzutem na taśmę pierwsze miejsce w grupie, które zajęliśmy tylko dzięki lepszemu bilansowi bramkowemu, gdyż Turcy i Norwegowie również zebrali po osiem oczek. W lidze co prawda przegraliśmy w trzeciej kolejce z Parmą, ale ogrywaliśmy pozostałych rywali, w tym Inter. Lippi konsekwentnie stawiał na zgraną ze sobą parę stoperów Montero – Ferrara. Urugwajczyk od początku rozgrywek dawał się mocno we znaki swoim rywalom, notorycznie zbierając żółte kartki. Kara dopadła go w dziewiątej kolejce, kiedy to — za zebranie czterech kartoników we wcześniejszych meczach — został wykluczony ze stracia z Udinese.

Z Zebrette zremisowaliśmy 2:2, ale po tym meczu coś się w naszej szatni załamało. Chwilę po nim kontuzji zerwania więzadeł krzyżowych doznał Alessandro Del Piero, dla którego sezon właśnie się zakończył. Juve wpadło w kłopoty, z których nie mogło już wyjść do końca sezonu. By przybliżyć czytelnikom jak słabo nam szło, wspomnę tylko, iż nie wygraliśmy pięciu kolejnych spotkań, nie strzelając nawet gola: 0:2 z Romą, (czerwona kartka Montero), 0:0 z Empoli, 0:3 z Bologną, 0:1 z Lazio, 0:1 z Fiorentiną (ponowna czerwona kartka Paolo za chamskie skrobanie po Achillesie Edmundo)…

Wydawało się, że światełko w tunelu zaświeciło po ograniu Salernitany 3:0, ale były to tylko złudzenia. Na San Siro na mecz z Milanem w następnej kolejce jechaliśmy jako 8 drużyna w tabeli. Zremisowaliśmy 1:1 a Montero… obejrzał trzecią czerwoną kartkę w tym sezonie, tym razem za zatrzymywanie podania ręką.

Z Coppa Italia, w ćwierćfinałowym dwumeczu, wyeliminowała nas Bologna. 7 lutego przegraliśmy u siebie 2:4 z Parmą w dosyć kompromitującym stylu (hat-trick Hernana Crespo). Był to ostatni dzień pracy w Juve dla Marcelo Lippiego, którego na trenerskim stołku zastąpił Carlo Ancelotti. Dał drużynie impuls do wygrania dwóch kolejnych spotkań i zremisowania z Interem, jednakże wszyscy dobrze wiedzieli, że uratowanie ligowego sezonu będzie arcytrudnym zadaniem. Liczono na powetowanie sobie tego w rozgrywkach Ligi Mistrzów.

O ile w Serie A nasz nowy szkoleniowiec szukał rotacji, odważniej wprowadzał do pierwszej drużyny Igora Tudora, sadzając na ławce Montero, o tyle w Lidze Mistrzów nie mógł zrezygnować z olbrzymich umiejętności i doświadczenia Urugwajczyka. W ćwierćfinale wyeliminowaliśmy Olympiakus Pireus (2:1 u siebie i 1:1 w Grecji). W półfinale trafiliśmy na Manchester United. Po 1:1 na Old Trafford i prowadzeniu 2:0 po 11 minutach rewanżu (2 bramki Pippo Inzaghiego), wydawało się, że 4 finał z rzędu dla Starej Damy stanie się faktem. Później jednak drużyna Sir Alexa Fergusona pokazała, że jest zdolna do odrabiania strat, w czym wydatnie pomogli jej nasi obrońcy. Najpierw Iuliano nie przeciął dośrodkowania z rzutu rożnego na głowę Roya Keana, a następnie Ferrara nie upilnował Dwighta Yorka, który w 35 minucie dał remis Czerwonym Diabłom. W przerwie Montero wszedł za Iuliano. Mieliśmy swoje okazje na zwycięstwo, jednak w 83 minucie to York przy pomocy szczęścia przedryblował naszych dwóch środkowych obrońców jednym zwodem, a potem położył Peruzziego. Nasz bramkarz w akcie rozpaczy powalił napastnika rywali na ziemię, ale i tak nie zdołał uratować sytuacji. Piłkę do pustej bramki skierował, podążający za akcją Andy Cole.

Koniec, porażka 2:3 i awans późniejszego triumfatora Manchesteru United do finału na Camp Nou. W Serie A ostatecznie zajęliśmy kompromitujące szóste miejsce, które uprawniało nas tylko do gry w barażach o możliwość startu w Pucharze UEFA. Scudetto zdobył Milan wyprzedzając o punkt Lazio. Prawo do gry w kwalifikacjach Ligi Mistrzów wywalczyły też ekipy Fiorentiny i Parmy, a przed Juve uplasowały się jeszcze Roma i Udinese. Z ekipą Udine mierzyliśmy się w barażu o szóste miejsce (po 54 punkty na koniec sezonu), jednak przegraliśmy dwumecz (1:1 u siebie i 0:0 na wyjeździe), co skutkowało zajęciem siódmego miejsca i… kwalifikacją do Pucharu Intertoto.

Dla Montero indywidualnie był to z pewnością słabszy sezon niż poprzednie. Dziewięć żółtych i trzy czerwone kartki, liczne błędy i głupie faule przyczyniły się do tego, iż nie znalazł on uznania w oczach selekcjonera Urugwaju – Victora Haroldo Pua. Kadra skompletowana głównie z graczy z rodzimej ligi, doszła w Copa America 99’ do finału, w którym uległa 0:3 Brazylii.

Sezon 1999/2000 – Scudetto stracone w ostatniej kolejce

Brak sukcesów, a także trudności w porozumieniu pomiędzy Carlo Ancelottim a niektórymi zawodnikami, musiały skutkować dużymi zmianami kadrowymi w Starej Damie. Zespół opuścili między innymi Angelo Peruzzi (Inter), Thierry Henry (Arsenal), Didier Deschamps (Chelsea) czy Angelo di Livio (Fiorentina). W ich miejsce zostali sprowadzeni Edwin van der Sar z Ajaxu i Sunday Oliseh z Ajaxu Amsterdam, Darko Kovacević z Realu Sociedad oraz Gianluca Zambrotta, mający za sobą świetny sezon w Bari. Bez dwóch zdań wzmocnieniem był również wracający do zdrowia Alex del Piero.

W nowej kampanii Carlo Ancelotti postanowił zmienić ustawienie drużyny z 4-4-2 na 3-5-2 rotowane na 3-4-3. Trójkę stoperów stanowili od początku Montero – Ferrara – Iuliano a wspomagali ich Zoran Mirkovic oraz co raz lepiej radzący sobie w stolicy Piemontu Igor Tudor. Ze względu na awans do Pucharu Intertoto, z którego można było uzyskać kwalifikację do Pucharu UEFA, rozpoczęliśmy kampanię 1999/00, w połowie lipca, gdy nasi krajowi rywale wygrzewali się na urlopach. Mierzyliśmy się z rywalami, z którymi pewnie nigdy nie mielibyśmy szansy grać, gdybyśmy nie spadli do Pucharu Intertoto. W 3 rundzie wyeliminowaliśmy (ledwo!) rumuńskie Cealhlaul Pietra Naemt. W półfinale czekali Rosjanie z Rostselmash Rostov, których rozgromiliśmy 4:0 na wyjeździe i 5:1 u siebie (dwie żółte i w efekcie czerwona kartka Montero w drugim meczu). W finałowym dwumeczu okazaliśmy się lepsi od francuskiego Rennes (2:0 i 2:2), dzięki czemu przedostaliśmy się „kuchennymi drzwiami” do Pucharu UEFA.

Poprzez złapanie odpowiedniego rytmu meczowego udanie rozpoczęliśmy rozgrywki Serie A. Co prawda w pierwszej kolejce zremisowaliśmy 1:1 z Regginą, a w czwartej ulegliśmy na wyjeździe 0:2 Lecce, lecz w pozostałych meczach rywale nie potrafili znaleźć pomysłu na nowy system gry Juve. W pierwszej części sezonu wygraliśmy 1:0 z Romą w stolicy, 3:1 z Milanem u siebie, bezbramkowo zremisowaliśmy z Lazio w Rzymie, a także ograliśmy 1:0 Inter Mediolan. System z trójką stoperów wydawał być się skrojony pod Montero. Doskonale uzupełniali się i asekurowali z Ferrarą oraz Iuliano, co skutkowało również znacznie mniejszą ilością żółtych i czerwonych kartek dla Urugwajczyka.

Puchar UEFA w tamtych czasach cieszył się bardzo dużym prestiżem, a wygranie go stawiano niemal na równi ze zwycięstwem w Pucharze Mistrzów. Grano wówczas systemem pucharowym – mecz i rewanż, gdzie lepszy w dwumeczu zespół przechodził do następnej rundy. Bez większych przeszkód uporaliśmy się z Omonią Nikozja i Lewskim Sofia. W trzeciej rundzie czekał na nas Olympiakos Pireus, mający niewyrównane porachunki z poprzedniej kampanii. Jednak i tym razem wygrywając 3:1 w Grecji i przegrywając 1:2 u siebie byliśmy lepsi od ekipy Eritrolefki (czerwono-biali, grecki przydomek ekipy z przedmieść Aten). W 1/8 trafiliśmy na Celtę Vigo, mającą w swoim składzie takich graczy jak Juanfran, Claude Makelele, Valerij Karpin, Aleksandr Mosotvoi czy Benny McCarthy. Po wygranej 1:0 u siebie do rewanżu przystępowaliśmy pełni optymizmu. Jednak był to jeden z najgorszych pucharowych meczów w wykonaniu Juve.

Zaczęło się fatalnie. Już w pierwszej minucie Mostovoi wbiegając w pole karne zrobił wiatrak z Gianluci Pesotto i wyłożył piłkę na 14 metr Claude`owi Makelele, 1:0 dla gospodarzy. W 32 minucie po rzucie rożnym nie popisał się Alessandro Birindelli, który nieporadnie próbował wybijać futbolówkę, a ta odbiła się od jego głowy i wpadła do siatki. Bramka samobójcza i 0:2. Na domiar złego, tuż przed gwizdkiem odsyłającym zawodników do szatni na przerwę, czerwony kartonik za uderzenie łokciem w twarz Karpina, ujrzał Paolo Montero.

Na początku drugiej połowy nie popisał się Edwin van der Sar, który wychodząc po piłkę na 16 metr wypuścił ją z rąk. Z prezentu skorzystał Benny McCarthy. Reprezentant RPA pogrążył nas w 69 minucie dobijając strzał Gustavo Lopeza. 0:4 i żegnamy się z europejskimi rozgrywkami w stylu, którego Turyn dawno nie zaznał, a z pewnością nie w czasach, gdy grał tam Paolo Montero.

Niepowodzenia w Europie nie odkuliśmy sobie w Coppa Italia. O ile udało nam się wyeliminować Napoli w 1/8, o tyle w ćwierćfinale na drodze stanęło nam Lazio, które wyeliminowało nas przez bramki na wyjeździe (3:2 w Turynie i 1:2 w Rzymie).

W Serie A od 18 kolejki i wygranej 2:0 z Regginą byliśmy liderem. Zadyszkę w postaci dwóch remisów 1:1 z Cagliari i Udinese na przełomie stycznia i lutego, ekipa Ancelottiego odbiła sobie w następnych kolejkach. Sześć zwycięstw z rzędu, w tym z Romą u siebie 2:1. W spotkaniu przeciwko giallorossim Montero obejrzał dwie żółte kartki w 30 sekund! Najpierw ręką zatrzymał podanie do wychodzącego na czystą pozycję Tottiego, a potem – dyskutując z sędzią – delikatnie pstryknął w nos Vincenzo Montellę. Za każde ze zdarzeń arbiter Stefano Braschi pokazał mu po żółtym kartoniku.

              

Załamanie formy przyszło w marcu, gdy najpierw ulegliśmy Milanowi na San Siro 0:2, a następnie przegraliśmy domowy mecz z Lazio 0:1. Mimo tych porażek, w dalszym ciągu byliśmy liderem Serie A, ale nasza przewaga nad goniącą nas ekipą Biancocellestich, prowadzoną przez Svena-Gorana Eriksona topniała. Wygraliśmy 2:1 z Interem na wyjeździe, 1:0 z Fiorentiną u siebie i wydawało się, że scudetto musi być nasze. W 32 kolejce jednak przegraliśmy z Hellasem Verona 2:0 co w połączeniu z wygraną Lazio 3:2 nad Venezią skutkowało, iż mieliśmy tylko dwa punkty przewagi nad Rzymianami. Wystarczyło wygrać dwie ostatnie kolejki. Po 33 serii spotkań i 1:0 z Parmą i dalej prowadziliśmy w tabeli, zatem do zgarnięcia mistrzostwa potrzebny był tylko jeden zwycięski mecz.

Dzień jego rozegrania, czyli 14 maja 2000 roku na długo pozostanie w pamięci tifosich Juve. Jechaliśmy do zajmującej 13 miejsce w tabeli Perugii, która nie wygrała trzech ostatnich spotkań. W meczu, w którym zmarnowaliśmy mnóstwo sytuacji, w którym byliśmy lepsi od rywala, przegraliśmy w kuriozalnych okolicznościach. 49 minuta i dośrodkowanie z rzutu wolnego niemal z połowy boiska w nasze pole karne. Niefortunna interwencja głową Zambrotty, piłka pod nogami Caloriego, strzał i piłka wpada obok zdezorientowanego Van der Sara. Mimo naporu na bramkę rywala wynik nie uległ zmianie. Zwycięstwo Lazio 3:0 nad Regginą sprawiało, że Rzymianie przeskoczyli nas w tabeli o 1 punkt i rzutem na taśmę zdobyli swoje pierwsze w historii scudetto!

Kompromitacja w Europie, Coppa Italia zakończona na ćwierćfinale i na koniec jeszcze scudetto przegrane w takich okolicznościach. Przyczyn utraconego mistrzostwa należy jednak szukać w porażkach wcześniejszych od tej z Perugią, szczególnie 0:1 z Lazio u siebie. Warto tu nadmienić, iż Sergio Cragnotti zgromadził w Rzymie prawdziwy dream team. Sinsa Mihajlović, Fernando Couto, Alessandro Nesta w obronie, Diego Simeone, Pavel Nedved i Juan Sebastian Veron w pomocy i atak, w którym brylowali szczególnie Simeone Inzaghi i Marcelo Salas, wspomagani przez bardziej doświadczonych Alena Boksicia i Fabrizio Ravanelliego.

Montero był podstawowym zawodnikiem kadry Urugwaju w meczach eliminacyjnych do Mistrzostw Świata 2002. W spotkaniu z Chile rozgrywanym 3 czerwca 2000 roku założył opaskę kapitana oraz strzelił bramkę dającą zwycięstwo 2:1.

Sezon 2000/01 – Rzym znowu triumfuje

W trakcie przygotowań do kolejnej kampanii Paolo Montero nabawił się poważnego urazu mięśniowego, który wykluczył go z gry na kilkanaście tygodni. Wówczas w ustawieniu z trójką stoperów zastępował go Marco Zanchi, który ograł się na wypożyczeniu w Vicenzie. Do Juve przyszedł również strzelec złotej bramki w finale Euro 2000 – David Trezeguet.

Nasza drużyna nieźle weszła w sezon wygrywając dwie pierwsze kolejki przeciwko Napoli (2:1) i Bari (2:0), a także remisując 2:2 z Milanem na San Siro. Potem przyszła niespodziewana porażka 1:2 z Udine u siebie. Montero wrócił do kadry na elektryzujący mecz szóstej kolejki z Lazio. Ostatecznie spotkanie zakończyło się rezultatem 1-1, a Ancelotti wpuścił Urusa na ostatnie 30 minut tej rywalizacji. W kolejnych spotkaniach nasz bohater wychodził w podstawowym składzie, a sytuacja, która miała miejsce w starciu przeciwko Interowi na wyjeździe przeszła do historii Serie A.

Mecz rozpoczął się idealnie dla fanów Starej Damy. W 7 minucie trójkową akcję Del Piero – Zidane – Trezeguet kończy ten ostatni.

3 minuty później Zidane uderzył nie do obrony lewą nogą i było już 2:0. Inter jednak szybko się otrząsnął i złapał kontakt za sprawą Laurenta Blanca, na głowę którego perfekcyjnie z rogu dorzucił Alvaro Recoba. Pod koniec pierwszej połowy bramkę wyrównującą zdobył Christian Vieri, jednak Stefano Braschi słusznie dopatrzył się tam faulu na Alessio Tacchinardim. Pod koniec pierwszej połowy spotkania doszło do sytuacji, o której wspominałem powyżej. W stójce w polu karnym Montero uderzył… pięścią Luigiego di Biagio, co umknęło uwadze arbitra. Mimo protestów internistów, Urugwajczyk nie został wyrzucony z boiska. Wiedząc, że jego obrońca ma dzisiaj swój „szalony czas” Ancelotti ściągnął go z boiska w 67 minucie.

Chwilę później jednak zemsty dokonał di Biagio, który huknął z 40-metrów z rzutu wolnego. Futbolówka po drodze odbiła się od naszego muru i wpadła do bramki Van der Sara. Ostatecznie remis 2:2, a w całej Italii wrze od kontrowersji związanej z idiotycznym zachowaniem Montero, któremu boisko pomyliło się z bokserskim ringiem. To co uszło uwadze Branschiego, nie umknęło telewizyjnym powtórkom i całe Włochy mogły dobrze obejrzeć te sytuację. Montero za swoje zachowanie został zawieszony przez Sąd Arbitrażowy na 3 spotkania. W ciekawy sposób całą sytuację skomentował Gianni Agnelli, który powiedział do Montero: „Paolo, w ogóle mi się to nie podobało. Nie podobało mi się dlatego, że dobry bokser takim uderzeniem powaliłby go na murawę”. Po całym zajściu Urugwajczyk zyskał sobie przydomek „Pigna” czyli szyszka.

Ze względu na uraz, Paolo nie pomógł zespołowi również w Lidze Mistrzów. Te rozgrywki w sezonie 2000/01 to dla nas kompromitacja. Sześć punktów, tylko jedno zwycięstwo i ostatnie miejsce w grupie z Hamburgiem SV, Panathinakosem Ateny i Deportivo La Coruna. W Serie A pod nieobecność Urugwajczyka nasza drużyna wygrała 1:0 z Parmą i 4:1 z Lecce, a także zremisowała 3:3 z Fiorentiną i bezbramkowo z Romą. Jego powrót natchnął drużynę do jeszcze lepszej gry. Między 14 a 23 kolejką przegraliśmy tylko 1:2 z Atalantą oraz 1:4 z Lazio, wygrywając wszystkie pozostałe spotkania, w tym z Milanem u siebie 3:0. Na nasze nieszczęście równie mocno punktowała AS Roma, która po 23 kolejkach miała nad nami aż siedem punktów przewagi.

Mimo iż od meczu z Lazio nie przegraliśmy już ani razu oraz ograliśmy u siebie 3:1 Inter, zremisowaliśmy 2:2 z Romą,  zaliczając na ostatniej prostej pięć zwycięstw z rzędu, to ostatecznie na koniec sezonu ponownie zameldowaliśmy się na drugim miejscu. Scudetto trafiło po raz pierwszy w historii do Giallorossich, a drugi raz rzędu do ekipy ze stolicy. Na koniec sezonu drużyna, w której brylował duet Totti – Batistuta nieco zwolniła i rzadziej wygrywała, ale dzięki przewadze z pierwszej części sezonu zakończyła rozgrywki 2 punkty przed Juve. W top4 były również Lazio i Parma, a miejsca 5 i 6 podzieliły między siebie ekipy z Mediolanu.

Montero zaraz po zakończeniu ligowego sezonu poleciał do Ameryki Południowej, gdzie był filarem swojej reprezentacji, która do samego końca walczyła o przepustkę na nadchodzący mundial w Korei i Japonii. Sezon zakończył bez czerwonej kartki, ale zawdzięcza to tylko i wyłącznie temu, ze przed 20 laty nie funkcjonował system VAR, który bez wątpienia wyłapałby jego bokserskie zachowanie.

Sezon 2001/02 – powrót Lippiego i rewolucja kadrowa

Pobyt Carlo Ancelottiego w Turynie zakończył się klapą. Brak scudetto, brak Coppa Italia, kompromitacje na europejskiej arenie. Wszystko to musiało wywołać potężne zmiany w stolicy Piemontu. Pierwszą była zmiana na stanowisku trenera. Do Juve 1 lipca 2001 roku wrócił Marcelo Lippi. Katalizatorem zmian kadrowych był… Real Madryt i Florentino Perez, który budował wielkich Galacticos. W lipcu 2000 ustanowił on rekord transferowy sprowadzając za 60 milionów z Barcelony Luisa Figo. Rok później postanowił iść jeszcze dalej i wyłożył bagatela 77,5 mln euro na Zinedina Zidane. Była to oferta z kategorii „nie do odrzucenia”. W połączeniu z odejściem Pippo Inzaghiego (36 mln) do Milanu, Bachiniego (15 mln) do Parmy, Kovacevicia (15 mln) do Lazio oraz Van der Sara (10 mln) do Fulham, włodarze Juve zgromadzili potężne środki, które zamierzali zainwestować w nowych zawodników.

Do Juve trafili wówczas Gianlugi Buffon (53 mln) i Lillian Thuram (36 mln) z Parmy, Pavel Nedved (45 mln) i Marcelo Salas (25 mln) z Lazio, Cristian Zenoni (15 mln) z Milanu, a także Nicola Amoruso (5,5 mln) z Napoli. Warto tu zatrzymać się przy odejściu Zidane`a, który był najlepszym – obok Marka Iuliano – przyjacielem Montero w Juve. To z Zizou Paolo najczęściej balował we włoskich klubach, nierzadko stając w jego obronie, gdy sytuacja tego wymagała. Na temat genialnego francuskiego pomocnika powiedział: „Zizou był zarówno jednym z najlepszych, jak i najskromniejszych zawodników na swoim poziomie. Do Juve co roku dołączało wielu wielkich piłkarzy, jednak on jako człowiek był niezwykły. Niemożliwym było go nie kochać”.

Stara Dama weszła w sezon bardzo dobrze wygrywając pierwsze 3 mecze – 4:0 z Venezią, 2:0 z Atalantą oraz 3:2 z Chievo Verona. Lippi przywrócił ustawienie z czwórką obrońców w jednej linii a partnerem Monetro na środku defensywy był Lilian Thuram. W 4 kolejce, w zremisowanym bezbramkowo meczu przeciwko Lecce, Montero znów przypomniał dlaczego nazywany był we Włoszech „Terminatorem”. W ostatniej akcji meczu po dośrodkowaniu z rzutu rożnego uderzył w głowę Antonio Chimentiego, który złapał piłkę w rękawice. Za swoje zachowanie został zawieszony na 2 kolejne spotkania.

To zdarzenie zbiegło się ze słabszą dyspozycją piłkarzy Starej Damy, którzy w siedmiu kolejnych spotkaniach wygrali tylko raz, 3:1 przeciwko Parmie, remisując z Torino, Bologną, Interem i Hellasem oraz przegrywając z obiema ekipami z Rzymu. W trzech z wymienionych tu listopadowych spotkań, drużyna musiała sobie radzić bez Montero, który wyleciał na baraże do Mistrzostw Świata. Urugwaj, który zajął piąte miejsce w swojej strefie miał zmierzyć się z Australią. Paolo w obu spotkaniach wyprowadzał swoją reprezentację na plac gry z opaską kapitana na ramieniu. Porażka 0:1 na Antypodach i wygrana 3:0 w Montevideo dała Urusom awans do mundialu.

Równolegle toczyła się rywalizacja w Lidze Mistrzów, gdzie naszymi przeciwnikami w grupie były drużyny Celticu Glasgow, Rosenborgu Trondheim oraz FC Porto. W piątek kolejce przeciwko ekipie Smoków, wygranym 3:1, Montero wpisał się na listę strzelców, trafiając do siatki głową po dośrodkowaniu Del Piero z rzutu rożnego. Ostatecznie wygraliśmy grupę z 11 punktami, trafiając tym samym do drugiej fazy grupowej z Bayerem Leverkusen, Arsenalem oraz Deportivo. Tam na wiosnę przegraliśmy aż 3 spotkania i zajęliśmy ostatnie miejsce, nie kwalifikując się do półfinałów.

Po powrocie do Włoch Montero nabawił się kontuzji w meczu z Milanem (1:1), który musiał opuścić w przerwie. Mieliśmy jednak bardzo mocną i wyrównaną kadrę, co zaowocowało serią 6 wygranych z rzędu – 4:0 z Brescią, 3:0 z Udine, 2:1 z Venezią, 3:0 z Atalantą, 3:1 z Chievo oraz 3:0 z Lecce (w tym ostatnim spotkaniu Paolo rozegrał już 90 minut). W międzyczasie wyeliminowaliśmy z Pucharu Włoch Sampdorię oraz Atalantę, a naszym półfinałowym rywalem był Milan.

Przeszliśmy Rossonerich wygrywając 2:1 na ich terenie oraz remisując 1:1 u siebie. W marcu u Montero odnowił się uraz mięśniowy. Wrócił do gry w 29 kolejce, w której 1:1 zremisowaliśmy Lazio u siebie. Ostatnia prosta sezonu zapowiadała się pasjonująco. Stawce przewodził Inter (62 punkty), za nim Roma (59) i Juve (56). W 30 serii spotkań punkty stracili obaj nasi rywale, Roma zremisowała z Vicenzą a Inter niespodziewanie przegrał u siebie 1:2 z Atalantą. My byliśmy na zwycięskim szlaku i rozgromiliśmy Peruggie 4:0. W 31 kolejce wygrali wszyscy walczący o scudetto, a nam udało się ograć Milan 1:0 po bramce rezerwowego – Jose Chamota. 32 kolejka to ponowna strata punktów przez naszych rywali, Inter zremisował z w Weronie z Chievo, Roma u siebie z Milanem a my przywieźliśmy trzy oczka z Piacenzy. Po tej serii spotkań tabela wyglądała następująco: 1. Inter (66), 2. Juve (65), 3. Roma (64). Odległości pomiędzy klubami w czołówce nie zmieniły się po przedostatniej kolejce, kiedy to wszystkie drużyny wygrały swoje mecze. Ten stan rzeczy oznaczał, że walka o tytuł rozstrzygnie się na ostatniej prostej.

Jest 5 maja 2002 roku. My gramy w Udine, Roma w Turynie z naszym lokalnym rywalem, a Inter jedzie do Rzymu, na mecz z „zaprzyjaźnionym” Lazio. Na temat tej kolejki i wywalczonego w niej wywalczonego mistrzostwa, napisano już wiele, ale przeżyjmy to jeszcze raz. Po szybkich bramkach Del Piero i Treze spokojnie prowadziliśmy 2:0 z Udinese. W międzyczasie Inter też był pewny swego, bo prowadził w Rzymie z Lazio 2:1. Wszystko jednak zmieniło się w drugiej połowie. Roma w końcu strzeliła swoją bramkę w Turynie, natomiast Lazio zniszczyło pewny siebie Inter, wygrywając ostatecznie 4:2 i dając scudetto Juventusowi! Niedługo później jedziemy do Parmy, którą ograliśmy 2:1 w pierwszym finałowym meczu Coppa Italia z wielkimi nadziejami na dublet. Jednakże Gialloblu wygrali z nami 1:0 i przez bramkę strzeloną na wyjeździe wywalczyli Puchar Włoch.

Wracając do ligi, to królami strzelców zostali ex aequo David Trezeguet i David Hubner, którzy po 24 trafienia. Czwarte miejsce w tabeli dla Milanu, Piąte dla rewelacji rozgrywek Chievo Verona a szóste dla Lazio. Dla Montero nie był to udany sezon. Kontuzje sprawiły, że rozegrał on tylko 27 spotkań. Kiedy jednak grał, to znacznie rzadziej niż w poprzednich latach łamał przepisy. Kampanię zamknął z dorobkiem zaledwie jednej żółtej i jednej czerwonej kartki.

Paolo jako czołowy obrońca swojej reprezentacji pojechał z nią na mundial do Korei i Japonii. Zagrał po 90 minut we wszystkich meczach fazy grupowej, w której Urusi mierzyli się z Danią (1:2), Francją (0:0, opaska kapitana) i Senegalem (3:3). Ostatecznie zajęli trzecie miejsce z zaledwie dwoma punktami i zakończyli swój udział w Mistrzostwach Świata na fazie grupowej.

Sezon 2002/03 – trzeci finał Ligi Mistrzów w karierze

Przed kampanią 2002/03 składu Juve nie opuścił żaden znaczący piłkarz. Dokonaliśmy za to kilku zakupów, do klubu dołączyli m. in.: defensywny pomocnik z Perugii Fabrizio Miccoli z Ternany oraz Marco di Vaio z Parmy, a także mający za sobą świetny sezon w Hellas Verona, bohater pierwszej części cyklu, czyli Mauro German Camoranesi.

Sezon rozpoczęliśmy od „zemsty” na Parmie, którą tym razem ograliśmy 2:1 w meczu o Superpuchar Włoch po dwóch bramkach Del Piero. Montero zagrał wtedy 90 minut, a w toku rozgrywek Lippi uczynił go głównym punktem obrony. Mimo obecności w kadrze leciwego, ale wciąż dającego jakość Ferrary, Tudora, Iuliano, Pesotto, Birindellego, Thurama czy Zambrotty oraz rotacji tymi zawodnikami, 31-letni wówczas Montero był pewniakiem, który występował zawsze, gdy był zdrowy.

W ligę weszliśmy piorunująco, nie przegrywając w pierwszych 12 meczach, a wygrywając siedem z nich, w tym z Milanem u siebie. W 5 kolejce, w meczu przeciwko Como, Montero zaliczył jedną z niewielu asyst w swojej karierze. Jak rasowy skrzydłowy przedarł się lewym skrzydłem i perfekcyjnie dorzucił piłkę na głowę Marcelo Zalayety w 88 minucie.

To trafienie uratowało nam punkt z beniaminkiem. W tej edycji Ligi Mistrzów, w pierwszej fazie grupowej trafiliśmy na Feyenoord Rotterdam, Dynamo Kijów oraz Newcastle United. Paolo rozegrał trzy pierwsze tego etapu turnieju, z następnych wykluczyła go kolejna kontuzja, przez którą opuścił cały październik. Na przełomie listopada i grudnia zaliczyliśmy zadyszkę ligową, po kolei remisując 1:1 z Bologną i 2:2 z Romą, a następnie przegrywając 0:2 z Brescią i 1:2 z Lazio. Komplikowało to naszą pozycję w tabeli, w której po 14 seriach gier zajmowaliśmy 5 miejsce z 6 punktami straty do Milanu.

Lippi jednak poukładał drużynę i tchnął w nią nowego ducha, czego efektem były 4 ligowe zwycięstwa z rzędu, a także pewny awans z grupy w Lidze Mistrzów. W drugiej rundzie grupowej trafiliśmy na Manchester United, Basel i Deportivo La Coruna. Co prawda przegraliśmy oba mecze z ekipą sir Alexa Fergusona, ale dzięki lepszym bilansom w spotkaniach z pozostałymi rywalami wygraliśmy „małą tabelę” (my, Basel i Depor mieliśmy po 7 punktów) i z drugiego miejsca awansowaliśmy do ćwierćfinału, gdzie już czekała na nas FC Barcelona. Warto nadmienić, iż w spotkaniu przeciwko Basel wygranym 4:0, Montero zdobył bramkę na 2:0, dobijając z najbliższej odległości potężną bombę Del Piero z rzutu wolnego. 

W międzyczasie odpadliśmy z Coppa Italia po dwumeczu z Perugią – na oba spotkania Lippi desygnował mocno rezerwowy skład, stawiając nacisk na scudetto oraz sukces w Lidze Mistrzów.

W lidze byliśmy nie do zatrzymania i kontynuowaliśmy zwycięską passę. Po wygranej 3:0 z Interem na początku marca umocniliśmy się na pozycji lidera, której nie opuściliśmy już do końca sezonu. Od porażki z Lazio w grudniu do zakończenia kampanii, przegraliśmy tylko jeden ligowy mecz, 1:2 z Milanem na wyjeździe. Nierówna forma rywali i nasze regularne punktowanie miało nam zagwarantować 27 scudetto w historii!

Skupmy się jednak na rozgrywkach Champions League, gdyż w nich byliśmy świadkami fantastycznych dwumeczy z hiszpańskimi rywalami, do pokonania których przyczynił się również Paolo Montero. 9 kwietnia i pierwszy mecz ćwierćfinałowy na Stadio delle Alpi. Od początku przeważamy, czego efektem była 15 minuta i dośrodkowanie Nedveda z lewej strony pola karnego. Montero delikatnie trącił piłkę głową, ta spadła na 5 metr do Del Piero, który przewrotką próbował zaskoczyć Roberto Bonano. Jego strzał zablokowali obrońcy, ale futbolówka spadła pod nogi Paolo, który nie kalkulując uderzył z pierwszej po długim rogu, strącając pajęczynę z okienka! Prowadziliśmy 1:0!  Goście przez długi czas nie mogli znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Buffona, aż przyszła 78 minuta. Thiago Motta podał z lewej strony w pole karne, a tam Javier Saviola nieupilnowany przez Ferarrę przyjął i z najbliższej odległości, pomimo wślizgu Montero wepchnął piłkę do bramki.

Rewanż na Camp Nou zapowiadał się pasjonująco. Był to bardzo ostry mecz, obfitujący w wiele starć pomiędzy rywalami, czego dowodem jest, aż 8 żółtych kartek pokazanych piłkarzom obu drużyn przez Grahama Polla. Jedną z nich w 21 minucie obejrzał Montero. Na początku drugiej połowy mieliśmy olbrzymie szczęście, kiedy to Luis Enrique przekładanką minął Montero i będąc sam na sam z Buffonem posłał strzał obok słupka, z 10 metrów. Niewykorzystane sytuacje się mszczą i tym razem to piłkarskie prawidło było po naszej stronie. Nedved fenomenalnie przedarł się lewą stroną w pole karne Katalończyków i posłał piłkę do siatki mocnym strzałem przy bliższym słupku. Kwadrans później wyrównał Xavi, a dla nas sytuacja mocno skomplikowała się w 80 minucie. Za faul taktyczny z boiska wyleciał wtedy Davids, który chwilę wcześniej sam został wycięty równo z trawą przez Luisa Enrique.

Dogrywka to napór Barcelony, która jednak nie potrafiła przedrzeć się przez naszą znakomicie zorganizowaną obronę, wzmocnioną Tudorem, który wszedł za Del Piero. W końcu przyszła 114 minuta i fantastyczne dogranie z prawej strony od Alessandro Birindellego, które trafiło na buta Marcelo Zalayety. Nasz super rezerwowy zapewnił nam zwycięstwo i awans do półfinału, w którym mieliśmy zmierzyć się z Galaktycznym Realem Madryt. Wybaczcie drodzy czytelnicy tak rozległy opis tego dwumeczu, lecz pamięć o nim jest we mnie wciąż żywa i elektryzująca. Miałem wówczas 13 lat i patrzyłem w telewizor na przemian rwąc włosy z głowy i otwierając buzię ze zdziwienia.

Montero ominął mecz w Hiszpanii, co pewnie pomogło Realowi wygrać z nami 2:1. Rewanż jednak to fenomenalny mecz w naszym wykonaniu, jeden z najlepszych jakie pamiętam. Bramki Del Piero i Trezeguet, obroniony rzut karny Figo, fenomenalna kontra i wykończenie Nedveda na 3:0. Królewskim nic nie dała nawet bramka Zidana w 89 minucie. Pełen mecz Montero i mogliśmy świętować awans do finału. Czwartego w ostatnich 8 sezonach dla Lippiego i Starej Damy, 3-ciego dla Montero.

Co do finału, to nie zamierzam obszernie referować, gdyż są to bardzo bolesne wspomnienia. Ze względu na kartki z półfinału zagrać nie mógł mój ukochany Pavel Nedved. 0:0 po 120 minutach i rzuty karne, w których lepsi okazali się Mediolańczycy. Jednym z tych, którzy po naszej stronie zmarnowali swoją 11-kę był Paolo Montero. 7 finał Ligi Mistrzów w historii i 5 porażka…

Ligę zakończyliśmy z dorobkiem 72 punktów. Za nami uplasował się Inter (65 oczek), Milan (61), Lazio (60), Parma i Udinese po 56. Królem strzelców został Vieri z 24 golami, a nasz najlepszy strzelec Del Piero miał 16 bramek na koncie. Dla Montero indywidualnie był to jeden z najlepszych sezonów w karierze – dwa gole i asysta, bez czerwonej kartki i tylko sześć żółtych w 34 meczach.

Sezon 2003/04 – powolny zmierzch Urugwajczyka i demolka Tottiego

Mieliśmy bardzo mocną kadrę, w której jednak zaszły pewne zmiany. Dołączył do nas Nicola Legrottalie, który miał zastąpić co raz starszego Ciro Ferrarę. Do Barcelony odszedł Edgar Davids, w miejsce którego sprowadzono Stephana Appiaha z Parmy (w sezonie 2002/03 wypożyczony do Brescii). Na ławce trenerskiej swoją misję kontynuował Marcelo Lippi.

Start sezonu to ponowny mecz o Superpuchar, w którym zmierzyliśmy się z Milanem. Tym razem to my lepiej egzekwowaliśmy rzuty karne, do których doszło po remisie 1:1. Montero nie zagrał w tym spotkaniu. Był za to naszym etatowym obrońcą w Serie A, w której z pierwszych 10 kolejek wygraliśmy aż 8 spotkań pozostałe 2 remisując. Gazu nie starczyło jednak na mecz z Interem w 11 kolejce, który na naszym stadionie ograł nas 3:1 (bramka Montero). Gorzką pigułkę porażki przełknęliśmy również tydzień później na Stadio Olimpico, gdzie Lazio pokonało nas 2:0.

Grupa w Lidze Mistrzów złożona z takich rywali jak Galtasaray, Olympiakos i Real Sociedad nie stanowiła dla nas większego wyzwania. Przegraliśmy tylko 1 mecz w Turcji, raz zremisowaliśmy w Hiszpanii, a pozostałe spotkania wygraliśmy (m.in. gromiąc 7:0 Greków na naszym stadionie). W lidze szybko otrząsnęliśmy się z dwóch porażek i wróciliśmy na zwycięski szlak. Na półmetku rozgrywek mieliśmy 39 oczek i zajmowaliśmy 3 miejsce z trzema punktami straty do Milanu i Romy. Dobrze szło nam również w Coppa Italia, z którego odprawiliśmy Sienę i Perugię a w półfinale mieliśmy mierzyć się z Interem.

8 lutego 2004 roku, pojechaliśmy na mecz z Romą. Okazało się, iż był jeden z najczarniejszych dni w historii ligowych występów Juve. Giallorossi urządzili Juve demolkę, gromiąc nas 4:0 po bramkach Dacourta i Tottiego oraz dwóch trafieniach Antonio Cassano. Swoją cegiełkę do tej porażki dołożył Paolo Montero. Najpierw, w 53 minucie, sfaulował Tottiego w polu karnym, za co ujrzał żółtą kartkę. Kapitan Romy pewnie egzekwował 11-kę. Już 3 minuty później Urugwajczyk przypieczętował swój los w tym starciu — zdemolował Francesco Tottiego, kopiąc go z impetem w łydkę. Pierluigi Collina nie miał innego wyjścia, jak ukarać obrońcę  drugą żółtą kartką i w konsekwencji odesłać go do szatni.

Po tym spotkaniu wyeliminowaliśmy Inter z Pucharu Włoch, odpadliśmy z 1/8 Ligi Mistrzów, po fatalnym dwumeczu z Deportivo. Wygraliśmy 4 ligowe mecze z rzędu, by potem w przeciągu kilku tygodni dwukrotnie ulec rywalom z Mediolanu. W przegranym 2:3 spotkaniu z Interem, Montero ponownie wyleciał z boiska za dwie żółte kartki. Do końca sezonu nie zagrał już ani jednego spotkania. Porażki z Lecce 3:4 i Perugią 0:1 na ostatniej prostej rozgrywek, pogrzebały nasze szanse na scudetto. Zdobył je Milan z 82 punktami, drugie miejsce wywalczyła Roma (71 oczek). My z 69 punktami zajęliśmy ostatnie miejsce na podium, za nami uplasowały się Inter, Parma i Lazio. Królem strzelców został Andrij Szewczenko (24 trafienia), a naszym najlepszym bombardierem był Trezeguet (16 goli). W międzyczasie po raz kolejny przegraliśmy finał Coppa Italia z Lazio, 0:2 na wyjeździe i 2:2 u siebie w rewanżu.

Po zakończonym sezonie Montero udał się na rozgrywki Copa America. Zdobył bramkę w zremisowanym 2:2 meczu z Meksykiem i rozegrał 60 minut w wygranym spotkaniu przeciwko Ekwadorowi. Po awansie z grupy Urusi wyeliminowali Paragwaj (3:1), a następnie przegrali półfinał z Brazylią, po rzutach karnych (w tym meczu Paolo nosił opaskę kapitana). Wygrany o 3 miejsce 2:1 mecz z Kolumbią Montero obserwował z wysokości trybun.

Sezony 2004/05 i 2005/06 – ostatnie dwa lata w karierze

Słaby sezon i brak trofeum w wykonaniu Starej Damy wieszczył duże zmiany kadrowe. Marcelo Lippi objął reprezentację Włoch, a jego miejsce na ławce trenerskiej Juventusu zajął Fabio Capello. Charyzmatyczny szkoleniowiec otrzymał bardzo duże wzmocnienia. Z klubu odeszli Brighi, Di Vaio czy Miccoli, ale przyszli Emerson i Zebina z Romy, Zlatan Ibrahimović z Ajaxu, Adrian Mutu z Livorno, a także poważny rywal dla Montero – Fabio Cannavaro z Interu.

Capello od początku swojego panowania w Juve dał Paolo do zrozumienia, iż nie widzi go w swoich planach. Co prawda zagrał w dwumeczu eliminacyjnym do Ligi Mistrzów z Djugardens, ale w Serie A od początku blok obronny u Fabio tworzyli Zambrotta – Cannavaro – Thuram – Zebina. Juventus świetnie sobie radził w lidze wygrywając aż 8 z pierwszych 9 kolejek. W Lidze Mistrzów w grupie z Ajaxem, Maccabi Tel-Aviv i Bayernem Monachium, po 5 zwycięstwach 1:0 awansowaliśmy z pierwszego miejsca. 2 ostatnie spotkania w fazie grupowej Montero rozegrał w pełnym wymiarze.

Capello desygnował go również do ćwierćfinałowego rewanżu z Liverpoolem, który zremisowaliśmy 0:0. W połączeniu z  porażką 1:2 w pierwszym spotkaniu wynik ten oznaczał, że  zakończyliśmy swój udział w Champions League. W Serie A Montero uzbierał raptem 5 spotkań i zaledwie 314 minut. Dało to Urugwajczykowi sygnał, iż jego czas w Juventusie dobiegł końca.

Po zakończonym sezonie przeniósł się do argentyńskiego San Lorenzo, w którym jednak furory nie zrobił. W całym sezonie 2005/06 rozegrał 14 spotkań, strzelając 1 bramkę, notując 4 żółte i 1 czerwoną kartkę. Po tej kampanii Urugwajczyk wrócił jeszcze do swojego macierzystego klubu – Penarolu Montevideo, gdzie był witany z entuzjazmem. Miał pomóc drużynie w walce o mistrzostwo kraju, jednak i tego celu nie udało się zrealizować. W 2007 roku w wieku niespełna 36 lat postanowił oficjalnie zakończyć karierę piłkarską.

Obecnie były defensor próbuje swoich sił jako trener. Po odbyciu praktyki jako opiekun młodzieży w Penarolu prowadził takie drużyny jak Boca Unidos, Colon, Rosario Central i Sambendettese, jednak bez większych osiągnieć. Obecnie zatrudniony jest w San Lorenzo del Almagro, a w przyszłości marzy o tym, aby poprowadzić pierwszą drużynę Juventusu. Jeśli spojrzymy na jego dotychczasowe dokonania, dojrzymy jednak, że droga do spełnienia marzeń będzie długa i kręta.

Jako uzupełnienie i podsumowanie niniejszej biografii mogą posłużyć cytaty z samego zawodnika. Przywoływane wypowiedzi pochodzą z wywiadu, jakiego Montero udzielił telewizji Sky w 2020 roku. 

Montero o relacjach z Ancelottim i ostrej grze:

– „Ancelotti zawsze mówił o mnie, że wyglądam jakbym przybył ze złej drogi, ale pochodzę z Ameryki Południowej, mam swój kodeks honorowy i rozumiem futbol w inny sposób. Ciągnięcie przeciwnika za koszulkę, gra fizyczna – to element futbolu. Najważniejsze aby wchodząc na boisko pozostać dobrym człowiekiem”.

Montero o swojej wizji futbolu:

– „Obecnie wielu trenerów chce grać obroną strefową, ale ja pochodzę z innej ery. Dla mnie, kiedykolwiek podanie wchodzi w pole karne, to mamy do czynienia z kryciem jeden na jednego, nie ma tam miejsca na bzdury o obronie strefowej. Według mnie rola środkowego obrońcy bardzo się zmieniła na przestrzeni ostatnich lat. Obecnie stoperzy muszą myśleć jak środkowi pomocnicy, muszą podejmować ryzyko na połowie przeciwnika, wiedzieć jak rozgrywać futbolówkę, jak skutecznie przenieść ją do przodu, zupełnie jak rozgrywający. To jest coś co zmieniło futbol i coś przez co bardziej preferuje rolę obrońcy z przeszłości, szczególnie tu w Italii, gdzie nikt nigdy nie może zapomnieć o grze obronnej, ponieważ jest ona esencją włoskiej piłki”.

– „Obecnie Włosi próbują być w piłce nowocześni, nadążyć za trendami, tak jak inne kraje, ale nie można zapominać, że te inne kraje wygrały mistrzostwo świata raz (w domyślę Anglia, Hiszpania). A my we Włoszech wygraliśmy mundial 4-krotnie”.

Montero o Matthijsie de Ligcie:

– „De Ligt musi się przyzwyczaić do gry obronnej we Włoszech. To naturalne, kiedy trafiłeś tu z zupełnie innego środowiska. Masz inne wyszkolenie i inne nawyki. We Włoszech wszystko jest dużo bardziej nastawione na taktykę, na podporządkowanie jednostki drużynie. W mojej ocenie Mathiijs ma jednak wszystko aby stać się prawdziwą bestią na pozycji środkowego obrońcy. Ma warunki fizyczne, odpowiednią technikę oraz mentalność potrzebne do bycia jednym z najlepszym obrońców na świecie”.

Paolo Montero, legenda Juventusu, któremu zawdzięcza wszystkie trofea zdobyte w karierze – 5 scudetti, 2 Superpuchary Włoch, Puchar Interkontynentalny, Superpuchar Europy i Puchar Intertoto. Dla Juventusu rozegrał 277 spotkań, w których zdobył 6 goli. Przez cały swój pobyt we Włoszech uzbierał 27 żółtych i aż 16 czerwonych kartek, co czyni go rekordzistą wszech czasów. Był ucieleśnieniem stylu gry Starej Damy, w którym to zwycięstwa są najważniejsze i żaden piłkarz nie powinien indywidualnie wyrosnąć ponad drużynę.

Autor: Łukasz Faliszewski

Subskrybuj
Powiadom o
0 komentarzy
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze