Pięć grzechów Comollego
Po klęsce z Fiorentiną i widmie braku Ligi Mistrzów pod lupą znalazł się nie tylko Luciano Spalletti. La Gazzetta dello Sport pisze, że w Juventusie chwieje się także pozycja Damiena Comollego, który miał przywrócić klubowi równowagę po erze Cristiano Giuntoliego, a dziś sam musi mierzyć się z listą zarzutów.
fot. @juventus.com
Juventus po porażce z Fiorentiną znalazł się na krawędzi sportowej i finansowej katastrofy. Bianconeri nie kontrolują już w pełni walki o Ligę Mistrzów, kibice są wściekli, a przy Continassie zaczęło się szukanie odpowiedzialnych. Naturalnie najwięcej uwagi spada na piłkarzy i Luciano Spallettiego, ale La Gazzetta dello Sport przesuwa reflektor także wyżej – na Damiena Comollego.
Francuz został wybrany przez Johna Elkanna, by po rozstaniu z Cristiano Giuntolim przywrócić Juventusowi porządek i równowagę. Miał być człowiekiem nowej struktury, bardziej analitycznego podejścia i świeżego spojrzenia. Według Gazzetty po roku pracy jego bilans jest jednak dramatyczny: Juventus jest poza wszystkim, może stracić Ligę Mistrzów i idzie w stronę poważnej straty finansowej.
Zakupy, które nie zrobiły różnicy
Pierwszy zarzut dotyczy mercato. Gazzetta pisze, że od momentu przyjścia do Turynu Comolli przejął kontrolę nad rynkiem, kontynuując część operacji rozpoczętych jeszcze przez poprzedników, jak w przypadku Jonathana Davida, ale też przeciągając do ostatnich dni okna poszukiwania wzmocnień, które miały zrobić różnicę.
Najmocniej wybrzmiewa temat Randala Kolo Muaniego. Comolli latem miał dość wyraźnie zasygnalizować próbę jego powrotu, ale operacja ostatecznie upadła. Na finiszu mercato Juventus sięgnął więc po Loisa Opendę i Edona Zhegrovę. Obaj razem uzbierali zaledwie dziesięć występów od pierwszej minuty i nie zostawili po sobie śladu.
Nie lepiej oceniana jest wymiana Alberto Costy na Joao Mario, jedna z decyzji, która najmocniej miała zirytować Igora Tudora. Chorwatowi obiecywano drużynę do walki o scudetto, a dostał kadrę, której ograniczenia zaczął publicznie sygnalizować bardzo szybko.
Tudor, Spalletti i te same problemy
Drugi zarzut dotyczy zarządzania technicznego. Relacja Tudora z Comollim szybko zaczęła się psuć, a słabe wyniki doprowadziły do zwolnienia trenera w listopadzie. Przy prezentacji Spallettiego jako następcy Comolli nie oszczędzał poprzedniego szkoleniowca, ale końcówka sezonu pokazuje, że diagnozy Tudora nie były pozbawione podstaw.
Juventus odpadł z Pucharu Włoch i Ligi Mistrzów wcześniej niż oczekiwano, a później nie potrafił zamknąć sprawy czwartego miejsca. Szczególnie bolesne były domowe wpadki z rywalami słabszymi na papierze: Sassuolo, Veroną i Fiorentiną. Gazzetta stawia sprawę jasno: jeśli dwóch trenerów narzeka na podobne ograniczenia kadry, problem musiał pojawić się już na etapie planowania sezonu.
Decyzje podejmowane zbyt późno
Trzeci punkt dotyczy samego sposobu podejmowania decyzji. Według Gazzetty Comolli działał bardzo pionowo, przebudowując Juventus po Giuntolim, ale struktura, z której korzystał, okazała się zbyt słaba operacyjnie. Nie chodzi o brak kompetencji ludzi, lecz o czas reakcji.
Latem Comolli miał prowadzić mercato przy wsparciu zaufanych pośredników zewnętrznych, odkładając wybór szefa skautingu zdolnego pracować według jego strategii. Dopiero po serii rozmów postawił na Ottoliniego jako dyrektora sportowego, na kilka dni przed rozpoczęciem zimowego okna. Nowy współpracownik ruszył szukać środkowego napastnika, a ostatecznie Comolli i Modesto zamknęli operację z Jeremie Bogą.
Gazzetta przyznaje, że zmiennik dla Yildiza był potrzebny, ale podkreśla sedno problemu: Juventus zamknął zimowe mercato bez klasycznej dziewiątki. A właśnie tego zabrakło w najważniejszym momencie sezonu.
Chaos w negocjacjach
Czwarty zarzut to niejasność i przeciąganie negocjacji. Dziennik opisuje pracę Comollego jako proces z długimi fazami refleksji, momentami chaosu i gwałtownymi zwrotami na końcu, które nie zawsze były przekonujące. Przykładem ma być Vlahović, który przez całe lato pozostawał na rynku, ale postawił na swoim, został w Turynie i finalnie okazało się, że miał rację. Kolo Muani nie został sprowadzony, podobnie jak inni zawodnicy, którzy mogli podnieść poziom drużyny.
Gazzetta zwraca uwagę także na dziwny moment przy zmianie trenera. Po uzyskaniu gotowości Spallettiego do przejęcia zespołu Comolli miał jeszcze zwlekać i rozmawiać z Raffaele Palladino. Według dziennika ta skłonność do komplikowania rozmów stworzyła kolejne problemy.
Błędy, których nie naprawiono
Ostatni zarzut jest być może najcięższy: Juventus zbyt rzadko korygował swoje błędy w trakcie sezonu. Kryzys w ataku nie został rozwiązany, defensywna stabilność pojawiła się głównie dzięki powrotowi i roli Bremera, a poszukiwanie talentów nie przyniosło przełomu. Gazzetta pisze, że Comolli sondował wielu zagranicznych skautów, ale długo nie dochodził do konkretnych porozumień i często był krok za potrzebnymi rozwiązaniami. Być może wynikało to z potrzeby dłuższej analizy kontekstu, ale Juventus nie miał luksusu czasu.
Najbardziej obrazowe jest zdanie o styczniowym oknie: klub potrzebował numeru 9, a przyszedł numer 13, czyli Boga. Szerzej problem polegał na tym, że Juventus często wybierał piłkarzy o cechach innych niż te, których wymagała gra zespołu. Symbol sezonu? David i Openda na ławce w decydującym meczu z Fiorentiną. Według Gazzetty to fotografia kampanii zbyt mocno naznaczonej błędnymi wyborami, której nie da się wyjaśnić bez uznania odpowiedzialności w gabinetach.
Dlatego tekst o Comollim nie jest tylko kolejnym szukaniem winnego po porażce. To próba pokazania, że kryzys Juventusu nie zaczął się od jednego błędu Di Gregorio, jednej nietrafionej decyzji Spallettiego czy jednej zmarnowanej okazji Vlahovicia. Jeśli projekt sportowy znów się sypie, odpowiedzi trzeba szukać także tam, gdzie ten projekt był planowany.