Kiedyś rywale bali się Juventusu. Dziś Juventus boi się presji
Po porażce z Fiorentiną Manuel Locatelli przyznał, że Juventus nie poradził sobie z presją. Dla wielu kibiców były to słowa trudniejsze do przyjęcia niż sam wynik. Poniżej publikujemy tekst Marcina Szydłowskiego, który pojawił się na grupie JuvePoland i stanowi emocjonalny głos kibica o mentalności obecnej drużyny.
fot. @ juventus.com
Poniższy tekst został opublikowany przez Marcina Szydłowskiego na grupie JuvePoland po porażce Juventusu z Fiorentiną. Publikujemy go jako głos kibica i materiał opiniotwórczy. Zawarte w nim oceny są opinią autora.
Nie spodziewałem się, że po występie przeciwko Fiorentinie cokolwiek dzisiaj wywoła we mnie większy niesmak, ale kapitan Juventusu, Manuel Locatelli, dokonał, wydawało mi się, niemożliwego. Po domowym meczu z wygodnie rozsiadłą w środku tabeli Fiorentiną kapitan Juventusu stanął przed mikrofonem i wyjawił prawdziwą przyczynę obecnego stanu rzeczy.
Włoski pomocnik z ponad 220 występami w barwach Juventusu, kapitan tego zespołu, wychodzi i otwarcie przyznaje, że zawodnicy nie poradzili sobie z presją tego spotkania.
„Myślę, że trochę cierpieliśmy przez presję, która była wokół tego spotkania”.
„Na pewno nie byliśmy w stanie zareagować na presję, która wiąże się z grą tutaj”.
„Żeby grać tutaj, potrzeba osobowości, która wiąże się z presją.(…) Tej osobowości brakowało wiele razy”.
Rozumiecie, kopacze zarabiający miliony euro rocznie nie poradzili sobie z presją gry przeciwko drużynom, które przyjechały sobie na wycieczkę i poharatać w gałę. Przerosła ich presja w meczu z Hellasem, teraz Fiorentiną. To jest mental gości, którzy mają czelność mydlić kibicom oczy, że są w Juventusie po to, żeby walczyć o najwyższe cele?
Bolesna prawda jest taka, że Juventus w tym wyścigu żółwi i tak miał więcej szczęścia niż rozumu, bo w absurdalnych okolicznościach punkty gubili bezpośredni rywale. Jednak nie da się temu szczęściu pomóc, jeśli mentalność jest na poziomie środka tabeli. To nie są mistrzowie, to nie są piłkarze, którzy wychodzą na boisko wygrywać.
W Juventusie obecnie dominują piłkarze nie jakościowo, ale przede wszystkim mentalnie wiotcy. Tacy, którzy wychodzą na boisko nie „wygrywać”, ale „starać się”.
Pamiętam wypowiedzi Wojtka Szczęsnego, który wspominał mecze przeciwko Juventusowi z perspektywy zawodnika Romy, że przed meczem z Juventusem, szczególnie na ich stadionie, pewność siebie przeciwników spadała drastycznie, bo w powietrzu było czuć dominację Starej Damy. Stojąc w tunelu, otoczonym zdjęciami wielkich mistrzów unoszących największe trofea w piłce go głów piłkarzy wlewały się obawy, że tego meczu nie wygrają.
Teraz jest zupełnie odwrotnie. Stojąc w tunelu rywale widzą przestraszonych chłopców z mentalem juniorów, którzy mają w głowach przekonanie, że ‘dadzą z siebie wszystko i zobaczymy jak będzie’. Kiedyś rzeczywiście było tak, że aby wygrać z Juventusem trzeba było mieć dobrą taktykę i zagrać mecz życia. Obecnie wystarczy zagrać solidnie w obronie i kopnąć na bramkę turyńczyków, raczej coś wpadnie. W tym sezonie aż 46% pierwszych strzałów w światło bramki Juventusu kończyło się golem.
Problemy mentalne, o których wspomina Locatelli, widać było na przestrzeni ostatnich kilku sezonów wielokrotnie. Sam o tym wspominam niemal w każdym tekście i w każdym komentarzu w dyskusji z Wami. To nie jest brak jakości, bo Juventus sprowadza dobrych zawodników za duże pieniądze. Bremer przed dołączeniem do Juve był najlepszym obrońcą Serie A, Di Gregorio najlepszym bramkarzem, Koopmeiners najlepszym pomocnikiem. Vlahović strzelał dla Fiorentiny jak na zawołanie, nawet David w Lille był topowym napastnikiem w Ligue 1.
To nie umiejętności brakuje w tej szatni. To piłkarze w momentach prawdziwych prób, momentów kluczowych w piłce nożnej, przegrywają mecze w swoich głowach, jeszcze w szatni. Bo jak mają rywalizować jak równy z równym w meczach o trofea, kiedy otwarcie przyznają, że przerastają ich mecze o stawkę z grającymi już o nic spadkowiczami lub drużynami ze środka tabeli.
I właśnie to widać też na boisku, swoistą symboliką tego stanu rzeczy jest w Juventusie dysproporcja między xG, a faktycznymi golami. To właśnie jest ten moment kulminacyjny między „chcę”, a „umiem”; między „próbuję”, a „robię”. Między „gram” a „wygrywam”.
To jest mentalność, której nie da się nauczyć teoretycznie. Albo jest silny mental wygrywania od początku, albo nabywa się go w szatni, dzieląc ją z zawodnikami, którzy go posiadają i wiedzą jakie to uczucie wygrywać trofea. Zawodnicy, w kierunku których patrzą wszyscy, kiedy nie idzie. Nasi kopacze patrzą jedynie w ziemię, mową ciała otwarcie przyznając, że nie mają pojęcia co się dzieje i jak to zmienić. Prawdziwych mistrzów mecze o stawkę, pod presją, w blasku reflektorów napędzają. Naszych paraliżują. I mecz z Fiorentiną czy z Hellasem u siebie to za duża presja dla tego pokolenia płatków śniegu.
I dopóki w Juventusie nie będzie piłkarzy, którzy wychodzą na boisko, żeby wygrywać, dopóty będziemy w tym marazmie sobie trwali.