Po klęsce zaczynają się rozliczenia. Spalletti idzie do Elkanna, Comolli pod presją
Porażka z Fiorentiną może być dla Juventusu czymś więcej niż tylko sportową katastrofą na finiszu sezonu. We Włoszech coraz głośniej mówi się już nie tylko o straconej Lidze Mistrzów, ale też o rozliczeniach wewnątrz klubu: Luciano Spalletti chce rozmowy z Johnem Elkannem, a praca Damiena Comollego i całego pionu sportowego trafia pod lupę.
fot. @juventus.com
Porażka Juventusu z Fiorentiną otworzyła w Turynie znacznie szerszą dyskusję niż tylko ta dotycząca ostatnich dziewięćdziesięciu minut. Według La Gazzetta dello Sport klęska, która może wypchnąć Bianconerich z Ligi Mistrzów do Ligi Europy, stawia pod znakiem zapytania wiele założeń, na których klub opierał najbliższą przyszłość. Giovanni Albanese pisze wprost o pełnoprawnym załamaniu. Nie do końca niespodziewanym, bo sygnały ostrzegawcze pojawiały się już wcześniej, ale na tyle poważnym, że może ono zmienić wszystko, co jeszcze niedawno wydawało się zaplanowane. Jego zdaniem druga część sezonu zebrała w sobie wiele negatywnych czynników i potwierdziła wszystkie ryzyka, które istniały już na etapie budowy kadry. Dlatego brak sprowadzenia środkowego napastnika w styczniu nie może być jedynym wytłumaczeniem obecnej sytuacji.
Spalletti chce rozmowy z Elkannem
Luciano Spalletti obejmował Juventus z przekonaniem, że drużyna ma wszystko, czego potrzeba do osiągnięcia minimalnych celów sezonu. Chodziło o awans do 1/8 finału Ligi Mistrzów i zakwalifikowanie się do kolejnej edycji tych rozgrywek. Do tego dochodziła jeszcze Coppa Italia. Dziś wszystkie te cele są albo przegrane, albo bardzo bliskie przegrania. Po meczu z Fiorentiną trener zapowiedział rozmowę z Johnem Elkannem. Nie uciekał od odpowiedzialności, ale też wyraźnie zasugerował, że chce przedstawić właścicielowi własną analizę sytuacji. Włoskie media podkreślają, że Spalletti nie wygląda na człowieka, który zamierza sam zejść ze sceny. Raczej będzie chciał bronić pracy wykonanej od momentu przyjścia do klubu.
Guglielmo Buccheri zauważa, że Spalletti znalazł się teraz na ziemi niczyjej. Miał być człowiekiem, który nada kolejnemu projektowi Juventusu sens, tymczasem końcówka sezonu podważa wiele z tego, co udało się wcześniej zbudować. Jego Juventus momentami wyglądał interesująco, miał swoją tożsamość i potrafił wzbudzić ciekawość kibiców, ale ostatnie mecze mocno fałszują obraz tej odbudowy: najpierw Verona, potem Fiorentina, a w tle widmo utraty Champions League.
Elkann wierzy w Spallettiego, ale nie tak miał wyglądać finał
Spalletti ma kontrakt z Juventusem do 2028 roku i formalnie pozostaje jednym z filarów planowanej odbudowy. Według LGdS właściciel wciąż ceni trenera i nie planuje rewolucji technicznej. Relacja między Spallettim a Elkannem opiera się na wzajemnym szacunku, a jeszcze niedawno właściciel miał być przekonany, że kolejny sezon można rozpocząć na solidniejszych fundamentach właśnie dzięki obecności obecnego szkoleniowca. Problem w tym, że Juventus miał wykonać krok naprzód, a nie utknąć w miejscu. Spalletti przejmował drużynę zajmującą siódme miejsce i tracącą sześć punktów do lidera. Po siedmiu miesiącach zespół jest szósty, a strata do szczytu tabeli wzrosła do osiemnastu punktów. To nie jest obraz postępu, który łatwo sprzedać kibicom jako sukces.
Trener po Fiorentinie mówił o potrzebie własnej analizy i wzięcia odpowiedzialności. Bronił jednak również dorobku drużyny, wskazując, że Juventus nadal jest w Europie i że sezon nie jest jeszcze formalnie zakończony. Problem w tym, że takie słowa w obecnym momencie działają na kibiców jak płachta na byka. Dla Juventusu sama obecność w Lidze Europy nie jest argumentem łagodzącym rozczarowanie, tylko symbolem porażki minimalnego celu.
Comolli pod lupą. Żaden duży ruch nie dał odpowiedzi
Drugi wątek jest jeszcze bardziej niewygodny dla klubu, bo dotyczy nie tylko trenera, lecz całego pionu sportowego. Albanese wskazuje, że na finiszu sezonu szczególnie wyraźnie wychodzą ograniczenia Juventusu w fazie planowania. Pod lupą znalazła się praca Damiena Comollego, człowieka, który w ostatnim roku przebudował obszar techniczny klubu i skupił w swoich rękach także rynek transferowy. Według włoskiego dziennikarza dziś trudno wskazać inwestycję, która dałaby jednoznacznie pozytywną odpowiedź.
Symboliczne jest to, że w meczu tak ważnym dla sezonu na ławce siedzieli zawodnicy tacy jak Jonathan David i Lois Openda. Piłkarze sprowadzani po to, by zwiększyć jakość i głębię kadry, w decydującym momencie nie okazali się realnym wsparciem. Do tego dochodzi brak liderów w najważniejszych momentach sezonu, słaba reakcja zespołu na presję i poczucie, że projekt nie ma wystarczająco mocnego kręgosłupa.
Brak Ligi Mistrzów może wywrócić plany
Największy problem polega na tym, że ewentualna utrata Ligi Mistrzów nie będzie wyłącznie sportową skazą. To także potężny cios finansowy i organizacyjny. Juventus planował dalszą przebudowę z określonymi założeniami budżetowymi, a brak pieniędzy z Champions League może wymusić korektę całego projektu. W praktyce oznacza to trudniejszy rynek, mniejszą atrakcyjność dla nowych piłkarzy i konieczność dokładniejszego rozliczenia tych, którzy odpowiadali za dotychczasowe decyzje. Spalletti może nadal być trenerem, wokół którego klub chce budować najbliższe lata, ale bez awansu do Ligi Mistrzów jego pozycja także przestaje być nietykalna w sensie czysto politycznym. Nawet jeśli klub nie planuje zmiany szkoleniowca, rozmowa z Elkannem będzie miała ciężar znacznie większy niż zwykłe podsumowanie sezonu.
LGdS nie sugeruje, że odpowiedzialność za porażkę z Fiorentiną należy szukać poza Continassą. Przeciwnie – wszystko prowadzi do wnętrza klubu. Trener, dyrekcja, zawodnicy, planowanie, transfery i mentalność drużyny tworzą jeden problem, którego nie da się już przykryć pojedynczym pechem czy brakiem jednego napastnika w styczniu. Spalletti będzie chciał przedstawić Elkannowi własną wersję wydarzeń i zapewne przekonać go, że to nadal on powinien prowadzić Juventus w kolejnym cyklu. Comolli i pion sportowy będą musieli natomiast wytłumaczyć, dlaczego przebudowa kadry nie dała spodziewanych efektów, a kluczowe inwestycje nie przełożyły się na wyniki.
Porażka z Fiorentiną może więc okazać się nie końcem sezonu, ale początkiem klubowego rozliczenia. Juventus nadal ma matematyczne szanse na Ligę Mistrzów, ale politycznie i sportowo w Turynie już zaczęło się pytanie, kto zapłaci za sezon, który miał dać nowy start, a może zakończyć się kolejnym bolesnym resetem.