Spalletti wściekły po 0-2 z Como: Jeśli to jest nasz poziom, nie możemy marzyć o niczym

Luciano Spalletti nie szukał alibi po porażce 0-2 z Como. Trener Juventusu mówił o problemach mentalnych, presji, 13 golach straconych przy pierwszym strzale i poziomie, który nie pozwala marzyć o najwyższych celach. Padły mocne słowa o przyszłości zespołu.

fot. @juventus.com

Juventus przegrał z Como 0-2 i po raz pierwszy w tym sezonie ligowym poległ u siebie. Czwarta porażka w pięciu ostatnich meczach między Serie A a Ligą Mistrzów: 2-5 w Stambule, teraz cios od beniaminka. Drużyna, która jeszcze kilka tygodni temu mówiła o entuzjazmie i rosnącej pewności siebie, dziś wygląda jak zespół, który boi się własnego cienia. Luciano Spalletti po meczu nie uciekał od odpowiedzialności. W rozmowach z DAZN, Sky Sport oraz podczas konferencji prasowej wracał do jednego słowa: głowa.

Jednym z najbardziej uderzających wątków była statystyka, która zaczyna brzmieć jak wyrok.

Widać, że coś jest nie tak. 13 razy zdarzyło się, że straciliśmy gola już przy pierwszym strzale na bramkę. Był moment, kiedy entuzjazm sięgał zenitu i wszystko szło dobrze, ale potem, gdy sprawy nie idą dobrze, robi się coraz gorzej“.

W rozmowie z DAZN trener Juventusu rozwinął ten temat jeszcze mocniej: “Jeśli tracisz gola 13 razy przy pierwszym strzale, to oczywiste, że są trudności. Pierwszy gol ustawił cały mecz, bo potem próbujesz odrabiać straty i zaczynasz grać zbyt szeroko i tracisz kompaktowość, a oni prowadzą cię po boisku swoją jakością, podaniami i posiadaniem. Wtedy wszystko staje się trudniejsze. Przeszliśmy okres, w którym mieliśmy w sobie entuzjazm i graliśmy piękne mecze. Bez tego brakuje ci także pewności siebie. Błędy, które popełniamy, sprawiają, że od razu jesteśmy pod kreską, a wtedy trudno jest zareagować. W głowach piłkarzy jest zbyt wiele presji związanej z tymi wynikami“.

To nie jest kwestia jednego błędu, jednego zawodnika czy jednego ustawienia. Spalletti jasno daje do zrozumienia, że problem siedzi głębiej. “Naszym przeciwnikiem jesteśmy my sami. Jeśli wrócimy do formy mentalnej, możemy rywalizować z każdym. W przeciwnym razie, jeśli jesteśmy w takiej formie jak teraz, nie ma co liczyć na żadne rezultaty“.

W innym momencie powiedział wprost, bez cienia dyplomacji: “Jeśli ten poziom jest taki jak teraz, nie można aspirować do żadnych celów“. To najmocniejsze słowa wieczoru: właściwie przyznanie, że Juventus w obecnej wersji nie zasługuje na walkę o najwyższe cele.

Podczas konferencji prasowej trener rozwijał temat presji i blokady, która paraliżuje zespół przy pierwszym ciosie. “To wszystko jest kwestią psychologiczną. Bo kiedy przestajesz być uczestnikiem tego, co robisz, pojawiają się nieświadome sytuacje, które tworzą te trudności. Wydawało się, że z tego wyszliśmy, bo rozegraliśmy kilka pięknych meczów, w których pokazaliśmy, że jesteśmy zespołem i że mamy jakość. Ona nie zniknęła, ale teraz nie potrafimy jej odnaleźć. Brakuje nam trochę zwartości, stabilności i determinacji w działaniu. Trzeba przejmować inicjatywę, bo jeśli ograniczasz się do prostych, zachowawczych rozwiązań, a tylko dostosowujesz się do woli tych, którzy mają entuzjazm, wszystko staje się trudniejsze“.

Zbyt często tracimy piłkę. To już trzynasty raz, gdy przy pierwszym strzale tracimy gola. Potem wszystko się komplikuje i nie jesteśmy tak silni mentalnie, jak powinniśmy być. Ale mamy to w sobie, inaczej nie doszlibyśmy do poziomu, jaki pokazaliśmy w niektórych meczach. Musimy mieć świadomość tego, co jest w naszych możliwościach. Skoro potrafiliśmy grać jak równy z równym nawet w dziesiątkę na San Siro, to znaczy, że ta jakość w nas jest. Ale nie potrafimy tego rozpoznać i są momenty, w których się gubimy. Różnica jest właśnie tam. Nie możesz tracić drugiego gola w taki sposób“.

Naturalnie pojawił się temat Di Gregorio. Błąd przy pierwszej bramce był widoczny, ale szkoleniowiec nie zgodził się na wskazywanie jednego winnego: “Di Gregorio jest w pełni na równi z kolegami z drużyny, nie ma większej odpowiedzialności niż inni. Jest w trudnym momencie tak jak cała drużyna. Popełnia błąd, tak jak popełnia się błąd przy zbyt lekkim podaniu do tyłu. Mógł zachować się lepiej, ale też mogliśmy nie tracić piłki. Odpowiedzialność jest wspólna“.

Na konferencji dodał: “Jest w trudnym momencie jak cała drużyna, nie widzę różnic. Czy powinniśmy tak tracić piłkę? Musimy ją rozgrywać lepiej, żeby nie stawiać go w trudnej sytuacji. Podanie musi być czystsze, żeby nie wprowadzać kolegi w błąd. To pies, który gryzie własny ogon. To zawsze kwestia zespołu“.

Spalletti przyznał również, że reakcja zespołu po straconym golu była niewystarczająca. “Reakcja była, ale potem oni wykorzystali swoją jakość. Musimy być lepsi w utrzymywaniu piłki, bo jeśli jesteś zmuszony przyspieszać akcje na siłę, jesteś już w trudnym położeniu. Oni są w tym dobrzy, robili to przez cały sezon. A jeśli po odzyskaniu piłki popełniasz błędy, trafia ci się okazja na wyrównanie i nie strzelasz, nakłada się to jedno na drugie i sam zaczynasz komplikować sobie mecz. Tracisz pewność siebie i wchodzi w ciebie presja, która cię warunkuje. Tak to działa wszędzie“.

W rozmowie ze Sky Sport nie owijał w bawełnę: “To był zły występ, w którym były momenty, które go zdeterminowały. Są sytuacje, które robią różnicę w meczach. Tracimy piłkę i przy pierwszym strzale tracimy gola. Oni są zespołem na naszym poziomie, z dobrym trenerem i przemyślanymi wyborami klubu. Wykonaliśmy zbyt wiele błędnych podań, przez co mogli prowadzić nas po boisku i zmuszać do biegania za piłką. Gol na 0-2 nas złamał. To była zła porażka. Byliśmy poniżej poziomu we wszystkim, w wyborach i w jakości gry. Pokazaliśmy, że cierpimy po straconym golu i że działa na nas presja, nawet ta nieuświadomiona, tworzona przez otoczenie“.

Temat walki o Ligę Mistrzów również wybrzmiał bardzo wyraźnie, a kontekst jest bezlitosny: Roma jest przed Juventusem i ma rozegrany jeden mecz mniej. “Wyścig o Ligę Mistrzów rozstrzygnie się w naszych głowach. Naszym przeciwnikiem jesteśmy my sami. Jeśli poprawimy kwestie mentalne i techniczne, będziemy w stanie rywalizować. Jeśli zostaniemy na tym poziomie, będziemy przegrywać i nie mamy prawa marzyć o żadnych celach“.

Zapytany o swoją przyszłość i o to, czy jest zaniepokojony, odpowiedział bez wahania: “Zostaję do końca sezonu na pewno i do ostatniego dnia nie zmienię ani o milimetr mojego zdania o tej drużynie“.

Następnie dodał “Martwię się o ludzi w klubie i o kibiców, którzy we mnie wierzą. Nie martwię się o siebie. Czuję ciężar odpowiedzialności, kiedy widzę, że zawodnicy nie reagują i nie potrafią rozpoznać, kim są i co mogą zrobić. Jakość trenera polega także na umiejętności spojrzenia na rzeczy z punktu widzenia tych, którzy są przed nim. Muszę podważyć także swoją zdolność mówienia właściwych rzeczy, bo oni tę możliwość mają. To boisko i mecze pokażą, czy moja percepcja jest właściwa“.

Na koniec pojawił się wątek Kenana Yildiza, który mimo urazu chciał zostać na boisku: “Otrzymał uderzenie i kulał, ale powiedział mi, że da radę. Teraz ma zrobiony okład z lodu i zobaczymy, co będzie dalej. To wiele mówi o charakterze i o tym, że chce być w trudnym momencie razem z drużyną. To była reakcja prawdziwego mistrza, jakim jest“.

Teraz przed Juventusem tydzień, który może zdefiniować sezon. Rewanż z Galatasaray po 2-5 w Stambule i bezpośrednie starcie z Romą w walce o czwarte miejsce. Spalletti mówi o głowie, presji i mentalności. Najbliższe dni pokażą, czy te słowa mają pokrycie w rzeczywistości, czy są jedynie próbą zatrzymania sezonu, który zaczyna wymykać się spod kontroli.

Doceniasz naszą pracę? Postaw nam kawę! Postaw kawę JuvePoland!

Subskrybuj
Powiadom o
13 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Informacja zwrotna
Zobacz wszystkie komentarze
13
0
Jesteśmy ciekawi Twojej opinii, zostaw proszę komentarz!x

Lub zaloguj się za pomocą: