#FINOALLAFINE

Nowe logo dla nikogo

Kilka miesięcy wystarczyło, by Europa zaczęła się bronić przed chińską ekspansją futbolową. Wojna toczy się głównie na polu biznesowym, w walce o zwiększone przychody ze sprzedaży gadżetów nowym klientom, na nowych rynkach. Orężem więc stają się przede wszystkim marketingowe narracje rozpisywane przez całe armie specjalistów od wizerunku. Metodą na udaną walkę z rekinami biznesu ma być wejście w ich świat, na ich zasadach i z ich zwyczajami.

Pisałem już jakiś czas temu, że to będzie przepyszna zabawa – patrzeć, jak niszczący od lat krajowe rynki i kulturę lokalnych społeczności giganci zaczną nagle odwoływać się do tradycji czy wartości. Jak Bayern będzie wspominał o szkodliwości skupowania najlepszych zawodników, jak Arsenal będzie narzekał na brak szacunku do londyńskich kibiców, jak te wszystkie wielkie marki, które dawno wyczyściły swoje trybuny z chłopaków z sąsiedztwa zaczną lamentować nad przesadną globalizacją. Jak się jednak okazuje – najwięksi nie mają zamiaru zmieniać polityki, wręcz przeciwnie – lekiem na chińską ligę ma być jeszcze więcej nowoczesności.

Przyznaję, nie do końca się tego spodziewałem. Sądziłem, że Europa będzie próbowała wyeksponować to, co zbudowało jej potęgę – zacznie odwoływać się do początków futbolu, do gablot wypełnionych trofeami, do mistrzowskiego fetowania na rynkach miast z udziałem wielotysięcznych gromad kibiców. Do legend, których plakaty zdobiły sypialnie wszystkich Oscarów czy Hulków. Do tego autorytet trenerów, obecność akademii młodzieżowych z długimi tradycjami, puby wymalowane w klubowe barwy. Juventus chyba ostatecznie rozwiał jednak wątpliwości. Stary Kontynent nie dyga przed starciem na nowych ringach, co w sumie poza sprzeciwem tradycjonalistów musi budzić podziw.

Już Atletico Madryt dość drastycznie zmieniło swoją identyfikację wizualną. Juventus jednak poszedł po bandzie. Estetyczne, minimalistyczne, do bólu nowoczesne logo w miejsce starego herbu. Krok pod niemal każdym względem logiczny, słuszny i uzasadniony, a jednocześnie… nieoczywisty.

Naturalnie jak prawie każdy kibol jestem oburzony, zresztą jak zawsze, gdy ktoś majstruje przy wieloletnich tradycjach. Tyle że walka z tym majstrowaniem ma sens w coraz mniejszej liczbie klubów. W Polsce – jasne, jestem w pierwszym szeregu marszów “nowe logo dla nikogo”. Pewnie w Serbii czy nawet w Niemczech mogłoby być podobnie, ba, opór mógłby przenieść wycofanie ze zmian. Różnica jest jednak zasadnicza. Juventus przestał być klubem dla turyńskich dzieciaków już wieki temu, dziś jest globalną firmą, w której od procesu wejścia na stadion po język jej reklam na YouTube wszystko jest skrojone pod kibica spod dowolnej szerokości geograficznej. Jeśli faktycznie ktoś chciałby walczyć o herby w Londynie, Turynie czy Manchesterze, pod hasłem walki o tradycję, o klub, który jest wspólnym dobrem setek tysięcy miejscowych fanatyków – musiałby od razu wyjechać z kilometrową listą postulatów. Zbyt drogie bilety. Utrudnianie udziału w meczach wyjazdowych. Zabijanie meczowej atmosfery, skrajna komercjalizacja w postaci sprzedawania reklam już nawet na trybunach, w miejscach, gdzie siedzą wynajęci ludzie-słupy tworzący wzorek sponsora (słynne logo T-Mobile w Monachium…). Wreszcie przeniesienie przygotowań do Azji czy USA, inwestowanie w chińskich czy koreańskich zawodników wyłącznie w celu rozbujania marketingu na tamtejszych rynkach.

Psia krew, przecież nawet Superpuchar Włoch, mecz Juventusu z Milanem, oglądało trochę ponad 11 tysięcy kibiców na stadionie Jassim Bin Hamad w Katarze. Superpuchar Włoch! W Katarze!

Jeśli wtedy nikt nie rozdzierał szat, jeśli wyrwanie jednego z, przynajmniej teoretycznie, najważniejszych meczów w sezonie na inny kontynent nie było już przekroczeniem granic nieprzekraczalnych… Powtórzę się raz jeszcze: nie wiem, co byłoby dla zwykłego Francesco, kibica Juventusu wychowanego w Turynie przez ojca zakochanego w Platinim bardziej bolesne – zmiana herbu na logo, czy jednak oglądanie swojego klubu w telewizji, bo gdzie jak gdzie, ale do Szanghaju czy Dohy na mecz wyjazdowy za średnią krajową raczej się nie powędruje. A przecież Superpuchar to tylko wierzchołek, bo gdzieś dalej czają się niesławne “tessery”, czyli karty kibica, których do dziś nie ma wielu kibiców wcześniej regularnie odwiedzających stadion Juve.

Oni zostali okradzeni z marzeń i wyobrażeń o swoim klubie lata temu, ci wszyscy romantycy musieli pogodzić się ze zmianami nie wczoraj, podczas prezentacji logo, nie podczas szanghajskiego finału Superpucharu, ale o wiele, wiele dawniej.

Skoro więc Juventus z lokalnego klubu dla Andrei i Alessandro stał się globalną firmą, której produkty są adresowane również do Zhanga i Yao – czy zmiana logotypu, szczególnie taka nie jest czymś absolutnie naturalnym? A odsiewając emocje – logo nie jest wcale takie złe. Niedorysowana tarcza to świetny zabieg, podobnie jak litery J i T utworzone z prostych pasów goszczących na koszulkach Starej Damy od lat. Będzie świetnie wyglądać na polówkach, bluzach i koszulkach, ale i na kubkach czy szalach. Rozbudowane herby, wklejane na czapki chociażby, wydawały się nieco bazarowe – tego typu dyskretne i eleganckie J będzie doskonale współgrać nawet na marynarkach. Zaryzykuję, że może małemu Zhangowi bardziej do gustu przypadnie skromna “jotka” niż rozbudowany herb Manchesteru United. A duży Zhang za jakiś czas kupi sobie karnet na najdroższą trybunę, choć w Turynie będzie bywał raz na dwa lata. Co ważniejsze jednak, włączy telewizor oraz wpadnie na Superpuchar w Szanghaju. Może nawet kiedyś krzyknie -chrzanić to Guangzhou Evergrande, forza Juve! Może da Juventusowi zwycięstwo w boju o klienta, boju bezsprzecznie najważniejszym dla największych klubów, i w Europie, i w Azji.

To sytuacja, w której czuję się całkiem komfortowo. Po pierwsze dlatego, że mój klub minimalistyczny herb ma od powstania. Po drugie – jeszcze przez jakiś czas nikt w Polsce nie będzie rywalizować z Chińczykami. Czyli innymi słowy – będziemy mogli dalej bawić się w romantyczny, hołdujący tradycjom futbol. Może i “hobby futbol”, ale wciąż w dużym stopniu – nasz futbol. I jeśli ktoś komuś zmieni logo, to prędzej z uwagi na zajęcie herbu przez komornika niż chęć podbijania nowych rynków.

Autor: Jakub Olkiewicz
Źródło: www.weszlo.com

Subskrybuj
Powiadom o
4 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
Maly
Maly
5 lat temu

o co chodzi z tymi nawiązaniami do Atletico? przecież oni zmienili herb w mniejszym stopniu niż my na początku wieku… mniejszym niż choćby MC nie tak dawno temu… o co tu chodzi?

rado
rado
5 lat temu

Takie czasy, chcesz żeby Twój klub konkurował z Beyernami, Realami czy Angolami? Chcesz, żeby mógł sprowadzać najlepszych piłkarzy? Musisz zaakceptować parę zmian… inaczej się nie da. Mi się nowe logo nawet podoba, nie przywiązałem się specjalnie do kilkunastoletniej historii poprzedniego herbu. Gdybyśmy mieli jeden herb od 120 lat to by była inna historia, ale mówimy o zmianie numer o ile się nie mylę 11-stej…

To jedna sprawa, druga – Juventus nigdy nie był klubem dzieciaków z sąsiedztwa stadionu w Turynie! Takim klubem zawsze było i będzie Torino, Juventus już dawno w swojej nazwie nie ma “Turyn” i od zawsze byliśmy przecież “Narzeczoną Włoch”, a nie Turynu. Kibice Juventusu zawsze pochodzili i do teraz pochodzą z całej Italii i to samo ma miejsce poza jej granicami. Tutaj akurat Pan Olkowicz nie trafił z historycznymi odniesieniami.

RS2turbo
RS2turbo
5 lat temu

Na wieść o zmianie byłem wściekły i bardzo negatywnie podchodziłem do tej zmiany ale z czasem i pełna świadomością coraz bardziej podoba sie mi nowe logo , to jest JUVENTUS

Nasz JUVENTUS

deban
deban
5 lat temu

Pan chyba rozumie o co chodzi.
Pan chyba się z tym zgadza.
Panu chyba się podoba.