Juventus wydał fortunę i został z niczym. 875 milionów, zero scudetti

La Gazzetta dello Sport rozlicza Juventus z ostatnich sześciu lat na rynku transferowym. Według dziennika Bianconeri wydali na zakupy 875 milionów euro, a po odliczeniu wpływów ze sprzedaży nadal zostali z inwestycją rzędu 400 milionów. Mimo tego od 2020 roku nie zdobyli ani jednego mistrzostwa Włoch.

Porażka Juventusu z Fiorentiną i ryzyko braku awansu do Ligi Mistrzów są tylko ostatnim rozdziałem większej historii. La Gazzetta dello Sport patrzy na kryzys Juventusu szerzej i przypomina, że problem nie zaczął się w ostatnią niedzielę. To efekt lat nietrafionych decyzji, zmian strategii, kolejnych dyrektorów i ogromnych pieniędzy wydanych na drużynę, która od 2020 roku nie potrafiła wrócić na szczyt Serie A. Według wyliczeń dziennika Juventus od ostatniego scudetto przeznaczył na transfery łącznie 875 milionów euro. Saldo netto inwestycji, po uwzględnieniu sprzedaży, ma wynosić około 400 milionów euro. W zamian klub dostał 2 Puchary Włoch i jedno podium w Serie A, ale ani jednego mistrzostwa Włoch i coraz bardziej bolesne poczucie, że kolejne projekty nie przynoszą przełomu.

Od Arthura do Opendy

Gazzetta wymienia kolejne lata i kolejne duże operacje. W sezonie 2020/21 Juventus miał wydać 204 miliony euro, a symbolem tamtego okresu pozostaje Arthur. Obok niego pojawiali się Federico Chiesa, Weston McKennie, Nicolo Rovella czy Alvaro Morata.

Rok później na czele listy znalazł się Dusan Vlahović, którego transfer z Fiorentiny kosztował 70 milionów euro plus bonusy. Do tego doszli między innymi Manuel Locatelli, Moise Kean, Denis Zakaria, Federico Gatti i Kaio Jorge. Łącznie Gazzetta wylicza tamten sezon na 183 miliony euro.

W sezonie 2022/23 największą inwestycją był Gleison Bremer, a obok niego pojawili się Filip Kostić, Andrea Cambiaso, Arkadiusz Milik, Paul Pogba i Angel Di Maria. Rok później wydatki były znacznie niższe, ale efekt sportowy także nie przyniósł mistrzowskiego zwrotu.

Największy ciężar wrócił w dwóch ostatnich sezonach. W rozgrywkach 2024/25 Gazzetta wskazuje kwotę 250 milionów euro, z Koopmeinersem, Douglasem Luizem, Nico Gonzalezem, Lloydem Kellym, Khephrenem Thuramem, Michele Di Gregorio, Pierre’em Kalulu, Juanem Cabalem i Vasilije Adziciem. W sezonie 2025/26 zakupy mają sięgać 125 milionów euro, za które zostali sprowadzeni Lois Opendą, Francisco Conceicao, Edon Zhegrova, Jonathan David i Joao Mario.

Lista jest długa, ale najważniejszy jest efekt. Juventus nie tylko nie zdobył scudetto. W obecnym sezonie, na kolejkę przed końcem, znalazł się poza strefą Ligi Mistrzów.

Zmieniali się dyrektorzy, zmieniały się pomysły

Gazzetta zwraca uwagę, że pieniądze nie były jedynym problemem. Klub przez lata często zmieniał kierunek. Po erze Giuseppe Marotty i Fabio Paraticiego przychodzili kolejni ludzie odpowiedzialni za projekt sportowy, od Maurizio Arrivabene i Federico Cherubiniego po Cristiano Giuntoliego, a teraz Damiena Comollego. Każdy etap miał przynieść nowe otwarcie. Każdy miał uporządkować poprzednie błędy. W praktyce Juventus bardzo często zaczynał od nowa, płacąc za dawne decyzje i nowymi transferami próbując łatać problemy, które sam wcześniej stworzył.

Najbardziej bolesne jest to, że wiele drogich operacji nie dało oczekiwanego sportowego zwrotu. Arthur wciąż pozostaje własnością Juventusu, choć od dawna nie ma miejsca w projekcie. Douglas Luiz, sprowadzony za duże pieniądze, nie spełnił oczekiwań. Koopmeiners miał podnieść jakość środka pola, ale stał się jednym z symboli rozczarowania. Openda i David mieli rozwiązać problemy w ataku, a Juventus nadal cierpi na brak skuteczności i stabilności.

Rachunek wraca teraz

Brak Ligi Mistrzów byłby dla Juventusu ciosem nie tylko finansowym. Byłby też podsumowaniem kilku lat, w których klub wydawał ogromne pieniądze, ale nie potrafił zamienić ich na dominację, stabilność i zwycięską tożsamość. Właśnie dlatego liczba 875 milionów euro brzmi tak mocno. Nie chodzi wyłącznie o księgowość. Chodzi o skalę inwestycji, która miała przywrócić Juventusowi wielkość, a doprowadziła do sytuacji, w której Stara Dama przed ostatnią kolejką musi oglądać się na Milan, Romę i Como.

Gazzetta przedstawia więc nie tyle zwykłe rozliczenie mercato, ile akt oskarżenia wobec całego modelu budowy drużyny po ostatnim mistrzostwie. Juventus wydał fortunę, zmieniał dyrektorów, trenerów i hasła przewodnie, ale po sześciu latach nadal nie znalazł drogi powrotnej na szczyt. A jeśli zabraknie Ligi Mistrzów, kolejny projekt znów będzie trzeba zaczynać od cięć, sprzedaży i tłumaczeń.

Leć na mecz Juve-Parma!

Subskrybuj
Powiadom o
3 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
3
0
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii, zostaw proszę komentarz!x

Lub zaloguj się za pomocą: