#FINOALLAFINE

Calciopoli – Farsopoli

Calciopoli – skandal, który w maju 2006 roku pochłonął włoski futbol, stawiając ówczesne kierownictwo Juventusu – Luciano Moggiego, Antonio Giraudo oraz Roberto Bettegę – w roli przywódców procederu wpływania na dobór sędziów przydzielanych do poszczególnych meczów. Konsekwencją było odebranie turyńczykom dwóch scudetti, zdegradowanie ich do Serie B i przyznanie na start ujemnych punktów. Jednocześnie, za największą ofiarę domniemanego spisku uznano mediolański Inter, czyniąc go głównym beneficjentem toczącego się w pośpiechu procesu (przyznanie scudetto przy ‘zielonym stoliku’, pozbawienie największego ligowego konkurenta). Po latach, dalsze śledztwo ujawniło szereg absurdów i olbrzymich nieprawidłowości podczas wcześniejszego postępowania wyjaśniającego, ukazało dużą rolę Interu, jak i pozostałych drużyn, w próbach doboru arbitrów (nazywając proceder powszechnym i codziennym), stanowczo obaliło tezę o wpływaniu na wyniki meczów oraz sprawiło, że Juventus z winowajcy stał się największym poszkodowanym afery. Stąd, Calciopoli przez wielu zaczęła być określana mianem Farsopoli i ‘polowania na czarownice’. Do dziś władze klubu z Turynu starają się o odszkodowanie za straty finansowe i wizerunkowe oraz o przywrócenie należnych tytułów mistrzowskich.

JAK KREOWANO SKANDAL W 2006 ROKU?


Większość anglo i polskojęzycznych obserwatorów mówiła o Calciopoli jako o skandalu związanym z ustawianiem meczów, mimo iż ustawianie meczów (rozumiane jako ustalanie rezultatów poszczególnych spotkań jeszcze przed ich rozpoczęciem) nie pojawiało się nawet w początkowych oskarżeniach, skonstruowanych w 2006 roku. Olbrzymi wpływ na to miała m.in. ówczesna retoryka władz Interu, sprzyjających im mediów i ludzi ze świata calcio, którzy publicznie, z łatwością i uporem, stawiali znak równości pomiędzy kontaktami z osobami odpowiedzialnymi za dobór sędziów a oczywistym wpływaniem na końcowy rezultat meczu. Ponadto kreowano wrażenie, jakoby dyrektor sportowy Juventusu Luciano Moggi miał wyłączność na kontakty ze środowiskiem sędziowskim. Piętrzyły się kolejne oskarżenia, przez co wyłonił się obraz rozległej i mętnej sieci, w skład której wchodziły niemożliwe do wyśledzenia karty telefoniczne, tajemnicze łapówki i składane sędziom oferty nie do odrzucenia w stylu mafii. Najbardziej śmiałe domniemania zakładały na przykład wykalkulowane pokazywanie żółtych kartek czołowym graczom innych zespołów tak, by ci byli zawieszeni akurat na mecz z Juve. Nieśmiertelną legendą była opowieść, w której Moggi miał zamknąć nieposłusznego sędziego w łazience w Reggio Calabria. Chodzi o Gianlukę Paparestę, choć ten wielokrotnie temu zaprzeczał.

ERA SPRZED CALCIOPOLI


Żeby dobrze zrozumieć kontekst Calciopoli i początkową narrację wokół, jak się później okazało, sztucznie nadmuchanej afery, warto przenieść się w przeszłość i przeanalizować ówczesną sytuację na włoskim podwórku. 2006 rok, Juventus, mający jedną z najsilniejszych kadr w swojej historii (m.in. Buffon, Cannavaro, Thuram, Zambrotta, Vieira, Emerson, Camoranesi, Nedved, Del Piero, Trezeguet, Ibrahimović), zdobywa szóste scudetto na przestrzeni ostatniej dekady, bijąc jednocześnie rekord zdobytych punktów (91). W tym samym dziesięcioleciu zespół Starej Damy czterokrotnie meldował się w finale Champions League. Był powszechnie uznawany za jeden z najmocniejszych w Europie, co miało konkretne przełożenie w liczbach – trzecie miejsce na świecie pod względem wyceny drużyny (za Realem Madryt i Manchesterem United), czwarte biorąc pod uwagę roczne przychody. Jednocześnie Bianconeri posiadali kontrakt z Tamoil – wówczas najwyższą umowę sponsorską w futbolu, wartą niemal 120 milionów euro.

Juventus świętujący 29. scudetto – odebrane w wyniku Calciopoli i oficjalnie dotąd nieodzyskane

Tymczasem u przeciwników (głównie w Interze, mającym aspiracje do zdetronizowania Juve) z roku na rok rośnie frustracja. Nerazzurri nie wygrali mistrzostwa od 1989 roku, mimo gigantycznych nakładów na transfery, za ery Massimo Morattiego sięgających kilkuset milionów euro. Niemal rokrocznie zmieniający się trenerzy, wiele porażek podczas kolejnych mercti. Kibice kpią z oddania Juventusowi Fabio Cannavaro w zamian za Fabiana Cariniego, trudno jest im oglądać, jak gwiazdami u rywala zza między stali się oddani (początkowo) bez żalu Clarence Seedorf i Andrea Pirlo. Podobnie rzecz ma się z Roberto Carlosem, który przechodząc z Interu do Realu, na lata staje się najlepszym lewym obrońcą świata. W międzyczasie Moratti przegrywa walkę o zakontraktowanie Alessandro Nesty, mimo że część jego zespołu jest zdecydowana obniżyć swoje zarobki, by znaleźć fundusze na kontrakt przyszłej gwiazdy Milanu. Nawet posiadanie w swoim składzie najlepszego piłkarza świata – legendarnego ‘Il Fenomeno’, Ronaldo – nie jest w stanie dać Interowi znaczącego trofeum. Bywało, że mediolańczycy byli blisko, lecz wspomnienia o kontrowersyjnym meczu z 1998 pomiędzy Interem i Juve jedynie potęgują wśród tifosich Nerazzurrich uczucie frustracji i chęć szukania spisku, podobnie jak wydarzenia z roku 2002, gdy ich drużyna pod wodzą Hectora Raula Cupera przegrała mistrzostwo w ostatniej kolejce na rzecz znienawidzonego klubu z Turynu.

We Włoszech coraz częściej doszukiwano się błędów sędziowskich i łączyło je z Juventusem, kreując spisek. Takowe myślenie kibicom ułatwia istnienie Luciano Moggiego – architekta potęgi Starej Damy, którego powszechnie uważało się za bardzo wpływową personę świata calcio. W stolicy Lombardii ugruntowuje się opinia o arbitrach przychylnych Juve, pół żartem, pół serio mówi się, że jeśli Turyn straci sędziowskie względy, rodzina Agnellich wyrzuci na bruk tysiące pracowników Fiata. Giacinto Facchetti, wówczas prezydent Interu, publicznie przekonuje, że “jego zespół ma problem z wygrywaniem, ponieważ walczy z czymś nieznanym, niewidzialnym”. To wówczas w mediach pojawia się termin ‘anty-Juve’, a klub z Piemontu staje się najpopularniejszym i jednocześnie najbardziej znienawidzonym na Półwyspie Apenińskim.

PIERWSZE PROCESY


Po wypłynięciu na światło dzienne zapisów rozmów Luciano Moggiego z Paolo Bergamo i Pierluigim Pairetto, rozpętała się medialna burza, a wraz z nią śledztwo zainicjowane przez Włoską Federację Piłkarską FIGC. Przed wewnętrzny, federacyjny organ dyscyplinarny – poza Moggim – postawiono m.in. Antonio Giraudo, właściciela Fiorentiny Diego Della Valle, prezydenta Lazio Claudio Lotito, prezydenta Regginy Calcio Pasquale Fotiego, przedstawiciela Milanu Leonardo Meaniego, kilkunastu arbitrów. Pod lupę wzięto 39 meczów z lat 2004-2006,w tym 9 z udziałem Juve. Na stanowisko głównego oskarżyciela z ramienia FIGC powołano prokuratora Stefano Palazziego, w międzyczasie całe kierownictwo Starej Damy podało się do dymisji.

Jak przebiegał proces z 2006 roku? Ekspresowo. Jednym z głównych powodów olbrzymiego pośpiechu były lada chwila rozpoczynające się Mistrzostwa Świata w Niemczech. Sąd sportowy działający przy FIGC znalazł się pod presją czasu, ponieważ sprawie bacznie przyglądała się FIFA. Ewentualne konsekwencje ciągnącego się postępowania mogły być niezwykle srogie – Włochom groziło nawet wykluczenie z udziału w Mundialu, który potem, wbrew wszystkiemu, wygrali.

Antonio Giraudo (po lewej) i Luciano Moggi (po prawej) – najsurowiej skazani w pierwszej instancji

Pierwszy oficjalny wyrok zapadł 14 lipca 2006 roku i był dla klubu z Turynu druzgocący: odebranie tytułów mistrzowskich z lat 2004-2006, degradacja do Serie B i aż 30 ujemnych punktów przyznanych na starcie nowego sezonu. Do tego 80 tysięcy euro kary i 5-letnia dyskwalifikacja dla Luciano Moggiego i Antonio Giraudo (wraz z dożywotnim zakazem pracy w strukturach FIGC). Powyższe kary były jeszcze surowsze, niż te, o które wnioskował Stefano Palazzi. Swoje wyroki poznali również inni oskarżeni: Fiorentina (degradacja do Serie B, 15 punktów ujemnych), Lazio (degradacja do Serie B, 7 punktów ujemnych), Milan (pozostanie w Serie A, odebranie 44 punktów ligowych za miniony sezon i przyznanie 15 ujemnych na start nowego). Na apelacje nie trzeba było długo czekać – już 11 dni później miało miejsce rozpatrzenie przez wewnętrzny Sąd Apelacyjny FIGC odwołań od wyroków. Efekt? W przypadku Bianconerich nieznaczny (utrzymana degradacja do Serie B, redukcja ujemnych punktów z 30 do 17). Pozostałe kluby mogły cieszyć się z pozostania w Serie A, natomiast Milanowi zredukowano odebraną liczbę punktów tak, by mógł w przyszłym sezonie wystartować w eliminacjach do Ligi Mistrzów. 27 października organ wyższej instancji – Sąd Arbitrażowy przy Włoskim Komitecie Olimpijskim CONI – rozpatrzył kolejne odwołanie Juventusu, jedynie zmniejszając liczbę punktów karnych przyznanych na nowy sezon z 17 do 9.

Podczas całego procesu klub z Piemontu miał bardzo utrudnioną obronę. Przykładowo, w Sądzie Sportowym przy FIGC nie obowiązywało prawo znane z innych instytucji sądowniczych, gdzie oskarżonemu trzeba udowodnić jego winę. Przeciwnie – charakter procesu wymuszał na Juve wykazanie, że jest niewinny, a przedstawione dowody nieprawdziwe lub niewystarczające. Było to tym trudniejsze, że obrońcy dostali jedynie 5 dni na szczegółowe odniesienie się do 7500-stronicowych akt stanowiących m.in. o zarzutach. Dodatkowo, na oskarżonych ciążyła zewsząd wielka presja, by poddać się ustaleniom na gwałt przeprowadzonego procesu i nie skarżyć kolejnych wyroków do wyższych, bądź zewnętrznych instancji. FIGC, mające przed sobą widmo wykluczenia reprezentacji z Mundialu, naciskało by zaakceptować werdykt, przekazując adwokatowi Cesare Zaccone, że w przeciwnym wypadku Stara Dama zostanie zdegradowana do Serie C2. Z drugiej strony presję nakładała UEFA – Europejska Federacja Piłkarska odwodziła Juventus od dochodzenia swoich racji na drodze cywilnej, grożąc wykluczeniem klubu z pucharów na kilka następnych lat i zawieszeniem całej włoskiej ligi na kolejny sezon. Ostatecznie, pod gigantycznym naciskiem opinii publicznej, turyńczycy czasowo zrezygnowali z dalszych starań, akceptując grę w Serie B. “Była to przemyślana decyzja, przegłosowana w zarządzie jednomyślnie. Trzeba ją uznać za dobrą dla Juventusu, ale i nie tylko dla niego…” – sugestywnie mówił Giovanni Cobolli Gigli – wówczas nowo wybrany prezydent klubu – na temat wycofania się z kolejnych odwołań.

Kilkadziesiąt dni po świętowaniu 29. scudetto, włoski gigant znalazł się w zupełnie nowej rzeczywistości – Serie B. Konsekwencje tego stanu rzeczy były przytłaczające: odejście doświadczonych menadżerów, ucieczka sponsorów, utrata rekordowego kontraktu z Tamoil, spadek wartości klubu na Włoskiej Giełdzie Papierów Wartościowych (Borsa Italiana) o ponad połowę, dramatyczne zmniejszenie wpływów z tytułu praw telewizyjnych, całkowite pozbawienie przychodów z gry w Lidze Mistrzów, straty poniesione w wyniku opóźnień w budowie nowego stadionu, rezygnacja trenera, przymus pozbycia się części najważniejszych piłkarzy poniżej ich wartości rynkowej (m.in. Ibrahimovicia, Vieiry, Emersona, Zambrotty, Thurama, Cannavaro), przyklejenie łatki ‘zespołu, który kręci’.

CO OKAZAŁO SIĘ PO LATACH?


Wyroki z 2006 roku i zaakceptowanie przez Juventus gry w Serie B nie były końcem Calciopoli. Po 12 miesiącach spędzonych na zapleczu, Stara Dama wróciła do Serie A, by następnie zająć w lidze trzecie miejsce, tym samym zagwarantować sobie powrót do elitarnej Ligi Mistrzów i równolegle móc walczyć o przedstawienie światu prawdy. Włoski wymiar sprawiedliwości swoje działania wznowił dopiero po pięciu latach od ujawnienia Calciopoli, czyli po przedawnieniu całej afery. Od roku 2011, gdy sprawę przeniesiono do sądu cywilnego, na jaw wyszło wiele nowych dowodów. Gdy włoski dziennikarz Guido Vaciago omawiał tę sytuację na łamach Tuttosport, pisał że sprawa przeciwko Juventusowi z 2006 roku “nie trzyma się kupy“, dodając że “żadne z oskarżeń nie ma obecnie podstaw“. Kolejne prześwietlenie sprawy przed sądem, tym razem bezstronne i szczegółowe, wykazało że:

  • Ekskluzywność i wyłączność na kontakty z osobami desygnującymi sędziów była nieprawdziwa i nie dotyczyła tylko wąskiego grona osób, jak przekonywano pierwotnie. Podobne praktyki ‘na co dzień’ były stosowane niemal przez wszystkie zespoły, w tym Inter. Bywało (np w Milanie), że tworzone były specjalne departamenty, których zadaniem było utrzymywanie dobrych relacji ze środowiskiem sędziowskim. Komunikacja na linii kluby – Związek Zawodowy Arbitrów nie łamała wówczas żadnych reguł, była wręcz uznawana przez kluby jako sposób na utrzymanie otwartości i przejrzystości. Teoria, która głosiła, że Moggi kierował całą konspiracyjną organizacją – pociągał za wszystkie sznurki i opłacał odpowiednie osoby, przez co sterował całą Serie A i jedynie przyglądał się, jak Juventusowi zapewniane są kolejne zwycięstwa – została w całości obalona.
  • Nie było żadnego ustawionego przydzielania sędziów. Billingi od początku pokazywały jednoznacznie, że Moggi kontaktował się z odpowiedzialnymi za delegowanie sędziów, lecz były to powszechnie stosowane próby utrzymania relacji z arbitrami. Sąd nie znalazł żadnych dowodów ani na to, że ingerencja Moggiego znacząco wpływała na przydzielanie sędziów, ani na to, że Juventus zyskał jakąkolwiek przewagę punktową z powodu błędów sędziego czy jego kontrowersyjnych decyzji.
  • Nie mogło być mowy o żadnych wcześniej ustalonych zawieszeniach przeciwników przed meczami z Juve. Z punktu widzenia tezy o dyskwalifikowaniu zawodników na konkretne mecze, raporty meczowe wskazują, że wskazani zawodnicy biegali po boiskach, a nie byli zdyskwalifikowani. Gdy piłkarzy rywala faktycznie eliminowały z meczu żółte kartki, mowa była zwykle o mniej znaczących postaciach i okazywało się, że decyzje zostały podjęte słusznie. Śledztwo dowiodło, że ustawiane pokazywanie żółtych kartek nie istniało, a Juventus w żaden sposób nie zyskiwał na dyskwalifikacjach rywali.
  • System kar i nagród był wyssany z palca. Ci sędziowie, którzy swoimi decyzjami pomagali Juve, mieli otrzymywać błyskawiczne awansy zawodowe, a ci, którzy Starej Damie przeszkadzali, mieli trafiać na kolejne przeszkody i zawieszenia. Ponownie prowadzone dochodzenie jasno ustaliło, że tak po prostu nie było. Wręcz przeciwnie – jeśli był jakikolwiek związek pomiędzy postępami w karierze danego sędziego i drużynami, które faworyzował, zwykle wychodziło na to, że ci, którzy niesprawiedliwie gwizdali w stronę Juve, ponosili konsekwencje, byli blokowani i zawieszani.

W związku z powyższym, sąd w Neapolu orzekł, że wyniki w latach 2004-2006 (więc także mistrzostwa wygrane przez Juventus) były prawdziwe i prawidłowe. Sam Moggi podczas toczącego się w Neapolu postępowania został oskarżony o próby oszustwa sportowego. Warto jednak zauważyć, że w oskarżeniu podkreślono całkowitą nieskuteczność prób wpłynięcia na wyniki. Jak wykazało postępowanie, Moggi nie był jedynym, który mógł próbować takiego zachowania, a nowe dowody wykazały podobne akcje ze strony m.in. dyrektorów Milanu i Interu. W skrócie – Calciopoli było zarówno bardziej rozpowszechnione, jak i mniej wpływowe, niż początkowo myślano. Oznacza to, że pierwotne kary za Calciopoli były błędne, a najbardziej poszkodowany został Juventus, który nigdy nie powinien zostać degradowany do Serie B, a jedynie ukarany ujemnymi punktami i grzywną.

Okładki włoskich gazet informujące o niesprawiedliwości podczas Calciopoli

Wnioski sądu w Neapolu podtrzymał Sąd Najwyższy we Włoszech (Corte di Cassazione). 23 marca 2016 roku, niemal 10 lat po rozdmuchaniu afery, organ ten wydał ostateczny wyrok w sprawie Farsopoli: Luciano Moggi został uniewinniony w sprawie współudziału w popełnieniu przestępstwa z powodu przedawnienia. Oprócz tego, co jeszcze ważniejsze, został uniewinniony w sprawie dwóch zarzutów o oszustwo sportowe z powodu braku wystarczających dowodów. Podobnie stało się w przypadku Antonio Giraudo, drugiego z dyrektorów, bliskiego współpracownika Moggiego. “Il fatto non sussiste“, głosi werdykt – fakty nie popierają oskarżenia. Zostały podtrzymane orzeczenia trybunału w Neapolu, który uznał wyniki w sezonach 2004-2006 za nienaruszone przez żadną zakazaną działalność. Sędziowie, którzy mieli być kontrolowani przez klikę Moggiego, zostali całkowicie uniewinnieni.

Proces był prowadzony w anormalny sposób. Przez dziewięć lat nie robiliśmy praktycznie nic, tylko żartowaliśmy. Jest to godne pożałowania i nie doprowadziło w zasadzie do niczego. Cieszę się, że tyle osób zostało uniewinnionych. Chciałbym jeszcze raz podziękować wszystkim, którzy przez te lata się ode mnie nie odwrócili. Okazało się, że poprzednie nienormalne procesy nie dowiodły w zasadzie niczego. Po dziewięciu latach wiadomo, że rozgrywki ligowe były prawidłowe, losowania również, a rozmów na temat wysyłania sędziów nie było” – stwierdził były dyrektor Juventusu.

Wywiadu dziennikarzom La Repubblica udzielił z kolei adwokat Moggiego, Maurilio Prioreschi, podkreślając ogrom błędów popełnionych przez sąd drugiej instancji. “Na początku tego procesu dochodzeniem objętych zostało około pięćdziesiąt osób: sędziowie, asystenci, członkowie Federacji. Dzisiaj okazuje się, że ów ‘wielki współudział w popełnieniu przestępstwa‘ sprowadza się do zaledwie dwóch sędziów i trzech rozegranych meczów, bez związku z Juve. Skoro cała reszta sędziów i asystentów została uniewinniona, Moggi musiałby dokonać wszystkiego w pojedynkę. To tak, jakby wieczorem jednego dnia powiedział: ‘Hm, a może by tak jutro ustawić wynik meczu?

ABSURDY WOKÓŁ FARSOPOLI


  • Aferę Farsopoli w 2006 roku nagłośniła La Gazzetta dello Sport, którą kibice innych drużyn ironicznie nazywali ‘Gazetta dello Inter’. Ówczesnym właścicielem gazety był Carlo Buora… były wiceprezydent Interu, prywatnie przyjaciel Massimo Morattiego. Transkrypcje rozmów Luciano Moggiego publikowanych przez dziennik, będące potem głównym dowodem w sprawie, zostały zarejestrowane i dostarczone przez Telecom Italia, którego dyrektorem operacyjnym był… Carlo Buora.
  • Po rozpętaniu się burzy, ze stanowiska prezesa FIGC ustąpił Franco Carrao. Jego miejsce zajął Guido Rossi, były dyrektor Interu, jego wieloletni kibic i dobry znajomy Morattiego. To właśnie Rossi odpowiadał za tak szybki proces oraz formułowanie dokładnych zarzutów wobec innych klubów. Jego rola w postępowaniu była kluczowa – specjalnie w kontekście Moggiego utworzył i skonkretyzował zarzut ‘ekskluzywnych kontaktów z osobami odpowiedzialnymi za delegowanie sędziów’, który wcześniej nie występował w żadnym kodeksie, i rzucił na całą sprawę korupcyjne światło, które nigdy nie znalazło odbicia w faktach. Po wszystkim objął ciepłe stanowisko w Telecom – tej samej firmie, która brała udział w ujawnieniu przekrętów.
  • We wrześniu 2006 roku, szef działu bezpieczeństwa Telecom został aresztowany za udział w organizacji, której zadaniem był handel prywatnymi rozmowami telefonicznymi. Inter Mediolan był od początku zaangażowany w tę działalność. Carlo Buora został oskarżony o udział w tym procederze. Podczas przesłuchań przyznał, że “jednym z jego klientów był Massimo Moratti, który prosił o go rozmowy wielu osobistości piłki nożnej: piłkarzy, sędziów, działaczy“. Po latach do sprawy odniósł się Christian Vieri: “Nie mogę dłużej trzymać tego wszystkiego dla siebie. Aferę Calciopoli wywołał Moratti. Za moich czasów każdy piłkarz Interu musiał podpisać dokument, który zabraniał wspominania o związkach Interu z Telecomem. 70 procent mojego wynagrodzenia płacił klub, a resztę Telecom, któremu – jak wszyscy piłkarze Interu – musiałem świadczyć usługi reklamowe. Wszystko po to, aby obejść system podatkowy. Współczuję Juventusowi i Milanowi, cierpiałem razem z nimi, ale wtedy wszyscy chcieliśmy działać na rzecz naszego prezydenta, który okazał się kimś dwulicowym” – mówił były piłkarz Juventusu i Interu. Również Zlatan Ibrahimović zdradził, że w czasach, gdy Calciopoli było świeżą sprawą, piłkarze Nerazzurrich dostawali jasne instrukcje: “W Interze kazano mi, bym zawsze mówił negatywnie o Juventusie, ale teraz jestem we Francji i mogę powiedzieć, co myślę. Ja nadal uważam, że noszenie koszulki Juventusu było inne. Dało mi prawdziwe emocje, które tylko Juve potrafi zaoferować. Juve było piękne, było inne“.
  • Jeszcze podczas naprędce prowadzonego procesu z 2006 roku pojawiały się przesłanki ku temu, że istnieją inne nagrania rozmów pomiędzy przedstawicielami klubów a osobami odpowiedzialnymi za przydzielanie sędziów i nie dotyczą one wyłącznie Moggiego. Podczas przesłuchań wprost informował o tym desygnujący arbitrów Paolo Bergamo, mówiąc m.in. że “Massimo Moratti dzwonił do niego minimum dwa razy w tygodniu“. W prasowych wywiadach dodawał, że “dziwi się, dlaczego Inter jest kompletnie wykluczony z jakichkolwiek podejrzeń“. Na przedostatnim posiedzeniu w sprawie Calciopoli przedstawiono zapisy rozmów telefonicznych, jakie odbyły się pomiędzy Bergamo a jego ówczesną asystentką Marią Grazią Fazi, będącą jednocześnie sekretarką Włoskiego Związku Sędziowskiego. W rozmowach tych Bergamo mówił Fazi o kolacji, na jaką umówiony jest z Giacinto Facchettim, pełniącym wówczas obowiązki prezydenta Interu. Doszło do niej 5 stycznia 2005 roku, w przeddzień meczu z Livorno, który Nerazzurri wygrali 2:0. Przed spotkaniem obaj panowie rozmawiali kilka razy ze sobą przez telefon. Podpułkownik Attilio Auricchio (który z uwagi na wykręcanie się od późniejszych wyjaśnień dorobił się przydomku ‘nie pamiętam’), ważna postać w dochodzeniu w sprawie Farsopoli, zeznał iż nie orientuje się, dlaczego właśnie ‘tamte’ rozmowy telefoniczne nie zostały wzięte pod uwagę w całym dochodzeniu i wytłumaczył to prawdopodobnym ‘przeoczeniem’.
  • To nie jedyne nagrania rozmów z udziałem przedstawicieli innych klubów, które wypłynęły chwilę po wszczęciu procesu, jednak nie zostały one przyjęte jako dowody w sprawie w sądzie sportowym, ponieważ zostały uznane za ‘nieistotne’. Tak naprawdę zostały pominięte celowo, żeby utrzymać wrażenie ekskluzywności kontaktów między wysłannikami Juve a Bergamo i Pairetto. Dopiero po latach, gdy klub z Turynu przeniósł swoje zastrzeżenia do sądu cywilnego, świat ujrzał prawdziwą skalę zaniedbań – na jaw wyszły nie setki, a tysiące transkrypcji rozmów na linii kluby – związek sędziowski. W 2011 roku, po analizie materiałów, prokurator Stefano Palazzi – ten sam, który doprowadził do skazania Juventusu w pierwszej instancji – powiedział bez ogródek: “Ponad wszelką wątpliwość Inter również brał udział w oszustwach związanych z aferą Calciopoli. Czerpał z tych nieregulaminowych działań korzyści o charakterze sportowym“. Według Palazziego wśród osób, które złamały przepisy jest nie tylko były już prezes Nerazzurrich Massimo Moratti, ale także Giacinto Facchetti – również były prezes Interu – który nie ograniczał się wyłącznie do znajomości z osobami desygnującymi sędziów, a kontaktował się bezpośrednio z arbitrami.
  • Tysiące ‘przez przypadek’ pominiętych rozmów to nie wszystko. Po czasie od zdegradowania Juventusu do Serie B, światło dzienne ponownie ujrzała taśma wideo, która przez śledczych została dopuszczona jako dowód w pierwszym procesie. Rzecz w tym, że początkowo nagranie było przedstawione jako sam obraz pozbawiony dźwięku. Widać na nim Luciano Moggiego i ludzi ze Związku Sędziowskiego toczących rozmowę w miłej atmosferze. Dowód miał świadczyć o znakomitych relacjach obydwu stron i potwierdzać kontakty, podczas których stanowiono o obsadzie sędziowskiej. Tymczasem okazało się, że owo nagranie… istnieje w wersji z dźwiękiem i ukazuje kontekst – spotkanie było kurtuazyjne i miało charakter przedświąteczny, na którym obie strony składały sobie życzenia.
  • Jednym z meczów Juventusu wstępnie wziętych pod lupę podczas toczącego się śledztwa było starcie z Sampdorią. 2 lutego 2005 roku oba kluby zmierzyły się ze sobą w ramach 22. kolejki Serie A. Według oskarżycieli Stara Dama wygrała wówczas 1:0 po bramce strzelonej ze spalonego, którego arbiter nie zauważył, bądź nie chciał zauważyć. Okazało się jednak, że… śledczy pomylili fakty – omawiane spotkanie wygrała Sampdoria 1:0 po bramce Aimo Diany z 84. minuty (nomen omen ze spalonego). W rezultacie w oskarżeniu zmieniono informację o meczu na inny pomiędzy Sampdorią i Juventusem, w nim jednak ostatecznie nie doszukano się żadnych nieprawidłowości.
  • 30 marca 2007 roku, stosunkowo niedługo po zakończeniu pierwszego procesu w ramach Calciopoli, okazało się, że Fiorentina została w całą sprawę wplątana przypadkowo i jest niewinna. Sąd wyższej instancji oczyścił Violę ze stawianych jej zarzutów, jednak ze względu na prawomocność wyroku z 27 października poprzedniego roku, karne punkty nie zostały jej zwrócone.
Kibice szydzący z hasła “Inter uczciwy” – nawiązanie do słów Morattego twierdzącego, że “Inter jest czysty jak łza”

Ostatecznie więc trudno oprzeć się wrażeniu, że cała afera była sztucznie rozdmuchana, wręcz upozorowana, a na celu miała skompromitowanie i zdetronizowanie Juventusu. Po wyroku Trybunału w Neapolu i utrzymaniu jego decyzji przez Włoski Sąd Najwyższy, prezydent Juventusu Andrea Agnelli ubiega się o przywrócenie klubowi niesłusznie zabranych scudetti oraz o 444 miliony euro odszkodowania z tytułu poniesionych strat finansowych i wizerunkowych. Niestety, pomimo korzystnych dla klubu wyroków sądów cywilnych i 72-stronicowego raportu o uchybieniach z poprzedniego procesu, organa, które odebrały Juventusowi tytuły mistrzowskie, nie czują się na siłach (oficjalnie ‘nie mają tytułu prawnego’) do cofnięcia błędnych decyzji i oddania turyńczykom należnych trofeów. “Juve podejmie dalsze kroki w tej sprawie” – zapewnia prezydent Starej Damy. 30 września 2019 roku klub złożył nową apelację do trybunału Collegio di Garanzia dello Sport (CONI).

37 Campioni D'Italia