#FINOALLAFINE

Buffonada

We Włoszech jak to we Włoszech powrót należało wystroić na galowo i pokazać z pompą: dla możliwie najszerszej publiczności, z chlubną historią w tle i rzuceniem prestiżowego trofeum na pierwszy głód. Dopiero po szybkich pucharowych igrzyskach przyjdzie pora na ligowy chleb.

Imię Vincenzo w świecie calcio już nie kojarzy się w pierwszej kolejności z mającym od paru lat złą passę Montellą. Teraz najbardziej popularny Vincenzo nosi nazwisko Spadafora i jest ministrem sportu w rządzie Giuseppe Conte. On najbardziej upierał się, żeby rozpocząć granie od Coppa Italia. Dlaczego tak bardzo mu na tym zależało? Ze względu na otwartość i dostępność. Te rozgrywki są transmitowane przez publiczną stację Rai, więc każdy bez ponoszenia dodatkowych kosztów mógł czuć się zaproszony na wesele i zjednoczyć z innymi w świętowaniu.

PÓŁ WIEKU PÓŹNIEJ

Naciskał też, żeby finał rozegrać 17 czerwca, to z kolei dla uczczenia 50-tej rocznicy niezwykłego meczu. Jeśli cztery razy zdobywa się mistrzostwo świata, a jeszcze dodatkowe dwa mundiale gra w finale, nie licząc sukcesów w mistrzostwach Europy, siłą rzeczy meczów o statusie legendarnych trochę się uzbierało. Ale kto wie, czy największą estymą nie cieszą się akurat dwa nie finałowe. Z pokonaniem Brazylii na turnieju w Hiszpanii w 1982 roku równać się może zwycięski półfinał z RFN w 1970. O horrorze rozpisanym na pięć goli w dogrywce z włoskim happy endem po strzale Gianniego Rivery gazety pisały, że nie był to zwykły mecz piłkarski. Nazwały go starciem stulecia. Finał Coppa Italia 2020 w Rzymie wydawał się najlepszym sposobem odkurzenia o nim zbiorowej pamięci. 17 czerwca, stając się więc terminem z pogranicza polityki i sportu, był nie do ruszenia. Ale jak tu wcześniej zmieścić rewanżowe półfinały, jeśli rząd zezwolił na organizację imprez sportowych dopiero od 14 czerwca? Udało się zdobyć dyspensę na jeden mecz i przyspieszyć jego rozegranie o jeden dzień, drugi pozostał bez zmian, co zaraz skwasiło atmosferę. Juventus z Milanem, które jako pierwsze stawały do rywalizacji, siedziały cicho, podobnie jak Napoli, ale jego rywal Inter już ostro się postawił. Nie dość, że w przypadku wyeliminowania podopiecznych Gennaro Gattuso miałby tylko 72 godziny do finału, to już w niedzielę jako jedyny z półfinalistów stawał do ligowej rywalizacji. A to z tego powodu, że najpierw w kalendarzu ustawiono nadrobienie czterech zaległości z 25 kolejki. I później – w jego przypadku kolejne trzy dni później – tak jak wszyscy przystępował do kolejki numer 27. Rachunek wychodził trudny do zaakceptowania: potencjalnie 4 mecze w 11 dni. Końska dawka, która mogła powalić nawet tak wytrzymałe konie jak te ze stajni Antonio Conte, zwłaszcza po trzymiesięcznym postoju w boksach.

Zamiast święta śmierdziało więc skandalem. Zły Inter zagroził, że w ramach protestu wyśle do Neapolu drużynę juniorów. Ostatecznie, jak zwykle po kłótniach i prężeniu muskułów udało się wypracować kompromis w postaci przesunięcia odpowiednio o jeden dzień każdego z półfinałów.

DWA REKORDY

Tylko jeden człowiek w środowy wieczór na Stadio Olimpico ma szansę przebić legendy sprzed pół wieku. To Gianluigi Buffon. W ogóle ten cały powrót jest jakby ułożony pod niego i dla wzmocnienia jego chwały. Dodajmy – wiecznej chwały. Jeśli wzniósłby to trofeum, dołączyłby do Roberto Manciniego pod względem liczby ich zdobycia. Mieliby po sześć w kolekcji. Różnica polegałaby na tym, że obecny selekcjoner miał duży wkład w każde z tych zwycięstw, Buffon naprawdę w znikomej części. Na początku kariery w 1999 roku owszem wydatnie pomógł Parmie ale broniąc już w Juventusie pucharowe terminy, finałów nie wyłączając, były dla niego z reguły dniami wolnymi od pracy. Od 2011 roku, kiedy Juventus powoli wzbijał się nad lokalną konkurencję, do 2018 rozegrał raptem 4 mecze w Coppa Italia. Tylko dwa lata temu nie odpuścił finału na rzecz rezerwowego. Wojciech Szczęsny nie dostał więc tej małej satysfakcji, która wcześniej stała się udziałem Marco Storiariego w 2015 i Norberto Neto w 2016 i 2017 roku.

Po powrocie Buffona z Paryża jednak role się odwróciły. Teraz to krajowy puchar przede wszystkim trzymał go przy piłkarskim życiu. Bo liga należy do Polaka – według statystyk najlepszego na swojej pozycji w Serie A. Tak ustawiona hierarchia nie powinna oczywiście przeszkodzić temu, żeby Maurizio Sarri – choć prawdopodobnie nie przy pierwszej sposobności, ale którejś na pewno – wstawił 42-letniego weterana do bramki na ligowy mecz. Po to, by ten zaliczył 648 występ i stał się samodzielnym rekordzistą wszech czasów. Na razie tytułem dzieli się z Paolo Maldinim. Następnie czeka na niego do podpisania kontrakt na kolejny sezon. Jednak po rekord Alessandro Del Piero, który dla Juventusu zagrał 705 razy, raczej nie sięgnie.

TRZY PLANY

Najłatwiej prognozować, że największymi wygranymi tego sezonu będą wszyscy, jeśli na ustalonych warunkach uda się go dokończyć. Plan A przewiduje 124 mecze zamknięte w 44-dniowym przedziale między 20 czerwca a 2 sierpnia. Istnieją, jeszcze plany B i C, o co też trwały zażarte spory i w końcu C stał się B. A zatem, gdyby do 10 lipca pojawił się w jakimś zespole choćby jeden pozytywny przypadek Covid-19, rozgrywki zostałyby zawieszone. Liga zamieniłaby się w play-off i play-out na warunkach jeszcze do ustalenia, ale prawdopodobnie z udziałem czterech, maksymalnie sześciu drużyn. Jeśli nie można by przystąpić do realizacji planu B, wszedłby w życie wariant trzeci, zwany algorytmem. O kolejności w tabeli zdecydowały matematyczne przeliczenia i uśrednienia.

Jednocześnie ostrzegło się wszystkie kluby, że wszelkie próby zatajenia pozytywnego przypadku będą piętnowane z całą surowością, na podobnej zasadzie jak na przykład sprzedanie meczu, i karane nawet relegowaniem z ligi. Żartów nie będzie.

Po trzech miesiącach przerwy każdemu przyda się rzut oka na tabelę. Na czele Juventus o punkt przed Lazio i 9 przed Interem, który ma do nadrobienia zaległości z Sampdorią. Nietrudno przewidzieć, że walka o scudetto rozegra się między tymi trzema klubami. Czwartej Atalancie w utrzymaniu miejsca w Lidze Mistrzów najbardziej zagrażać będą Roma i Napoli. Na sprint i pogoń Milanu trudno liczyć z dwóch powodów. Po pierwsze – kontuzji łydki Zlatana Ibrahimovicia i w związku z tym przynajmniej dwa tygodnie rekonwalescencji. Po drugie – ten zbliżający się okres wygląda na poligon doświadczalny przed nowym rozdaniem. Kto będzie pasował do koncepcji przyszłego trenera lub dyrektora Ralfa Rangnicka, a kto będzie musiał szukać nowego pracodawcy?

Znajdujące się pozycję wyżej Napoli również, choć nie w takim stopniu, szykuje się do przegrupowania sił. Prezydent Aurelio de Laurentiis chełpił się, że udało mu się przekonać do przedłużenia kontraktów Driesa Mertetisa i Piotra Zielińskiego. Zwłaszcza Belg jest oczkiem w głowach kibiców. Od zera, cegiełka po cegiełce zbudował swój pomnik w Neapolu. Przychodził jako anonim, długo był co najwyżej przydatnym dublerem i nagle za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (maga Sarriego) przemienił się w gwiazdę. Najbliższy gol da mu święty status najskuteczniejszego piłkarza wszech czasów Napoli: przed Markiem Hamsikiem (121) i Diego Maradoną (115). Z drugiej strony prezydent nie uniknie bardziej lub mniej bolesnych pożegnań: z Arkadiuszem Milikiem, Jose Callejonem, Kalidou Koulibalym i Fabianem Ruizem.

Roma chce zerwać się ze smyczy Jamesa Pallotty. Amerykański właściciel drepcze w miejscu, w ostatnim czasie klub przestał się rozwijać i kibice w nim widzą przyczynę wszystkich problemów i wroga publicznego numer 1. Na szczęście on sam zrozumiał, że doszedł do ściany i nie zamierza walić w nią głową, tylko się wycofać. Inna sprawa, że poszukiwania nowego właściciela idą dość opieszale. Rzymianię modlą się, żeby wreszcie się udało i żeby na do widzenia nie zgarnął forsy ze sprzedaży Nicolo Zaniolo.

Co do transferów, jeśli treści o większości można by zmieścić do jednej reklamówki, to spekulacje o jednym wystawałyby nawet z walizy potężnych rozmiarów. Temat Lautaro Martineza w Barcelonie wałkowany był codziennie. Inter lekko się stawiał i szczerzył zęby na informacje, że właściwie wszystko jest już przesądzone. Zasłaniał faktem, że Argentyńczyka wiąże jeszcze trzyletni kontrakt, do którego ma wpisaną klauzulę odstępnego w wysokości 111 milionów euro. Jednak według znawców mercato stanie na 70, może 80 milionach i strony dobiją targu. Taka kwota osuszyłaby szybko łzy po tym napastniku, podobnie jak zrobiło 50 milionów (z bonusami w porywach do 60) uzyskanych za Mauro Icardiego od PSG. Jeśli jeszcze uda się spieniężyć Ivana Perisicia, Inter w jesiennym (otwieranym 1 września) okienku transferowym będzie dysponował potężną gotówką. Dyrektor Giuseppe Marotta uspokaja i obiecuje, że w odpowiednim czasie kupi piłkarza o wielkim nazwisku, ale teraz wszystkie ręce na pokład i gonitwa za Starą Damą.

W Lazio wszystko byłoby dobrze, gdyby stare grzechy nie dopadły prezydenta Claudio Lotito, przeciw któremu może zostać wszczęte śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy transferze Mauro Zarate. A pod tym się kryje płacenie pod stołem, przestępstwa podatkowe itp. Czyli grube oskarżenia.

SZUKANIE PUŁAPEK

Jak w tych nienormalnych czasach normalnie dopaść i obalić mistrza? Rozpoczęło się szacowanie szans na różnych płaszczyznach. Dopuszczenie pięciu zmian wcale nie musi być w pierwszej kolejności atutem Juventusu. Do tej pory najwięcej pożytku z rezerwowych miała Atalanta. Podarowali jej aż 14 goli, od pięciobramkowego dorobku zmienników Starej Damy lepsze o 2 jest także Lazio. W tej wakacyjnej gonitwie decydujące może okazać się przygotowanie fizyczne. Tym imponował Inter, którego piłkarze przebiegli najwięcej kilometrów. Jednak trzeci w klasyfikacji uwzględniającej te parametry Juve tak bardzo nie odbiegał.

Najwięcej pułapek dla niego mogą skrywać mecze bez publiczności na własnym stadionie, choć akurat ten z Interem z 9 marca absolutnie tego nie pokazał. Bianconeri na Allianz Stadium zdobyli 37 punktów, najwięcej w Serie A. W pięciu najsilniejszych ligach europejskich wśród gospodarzy większe plony zebrały tylko Paris SG i Barcelona. Pozostaje bez porażki od 22 kwietnia 2018, kiedy uległ Napoli. Z 30 ligowych przegranych od 2011 roku, tylko 5 przypadło na Turyn, gdzie wypracował średnią 2,65. Jeśli ją utrzyma, nikt mu nie podskoczy.

Może czuć się też bezpieczny, jeśli duet Cristiano Ronaldo – Paulo Dybala okaże się najpiękniejszą parą w Italii. Razem strzelili w tym sezonie 38 goli i to przy zastrzeżeniu, że Argentyńczyk był często ściągany za lejce przez Sarriego. Po zawieszeniu rozgrywek pierwszy wyjechał do ojczyzny i jak to ma w zwyczaju, maniakalnie trenował, natomiast drugiego na długie tygodnie unieruchomił koronawirus. Dybala był jednym z trzech, obok Daniele Ruganiego i Blaise’a Matuidiego, chorujących piłkarzy Juve. To juz za nim. Przed nim 12 kolejek do mety, którą w biało-czarnej koszulce zawsze mijał pierwszy.

Autor: Tomasz Lipiński

Źródło: Piłka Nożna 24/2020

Dodaj komentarz

Zaloguj się żeby komentować
  Subskrybuj  
Powiadom o

Najnowsze aktualności

Sarri jednak nie taki zły?

Z Rabiota będą jeszcze ludzie

Wyniki konkursu cz. II.

Sarri: Zachować koncentrację

Przed meczem Milan – Juventus

Arthur weźmie swoich ludzi do Turynu

Przyspieszenie prawej obrony

Mandzukić do wzięcia

Złe i dobre wieści kadrowe

37 Campioni D'Italia