Allianz Stadium nie wytrzymało. Juventus przegrał mecz, którego przegrać nie miał prawa

Juventus przegrał u siebie z Fiorentiną 0:2 i na kolejkę przed końcem sezonu osunął się na szóste miejsce w tabeli. Drużyna Luciano Spallettiego zmarnowała ogromną szansę w walce o Ligę Mistrzów, a po końcowym gwizdku Allianz Stadium wygwizdało piłkarzy i dało upust wściekłości.

fot. @ juventus.com

To miał być mecz, który przybliży Juventus do Ligi Mistrzów. Skończyło się jedną z najbardziej bolesnych porażek sezonu. Bianconeri przegrali na własnym stadionie z Fiorentiną 0:2, choć Viola nie grała już o żaden wielki cel w tabeli. Drużyna Luciano Spallettiego spadła z trzeciego na szóste miejsce, została dogoniona przez Como i na jedną kolejkę przed końcem sezonu znalazła się o krok od katastrofy. Atmosfera na Allianz Stadium była bardzo ciężką. Juventus zagrał bez rytmu, bez odpowiedniej reakcji i bez charakteru w meczu, w którym presja była ogromna. Fiorentina wykorzystała swoje momenty dzięki trafieniom Ndoura i Mandragory, a dwa gole gospodarzy zostały anulowane: najpierw McKenniego za faul na Gosensie, później Vlahovicia za spalonego.

Problem polega jednak na tym, że anulowane bramki nie przykryły obrazu spotkania. Juventus miał sytuacje, próbował wrócić do meczu, ale przez większość czasu nie sprawiał wrażenia drużyny gotowej wziąć odpowiedzialność za wynik. A przy obecnej tabeli taka postawa brzmi jak akt oskarżenia.

Gwizdy, cisza i wybuch złości

Ostatnie dziesięć minut meczu rozegrano w niemal surrealistycznej atmosferze. Najpierw na stadionie zapadła cisza, później pojawiły się gwizdy, nawet przy zejściu z boiska Kenana Yildiza, czyli jednego z największych talentów i symboli przyszłości klubu. Po końcowym gwizdku trybuny eksplodowały gniewem. Porażka z Fiorentiną była dla kibiców tym bardziej bolesna, że Juventus miał przed sobą najłatwiejszą sytuację spośród wszystkich drużyn walczących o Ligę Mistrzów. Grał u siebie, przeciwko zespołowi bez presji tabeli i po wejściu w kolejkę z pozycji dającej znacznie większy komfort. Zamiast tego po raz kolejny rozsypał się i to na własnym stadionie, przed własną publicznością.

Stadion, który w latach mistrzowskiej serii był fortecą, dziś coraz częściej wygląda jak miejsce, które obciąża projekt Bianconerich. Podobne domowe wpadki zdarzały się już z Sassuolo i Veroną. Teraz doszła Fiorentina, a stawka była jeszcze większa.

Pokażcie jaja!

Po meczu kibice przywołali drużynę pod Curva Sud, by wyrazić całą swoją wściekłość. Piłkarzy żegnały ogłuszające gwizdy, a jednym z najmocniejszych okrzyków z trybun było: “Pokażcie jaja”. Przekaz był prosty i brutalny. Kibice mieli dość nie tylko wyniku, ale przede wszystkim postawy zespołu. Juventus nie przegrał z Interem, Napoli czy europejskim gigantem. Przegrał u siebie z Fiorentiną, która nie grała już o nic, w meczu mogącym zdecydować o awansie do Ligi Mistrzów.

Niedziela w Turynie zaczynała się od zupełnie innych oczekiwań. Po zwycięstwie z Lecce Juventus miał powtórzyć zadanie: może bez fajerwerków, ale skutecznie. Spalletti postawił na tę samą jedenastkę, chroniąc przede wszystkim Thurama. Już od miękkiego początku spotkania kibice mieli jednak sygnał ostrzegawczy. Nie widzieli w drużynie dumy, gniewu ani jasnego impulsu, który powinien pojawić się w meczu o takiej wadze.

Iluzje po przerwie i zimny prysznic

Na początku drugiej połowy przez chwilę wydawało się, że trybuny jeszcze raz spróbują pchnąć zespół. Koopmeiners, żegnany gwizdami, został zmieniony przez Bogę, który od razu ruszył z kontrą lewą stroną. Stadion na moment się ożywił. Kilka minut później ten entuzjazm znów jednak zmienił się w frustrację. Gole Fiorentiny uciszyły 40 tysięcy kibiców na Allianz Stadium. Anulowane trafienia McKenniego i Vlahovicia na chwilę rozpalały nadzieję, ale po drugim golu Violi na stadionie zapanował chłód. Część kibiców opuściła trybuny przed końcem spotkania, inni zostali, by dołączyć do protestu.

Juventus musi teraz wygrać derby z Torino i liczyć na korzystne wyniki rywali w ostatniej kolejce. To najgorszy możliwy scenariusz dla klubu, który jeszcze chwilę wcześniej miał sprawy w swoich rękach. Roma i Milan są przed Bianconerimi, Como zrównało się punktami, a Stara Dama przez bezpośrednie mecze znajduje się za beniaminkiem.

Liga Mistrzów ucieka, a cierpliwość kibiców się skończyła

Najgorsze w tej porażce jest nie tylko 0:2. Najgorsze jest to, że Juventus na własne życzenie znalazł się na krawędzi szóstego miejsca i gry poza Ligą Mistrzów. Dla projektu Spallettiego, dla mercato, dla finansów i dla wiarygodności klubu byłby to cios ogromny. Kibice zareagowali tak ostro, bo trudno było znaleźć dla drużyny okoliczności łagodzące. Fiorentina nie musiała niczego udowadniać, a mimo to wyglądała jak zespół bardziej konkretny i bardziej gotowy do zadania ciosu. Juventus miał za sobą atut własnego boiska: stadion i kibiców, presję, stawkę i obowiązek. Nie miał chęci wygranej.

Na tydzień przed derbami z Torino Bianconeri są w sytuacji, której jeszcze niedawno mogli uniknąć. Teraz nie wystarczy już tylko wygrać. Trzeba wygrać i czekać. A to w przypadku Juventusu, który sam oddał kontrolę nad własnym losem, brzmi jak najcięższy wyrok po tej koszmarnej niedzieli.

Leć na mecz Juve-Parma!

Subskrybuj
Powiadom o
4 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
4
0
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii, zostaw proszę komentarz!x

Lub zaloguj się za pomocą: