Spalletti dziękuje drużynie i kibicom. Wściekłość na sędziego, furia wobec Adzicia i ogromna duma mimo odpadnięcia

Juventus odpadł z Ligi Mistrzów po zwycięstwie 3-2 z Galatasaray, które nie wystarczyło do odrobienia strat z Turcji. Luciano Spalletti po meczu był rozdarty między ogromną dumą a jeszcze większą frustracją - za czerwoną kartkę dla Kelly’ego, za stracone szanse i za błąd, który kosztował wszystko.

fot. @juventus.com

W Turynie miały zostać tylko gruzy po 2-5 w Stambule. Zamiast tego Juventus rzucił się na los z furią i przez 90 minut grał tak, jakby chciał wymazać pierwsze spotkanie z pamięci. Trzy gole różnicy, stadion wciągnięty w mecz jak dwunasty zawodnik, Galatasaray cofnięty coraz głębiej. Locatelli, Gatti i McKennie – zawodnicy, którzy przeżywali w Turynie trudne momenty – poprowadzili drużynę do 3-0 i dogrywki. Stadion wierzył. Spalletti też.

A potem przyszła decyzja, która zmieniła wszystko. Czerwona kartka dla Kelly’ego wywołała wściekłość szkoleniowca Juventusu. W jego otoczeniu nie kryto przekonania, że ta decyzja nie miała nic wspólnego z duchem meczu o takiej stawce. Dodatkowo na ławce Bianconerich narastała irytacja z powodu przeciągania gry przez zawodników Galatasaray.

Mimo gry w osłabieniu Juventus nie przestał atakować. Przy stanie 3-0 miał szanse, by zadać cios ostateczny. Największą zmarnował Zhegrova, który nie trafił do pustej bramki. To mógł być moment zamykający spotkanie. Zamiast tego przyszła dogrywka, zmęczenie i dwie kontry Galatasaray. Przy pierwszej, zakończonej golem Osimhena, piłkę stracił Adzic. Ten błąd wywołał natychmiastową reakcję Spallettiego – szkoleniowiec nie krył furii wobec młodego zawodnika. Emocje eksplodowały w najgorszym możliwym momencie.

Ostatecznie 3-2. Zwycięstwo w meczu, porażka w dwumeczu. Awans uciekł, a wraz z nim około 15 milionów euro premii za grę w 1/8 finału. Po końcowym gwizdku Spalletti podziękował kibicom i drużynie. Stadion nagrodził zespół owacją na stojąco – rzadki widok po odpadnięciu z rozgrywek. To był wieczór pełen bólu, ale i dumy.

Trener przed meczem mówił: “Jeśli nas popchniecie, możemy wyjść poza wszelkie granice“. I przez długi czas wyglądało na to, że tak właśnie się stanie. To odpadnięcie boli. Będzie bolało długo. Ale w Turynie zobaczono coś, czego brakowało w ostatnich tygodniach – drużynę żywą, zjednoczoną, gotową walczyć do końca.

Na koniec to asystent Domenichini podszedł, by uścisnąć dłoń Okanowi Burukowi. Spalletti stał z boku, pochłonięty rozczarowaniem. Emocje były zbyt świeże. Juventus odpadł. Ale jeśli ta noc miała być testem, czy drużyna wciąż wierzy w swojego trenera i projekt – odpowiedź była jednoznaczna.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę JuvePoland!

Subskrybuj
Powiadom o
1 komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
1
0
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii, zostaw proszę komentarz!x

Lub zaloguj się za pomocą: